>> sobota, 11 lutego 2012 19:15:42
Nie mogę w to uwierzyć. Jest rok 2012, a ja jestem na tym blogu! Jeśli ktokolwiek czyta mojego bloga, cieszę się bardzo. Pozdrawiam Was gorąco, 
Wasza wydoroślała Ross.
komentarze [1]

newsy! >> wtorek, 18 listopada 2008 22:41:33
Założyłam nowego bloga z opowiadaniem, nazywa się on martine-walsh niedługo coś dodam, więc zapraszam! :)
komentarze [1]

46. Hey moon, please forget to fall down, hey moon, don't you go down... >> niedziela, 21 września 2008 16:18:11
Dobrze to wiedziałam. O godzinie 14 miałam zjawić się w apartamencie Ry i Keltie na rozmowę razem z Brendonem. Czułam się trochę jak 10 latka, która musi być skarcona za kradzież cukierka ze sklepu. Bardzo się zdenerwowałam, aż dostałam nudności. Siedziałam w toalecie i zastanawiałam się, co ma mój brat do mojego życia. Ułożyłam sobie piękną wiązankę o tym, że to moje życie. Nie zależało mi na tym, że to mój brat, ja jestem prawie dorosła, a jeśli on ma jakieś kompleksy to niech się w cztery litery ugryzie. Ryan łaskawie przyszedł do pokoju i rozgościł się, ponieważ cały czas byłam w toalecie. Po chwili wszystkiego mi się odechciało, umyłam zęby i byłam gotowa na tę wojnę. Ry siedział na kanapie w salonie i patrzył przez wielkie okna na panoramę Londynu. Nie zauważył, kiedy weszłam.
- Więc...?
- Siadaj. Z Brendonem już gadałem.
- I do czego doszedłeś?- zapytałam z sarkazmem
- Masz szczęście, bo Twój partner jest mądrym człowiekiem.
- Ryan, rozumiem, że przez parę lat zastępowałeś mi ojca, ale nie możesz się wtrącać się w moje życie, jesteś moim bratem Ry. Wiem co zrobiłam i teraz muszę ponieść konsekwencje. Może byś pomyślał o swoim siostrzeńcu albo siostrzenicy i przestałbyś mnie maglować, bo przez Ciebie dostałam biegunki ze strachu. Kim Ty jesteś żeby mi mieszać w życiu?- ostatnie wypowiedziałam ostro i zarazem z bólem
- Kim?! Kim?!!!!!- miał łzy w oczach- Dziewczyno robiłem dla Ciebie wszystko, żebyś miała się w co ubrać, żebyś miała co jeść! I Ty mi mówisz kim ja jestem? Mój Boże Audrey....- popłakał się i wyszedł
- Ryan ja przepraszam, nie to miałam na myśli....
Usłyszałam tylko huk zamykanych drzwi. Usiadłam na podłodze i się rozpłakałam. Te słowa musiały bardzo go zaboleć. Nagle zakręciło mi się w głowie i.... zemdlałam.

- Obudź się! Aud nie rób mi tego!
Nade mną stał Spencer bardzo zdenerwowany, widziałam u niego łzy w oczach. Co oni takie płaczki.
- Żyję.
Usiadłam i zażądałam szklanki wody.
- Gdzie Brendon?
- Poszedł się przejść. Znaczy się, kupić tutejszą kartę do telefonu.
- O wilku mowa.
Bden wpadł jak szalony z siatą starterów.
- Masz brachu, to dla Kirsten. To dla Ciebie, a to idę dać Ryanowi i Keltie.
- Stój kochanie, brat nie jest w stanie rozmawiać.
Spencer wyszedł, a ja mu opowiedziałam wszystko, co zaszło między mną i moim bratem. Nie był zadowolony.
- Łap startery i idziesz przeprosić Ryana.
- Ale...
- Bez żadnego ale Audrey, już pokazałaś jaka jesteś dorosła.
- Weź się pierdol, dobra?
Bez słowa złapałam startery Vodafone i zaniosłam je do apartamentu 1208. Zapukałam delikatnie do drzwi. Usłyszałam "proszę", więc wwaliłam się do pokoju.
- Ja idę do Kirsten.
Keltie opuściła pokój w mgnieniu oka. Zostawiłam startery na stoliku w salonie, a sama ruszyłam do sypialni, w której leżał Ryan. Położyłam się obok niego.
- Przepraszam. Przepraszam, że Ci nie powiedziałam, powinieneś dowiedzieć się co najmniej parę dni wcześniej.
- Nie o to chodzi...
- Wiem. Zraniłam Cię tymi słowami, zdaję sobie z tego sprawę. Zrozumiem też, jak mi nie wybaczysz, ale wiesz dobrze, że nie chciałam Cię zranić. Kocham Cię dałnie! Jesteś moim najlepszym i jedynym bratem pod słońcem.
Ry przewrócił się na plecy i się zaśmiał.
- Dawno nie płakałem. Poza tym to zachowałaś się jak nieodpowiedzialna gówniara.- śmialiśmy się obydwoje
- A Ty dostałeś dałna mms-em! Jakieś 22 lata temu!
I nagle dostałam pląbę prosto w ryj z poduchy.
- Ej mieciu, nie zapominaj się!
- To, że jesteś w ciąży nie znaczy, że nie mogę Cię bić po łbie, jak jesteś pusta :P
- Idź Ty, ogolił byś jaja.
- Ja się nie depiluję jak niektórzy.- patrzył na mnie z głupim uśmiechem na twarzy
- Brendon Ci powiedział. Wiedziałam! Poza tym zostaniesz chrzestnym mojego aliena?
- Pewnie!- uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło- Jakieś opcje, imię albo coś?
- Alien, narazie. Planujemy, że dla dziewczynki Summer, a dla chłopca Jack.
- A mówiłaś, że nie lubisz imienia Summer.
- Kłamałam :)
Razem płakaliśmy ze śmiechu. Powiedziałam Ryanowi o tych starterach na stoliku i poszłam się położyć spać, stałam się taka senna.

Szał. Inaczej nie da się określić Brendona w wolnym czasie. Zwiedzaliśmy, robiliśmy zdjęcia, braliśmy pełno gazet ze sklepów meblowych, żeby wymyśleć coś na pokój dziecka. Nigdy nie był taki szczęśliwy, byłam z tego taka zadowolona i dumna, ale ja sama w sobie nie czułam tego powołania, a mianowicie bycia czyjąś mamą. Tak, kocham tego Aliena (tak nazywamy dziecko dopóki nie poznamy płci), ale jakoś tego nie czuję, nie widzę siebie w roli matki. Przeczuwam, że będę nie odpowiedzialna, nie będę zawsze ciepło ubierać maluszka, że nie przytrzymam za główkę i coś się stanie... nie, ja definitywnie jestem przewrażliwiona.
- Audrey, czy Ty w ogóle mnie słuchasz?!- Keltie gadała do mnie od paru dobrych minut, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi
- Boję się.
- Czego?
- Że nie dam rady...
Południe, w Haroddsie, a ja dostałam histerii. Różnie ze mną ostatnio bywa. Gorzej, że jesteśmy jak ja to nazywam "osobą publiczną z dolnej półki", bo zapytaj zwykłą osobę na ulicy nawet Vegas, i tak mnie nie będą znali. Za to zapytaj fana Panic, lub fana rocka z Las Vegas to już coś tam powiedzą, no a fanatycy to Ci wymienią kiedy się urodziłam, a nawet kiedy kupę robiłam (czego ja nie pamiętam :P). Więc tak stałam wtulona w Keltie, dopóki nie zaczepiła nas dziewczyna.
- Keltie Colleen i Audrey Ross?!! O mój Boże, to wy?
- Niestety.- wycedziła Keltie
Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam poprawiać makijaż.
- Cześć, jak masz na imię?- zaczęłam wyciągać marker z wielkiej torby
- Catriona. Coś się stało?
- Nie, coś mi wpadło do oka.- pociągnęłam nosem wygrzebując chusteczkę- Więc, standard "Dla Catriony Audrey Ross"?
- Może być.- uśmiechnęła się życzliwie- A Panic gdzieś w okolicy?
- Nie, jesteśmy same na zakupach.
Dałyśmy również paru osobom autograf i ruszyłyśmy do Abbey Road Studios. Zapadła cisza między nami.
- Dlaczego?- nagle zapytała Keltie
- Nie wiem. Czuję, że nie dam rady.
- Musisz... chyba nie chcesz usunąć ciąży?
- Nie, bo kocham Brendona. On się bardzo cieszy, być może szykuje ślub, kto wie?
- W sumie jesteście zaręczeni. Audrey, musisz z nim o tym pogadać. Może obydwoje macie obawy? Porozmawiaj z nim dzisiaj.
Szłyśmy ulicami Londynu napawając się nowym miejscem. W jesiennych płaszczykach, rurkach i butach na szpilkach. Ona blondynka z potarganymi włosami, a ja szatynka z mega potarganymi włosami. Nagle mi odbiło. Zaczęłam śpiewać Mad As Rabbits, a Keltie się do mnie przyłączyła. Ja śpiewałam partię Brendona, a ona Ryana. Łach był niesamowity. Ludzie patrzyli się na nas jak na czubków, ale po wczorajszym dniu z tą właśnie piosenką miałyśmy obydwie dość! Rzygałyśmy tą piosenką.

Przykleiłam się do szyby z zezem i pokazywałam język. Spencer oblał się piciem i dostał ataku śmiechu :D. Ja czasami ich nie rozumiem! Ry chodził wściekły na Keltie, bo nie zjadł na śniadanie płatek, Jon się pytał, czy może zostać matką chrzestną Aliena, a Brendon z tego wszystkiego grał w Guitar Hero III na Xboxie.
- Mogę się dołączyć?
- Pewnie, tylko musisz pożyczyć gitarę Jona.
- Jooooooooon!- zrobiłam słodkie oczka
- Możesz, tylko, czy mogę zostać matką chrzestną?
- A wszystko mi jedno.- zaśmiałam się siadając obok Bdena
- Jest!.- (Jon zrobił potajemny gest mojego chłopaka (autorka) )
Bear stał na kolanach przed telewizorem, a ja wygłupiałam się na poduszce na ziemi.
- Żółty, niebieski, niebieski, czerwony, żółty, niebieski, zielony, żółty, żółty, czerwony, żółty, niebieski, żółty, niebieski, niebieski, czerwony, żółty, niebieski, zielony, żółty, żółty.... MY NAME IS JONAS! Ty ty ty ty ty ty ty ty ty ty ty ty... (w tym samym czasie był żółty z niebieskim trzy razy, czerwony trzy razy, żółty trzy razy i zielony trzy razy ;-) kocham Guitar Hero III xD)- darłam się jak głupia
- Nie myl mi klawiszy!
- Nie obchodzi mnie to, że grasz na expercie. Za chuja nie zagram nawet na hardzie, wiesz jak trudno mi było zacząć na medium z niebieskim!
- No cicho bądź!
- Ale ja nie będę!
- Będziesz!!!!
I z tego wszystkiego wyszła bójka. Brendon się na mnie rzucił i zaczął mnie gilgotać, a potem całować po szyi. (ja się nie dawałam i gryzłam go gdzie popadnie ]:->)
- Będziesz cicho?- śmiał się- I lepiej mnie nie gryź, bo w nocy może odwiedzić Cię ktoś, kto zostawi po sobie ślady....
- A dawaj!- wypięłam piersi do przodu- Wal! Matkę własnego dziecka... ;]
- Ja się tak nie bawię, masz się czym osłonić.
Przytulił mnie i dostałam buziaka na zgodę.
- Ale wiesz co? Jesteś drętwym aktorem.- dostałam takiego ataku śmiechu, że mało się nie udusiłam!
- "Powiedziałem przedtem kochanie nie chodzę do nielegalnych klubów ze striptizem..! Muszę zarabiać na te głupie mieszkanie, teraz przestań narzekać, bo muszę iść."
- "Nie, nie idź!"- płakałam ze śmiechu
- "Muszę iść. I nie czekaj na mnie!"
Dobrze, że byliśmy u nas w apartamencie, bo poza naszą rodzinką ludzie by nas uznali za psycholów bez kaftanów. Kirsten tylko spojrzała na nas i stwierdziła, że w tym teledysku Spencer wyglądał o wiele lepiej niż w "I Write Sins, Not Tragedies".
- W "I Write Sins, Not Tragedies" wszyscy wyglądali tragicznie.- podsumowała Keltie- Oprócz Jona.
- Taaa, ja wszędzie wyglądam ślicznie!
- Nie grałeś w tym teledysku.- stwierdziłam z sarkazmem- To prawda, Brendon o wiele lepiej wygląda w "But It's Better If You Do", a w "Lying Is The Most Fun..." ciacho!
- Sama jesteś ciacho.- miałam poczuć się wyzwana, ale raczej mu nie wyszło ^^
- Wiem.
- Skromna.
- Wiem :D
- Głupia.
- Wieeeeeem.
- Najpiękniejsza na świecie ciężarna kobieta.- powiedział mój chłopak
- Wiem? Dziękuję.
Dałam mu bardzo wylewnego buziaka. No i nagle wszyscy sobie przypomnieli, że mieli iść do Ryana nakarmić rybki.
- Szkoda, że te niby rybki są w domu, jakieś parę tysięcy mil z tąd.
- Rybki.- Ry puścił do mnie oczko i już ich nie było
- Kochani są.
- Brendon.... chciałam z Tobą pogadać.

komentarze [4]

45. Babies, babies, babies, I wanna have your babies! >> niedziela, 17 sierpnia 2008 17:17:23
Ej no dziewczyny... ja chcę więcej komentów! :(

Około 9 usłyszałam zgrzyt w zamku. Otworzyłam jedno oko i obserwowałam jak to Ryan plądruje mi lodówkę. Za nim wszedł Brendon z walizką. Na widok różowej głowy Audrey spojrzał dziwnie na kanapę, która była wielgachna. Podszedł bliżej i się uśmiechnął.
- Ryan! Spójrz, nic tylko walnąć fotkę i dodać na buzznet Audrey, hahaha!- zaśmiał się po cichu
- Ale nie są pijane, po prostu zasnęły.- usprawiedliwił nas Ry po oblookaniu salonu, czy nie ma tu butelek po jakimkolwiek alko.
Po chwili Lizak rzucił się na mnie z impetem, a ja zasłoniłam brzuch. To było pierwsze o czym myślałam: tylko nie moje dziecko! Wystraszona podskoczyłam i stanęłam na przeciwko Brendona.
- Cześć.
Tyle, co zdołałam z siebie wydusić. On przytulił mnie mocno i jak zawsze mówił jak mocno za mną tęsknił. Starałam się, żeby tam nie beczeć. Wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do łazienki.
(w tym samym czasie)
Audrey już się obudziła i patrzyła na tą całą sytuację.
- Co jej jest?- zamyślił się głośno Bden
- Cześć Audrey, masz ochotę na herbatę?- zapytał Ryan
- Ry, myślę, że to czas opuścić ten lokal.
Audrey wpadła do kuchni i wyprowadziła Ryana bez żadnego "ale" z domu. Za pewne poszli się przejść.

Brendon wszedł do łazienki, kiedy myłam zęby. Spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem i zapytał co się stało. Ja ze spokojem wyplułam pastę do zlewu, wytarłam twarz i zabrałam go do salonu. Przed nami stały dwa kubki herbaty.
- Audrey muszę Ci coś powiedzieć. Ty chyba też... ja mam wesołą informację, a Ty?
- Pół na pół.- odparłam tłumiąc łzy
- Z grzeczności wypada mi dać Tobie pierwszeństwo, ale zdaje mi się, że Ty wolisz powiedzieć po mnie.
- Tak, mów pierwszy.
- Tak więc.... wyjeżdżamy do Londynu!- mówił pełen radości- Wyjeżdżamy za tydzień, to jest 22 wrzesień i zostajemy tam do świąt.
- Bożego Narodzenia?
- Tak, bo będziemy nagrywać płytę w studiu Abbey Road Studios, tym samym, gdzie nagrywali The Beatles!
- O... Twoje marzenia się w końcu spełniły!- pisnęłam zachwycona
- Wiem Aud, wiem... teraz Twoja kolej.
- Nie wiem jak mam zacząć... chodzi o to, że... zaraz, gdzie Audrey i Ry?
- Wyszli i nie wiem o co chodzi. Kontynuuj.
- Ale nie wiem jak...
- Po prostu wyduś to z siebie. No nie wiem, zdradziłaś mnie, Lizak jest chory, czy mamy duchy w domu?- mówił z takim stoickim spokojem
- Nie, chodzi o to, że... byłam u lekarza.
- Mój Boże, rak.- miał łzy w oczach
- Nie, mam "Aliena".- zaśmiałam się przez łzy
Bden spojrzał na mnie śmiesznym wzrokiem i obydwoje płakaliśmy. Złapałam go za rękę i położyłam na swoim brzuchu. Po chwili się otrząsnął, oderwał rękę i spojrzał na mnie.
- Czy to znaczy, że...
- Tak, za jakieś 8 miesięcy zostaniemy rodzicami.
Nigdy nie widziałam takiego Brendona. Łzy ciurkiem leciały my po policzkach, tak samo jak i mi. Tyle, że on nerwowo wycierał moje łzy i mocno mnie przytulił. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, potem w nosek, a na koniec skończyło się namiętnym pocałunkiem. Leżał na mnie, ale zerwał się.
- Bo dziecko zgniotę.- zaśmiał się po cichu
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Siedzieliśmy razem snując plany na przyszłość, jak to nasze dziecko będzie miało na imię, jak pójdzie do szkoły i takie tam. Niesamowity dzień.

Kłóciłam się właśnie z lekarzem.
- Ale ja kategorycznie pani zabraniam jakiegokolwiek latania samolotem!
- Cholera jasna, ja muszę lecieć z chłopakiem do Anglii! Potrzebuję go, a on mnie.
- Nie może on zostać w domu?
- Jak? A płyta sama się nagra, nie?!
- Z resztą... jeśli pójdzie pani do lekarza w Anglii ten powie to samo. Niech pani tego nie robi! Pani ciąża... ...jest zagrożona.
Już mnie nie było w pokoju w dupie miałam co ten koleś do mnie mówił. Ważne było to, że się zdrowo odżywiałam i dbałam o siebie, nie męczyłam się za bardzo. W ten sam dzień wieczorem wylatywaliśmy do Londynu. Strasznie się cieszyłam, że spełnią się marzenia Brendona i także reszty zespołu. Wróciłam do domu, dopakowałam siebie i Bdena, bo ta siermięga zawsze czegoś zapomina. Pół roku temu jak byli w Australii oczywiście paczką mu wysyłałam do hotelu jego koszulki ulubione, akurat stwierdził, że te w Australii mu się nie podobają, a on kocha te z Dinosaur Jr. i inne. A, no i tydzień później się skapnął, że nie ma czerwonej pary okularów. Oczywiście widziałam je codziennie na szafce nocnej obok laptopa, którego też nie wziął. Krótką ma pamięć ten mój facet. Dostałam opieprz, że w ogóle się wpycham do jego pakowania! Bezczel. Była właśnie godzina gdzieś po 16, a o 20:40 mieliśmy samolot do Londynu. Spojrzałam na nasz pokój tak, jakbyśmy się wyprowadzali. W sumie to tak wyglądało... Audrey dwie walizki, Brendon jedna. Haha, nie moja wina ;-). Dyskretnie wkradłam się do "dziecięcego" pokoju. Stałam w drzwiach i patrzyłam na malutki pokoik pomalowany na żółto. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyobraziłam sobie cały różowy pokój dla... ślicznej, małej księżniczki imieniem Summer. Tak, tak właśnie będzie nazywać się nasza córka. Druga wersja była pokojem niebieskim z wielkim Kubusiem Puchatkiem na ścianie... dla dzielnego chłopca imieniem Jack. Nie mogłam w to uwierzyć. Pierwszy raz tego dnia popłynęły mi łzy. Nie wzruszyło mnie wylanie z New York Couture, chociaż Audrey mnie ostro broniła. A tam i tak robiłam to dla przyjemności, no i trochę dla kasy jak wiadomo. Na buzznecie mogę pracować przez neta. Zostawiliśmy psa pod świetną opieką rodziny Brendona i mogliśmy ruszać na lotnisko. Siedzieliśmy w taksówce. Z udawanym zaciekawieniem patrzyłam w okno, żeby zapamiętać każdy szczegół, każdy budynek Vegas, wszystko.... żegnaj Las Vegas, będę tęsknić... witaj Londynie.

Na lotnisku spotkaliśmy się z Ry, Keltie, Spencem i Kirsten. Wyglądali na wypoczętych, za to ja wyglądałam jak wymięta i wyciągnięta z prania. (skutkiem jest całonocne płakanie).
- Siemano, co tam?- Ry spojrzał na mnie podejrzliwie
- Audrey jakaś taka nie wyraźna jesteś?
Wszyscy na mnie patrzyli, jak bym ich starych bagietką zabiła.
- Mam pastę na twarzy, odstającego kędziora na głowie, czy co?
Brendon odchrząknął dając znak, że mają mnie zostawić w spokoju, bo nie najlepiej się czuję, ale Ryan nie dał za wygraną. Wziął mnie na bok, pod pretekstem "rodzinnej rozmowy". Chciałam powiedzieć, że w ramach rodzinnych rozmów zabierzmy ze sobą Beara, bo w końcu to "tatuś", ale od takich sarkazmów się powstrzymałam.
- Miśku co z Tobą? Widzę, że noc masz zarwaną i zapłakaną. Wiesz, że bratu możesz powiedzieć.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Nie mogłam tego wykrztusić z siebie, nie mogłam...
- Serduszko, to nie jest taki proste.- dławiłam się takimi bolesnymi łzami- Jak mam powiedzieć, to wszystkim.
Ryan patrzył na mnie podejrzliwym wzrokiem. Musieliśmy wracać, bo zaczynała się odprawa naszego samolotu. Najpierw Nowy York, a potem tylko miliard godzin lotu do Europy i z samolotu się wysiada gorzej jak powłok nogami. Moja pierwsza podróż do Europy. Z "kinder niespodzianką" w brzuszku.

Wysiedliśmy na Lotnisku Heathrow. Czułam się zagubiona, ale Jon na szczęście miał różowe spodnie, tak dla odmiany i się nie zgubiłam ;D. No co, stwierdził, że w Londynie można wszystko, więc założył te gejowskie różowe rurki do oldschoolowych białych nike'ów. Bear miał mnie na oku, bo targał dwie walizki: swoją i moją drugą. Z resztą Ry też tak miał, także chłopcy sobie współczuli nawzajem, bo co oni wzięli. (za nami szedł, a raczej jechał Spencer na wózku z gitarami i basem) Pojechaliśmy do Hiltona limuzyną. Nie byłam w złym stanie jako jedyna, być może dlatego, że nigdy nie byłam w Europie? Byłam taka zadowolona i podekscytowana. Stałam w szyberdachu i się łachałam ze wszystkiego, jak naćpana. Poczułam szarpnięcie i spadłam na dół. Z pretensjami patrzyłam na Brendona, który srogo mnie zmierzył.
- Znudziło mi się gapić na Twoją dupę.- powiedział obrażony, ale i tak chodziło mu o co innego
- Bden!- oburzył się Ry, nigdy nie lubił jak ktoś odnosił się do mnie źle
Wymienili się zimnymi spojrzeniami. Brendon bawił się bransoletką z imieniem "Ryan", a Ry zasłonił swoją z imieniem "Brendon". Od początku traktowali się jak bracia, bratnie dusze. Mimo mojego związku z Bearem ich wielka przyjaźń nie zaginęła. W limuzynie zapadła niezręczna cisza, a że byłam w humorze powiedzieć co mi się ostatnio przytrafiło, więc wypaliłam.
- Wiecie co?
- Co?- odezwał się Jon z zaciekawieniem (jako jedyny był bez dziewczyny)
- Przepraszam za to na lotnisku. Wiem, wyglądałam okropnie, bo nie przespałam nocy, a w sumie płakałam całą noc. Bałam się lotu, no i rozmyślałam o życiu....
Bden patrzył na mnie przerażony i myślał co ma zaraz powiedzieć, wiedział, że wyjawię prawdę. Złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam. Przejdziemy przez te problemy razem.
- Dlaczego płakałaś?- zapytała Keltie
- Takim dziwnym przypadkiem... jestem w ciąży.
Grobowa cisza. Pięć par oczu zawisło na nas. Najgorzej wyglądał mój brat. Spencerowi opadła kopara, a Kirsten wsunęła mu szczękę spowrotem, która spadła jeszcze raz. Dostałam ataku śmiechu, tak mnie to rozwaliło.
- Buahahahahaha! Ale żart Ci się udał, na serio myślałem, że jesteś.- śmiał się Ry
Wtedy ja z torebki wyciągnęłam mu mój sławetny "ostatni" z 30 innych testów ciążowych i pokazałam zdjęcie z usg. Tak, to było moje malutkie dzieciątko, mój skarb. Jon nie dowierzał i wkręcił sobie, że to żart.
- Ej no, takie fotki można dorwać wszędzie, to taki głębszy wkręt!
- A co powiesz na to?- Bden wyciągnął zdjęcie z portfela, na którym było napisane "Audrey Ross usg"
Brat patrzył na mnie strasznie srogim, karcącym wzrokiem. Spuściłam wzrok i zamarłam. Przestałam zwracać w ogóle uwagę na to co dzieje się dookoła, o czym oni rozmawiali. Czekała mnie ciężka rozmowa z Georgem Ryanem Rossem.
komentarze [11]

44. Audrey know something, which Brendon don't know. >> niedziela, 3 sierpnia 2008 19:29:42
Jechaliśmy właśnie z lotniska. Słońce dawało nam po twarzach, z resztą upalne lata w Vegas to normalne. Jednak w radio właśnie podawali, że czeka nas potężną burza. I rzeczywiście z lewej strony były granatowe chmury, które nie wyglądały najlepiej. Podjechaliśmy do rodziców Brendona, żeby zabrać naszego pieska i wróciliśmy do domu.
- Moi rodzice zaprosili nas na obiad.- powiedział Bear
- Jak miło, mama pewnie wiedziała, że nic nie ma w lodówce, nie?
- Trudno się nie domyślić.- zaśmiał się
Szykowałam się jakieś półtora godziny. W tym czasie Brendon wziął dłuuuugą kąpiel, posprzątał dom i oglądał telewizor. Ja za to wzięłam szybko prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam i wyprostowałam je, ubrałam czarną, zwiewną sukienkę i do tego różowe bolerko. Szybko jakiś makijaż i o 14 byliśmy na obiad. Na powitanie wyszła nam pani Urie, Jane Urie, pani ok. 48 lat.
- Cześć moje dzieciaki, jak tam Dominikana?
- Cześć mamo, a dobrze.
- Dzień dobry.-uśmiechnęłam się
- No już, bo obiad stygnie.
Według rodziców Bdena, on powinien mieć konserwatywną, mormońską dziewczynę, a Audrey jest katoliczką i dupa. Brendon powiedział, że zmieni religię dla mnie, jeśli chcę mieć taki ślub o jakim marzyłam, bo on i tak nie wierzy w nic. Siedziałam wpatrzona jak Ci ludzie modlą się, zanim zjedzą. Oczywiście udawałam i zmówiłam 'Ojcze Nasz'. Brendon również podziwiał mnie za cierpliwość do jego taty. Pan Joseph Urie od zawsze wyglądał groźnie, spoglądał na mnie z pogardą, a ja mimo to zawsze się do niego uśmiechałam. Wiecie dlaczego? Bo widziałam w nim Brendona. Nie wiem dlaczego, ale w nim siedział taki kawałek Beara.... może przez oczy? Pewnie tak.
- Audrey, więcej ziemniaczków?
- Jakby pani mogła..- uśmiechnęłam się szczero
Zajadaliśmy się pieczenią, ziemniakami i sałatką z pomidorami, ogórkami i różnymi smakołykami. Po zjedzonym obiedzie opowiadaliśmy jak było na Dominikanie i pokazywaliśmy zdjęcia. Jego rodzice byli szczęśliwi.
- Dobrze, że Audrey jest taka kochana.
- Wiem, że dobrze wybrałem.- zacynił Bear
Wróciliśmy do domu zadowoleni. Zapragnęłam pójść na ogród i napić się odrobinę soku. Na tarasie z wrażenia upuściłam szklankę. Ponieważ nasz dom był na lekkim wzgórzu, mieliśmy niezły widok na Las Vegas. Nasz ogród zamienił się w ogród z moich marzeń! Wszędzie były zasadzone wielgachne krzaki pod nowym, drewnianym płotem, a na samym końcu posesji był wielki basen, który sprawiał wrażenie, że wylewa się na całą okolicę!
- Brendon...!
- I jak Ci się podoba nasz ogród?
- Niesamowity!! Ten basen... jest po prostu super!
- Zrobili tak, jak to kiedyś tam marzyłaś.
- Ślicznie kochanie.- stanęłam na palcach i pocałowałam go bardzo mocno- Mieszkamy tutaj niecały rok, a czuję się, jakbyśmy mieszkali tutaj wieczność, no nie?
- No.... my mieszkamy ze sobą prawie dwa lata ;P
- Rzeczywiście.
Usiedliśmy na bujanej kanapie i patrzyliśmy na nasz nowy ogródek. Dopiero teraz się skapnęłam dlaczego nigdy nie widzieliśmy Las Vegas z ogrodu.. bo były tam wielkie jabłonie! Wieczorem oglądaliśmy telewizor w salonie i tak jakoś zasnęłam na Bdenie. ^^

Wrzesień. Powinnam wybrać się na jakieś studia w październiku, ale jakoś nie chcę. Brendon był w trasie koncertowej. Cóż, urodziny Ry były niesamowite! Ostatnio mieszkam z mamą i tak mi jest dobrze. Poza tym jeździłam z Audrey Kitching na Warped Tour, więc trochę kasy też zarobiłam. Dostałam propozycję pozowania i promowania ciuchów Jeffree Star i Ali Barone, czyli Lipstick Prohets. Zarobiłam może z 500 tysięcy? To jednak coś. Wciągnęłam się w taki wir pracy, że nie miałam czasu zaglądać w kalendarz, nie miałam czasu widzieć się z Panic! i w ogóle. Przy kolejnym zleceniu, pozowałam z Audrey dla New York Couture i dostałam nudności. Nie wiem skąd, nie wiem jak...
- Dobrze się czujesz?- do toalety zapukała Aud
- Audrey, nie...
- Zjadłaś coś starego, nie wiem.
- Niech pomyślę... nie.
- A jak z okresem?
- Dob....rze?!- z impetem uniosłam się do góry i dostałam w głowę z deski klozetowej- Mój Boże, nie wiem!
- Nie dobrze... gdzie masz kalendarzyk?
- W torebce.
Po chwili wróciła Aud, a ja stałam przy zlewie. Nie miała zadowolonej miny.
- Nie chcę Cię straszyć, ale z tego co tu pisze, to nie miałaś okresu od.... lipca? Nie, czerwiec-lipiec.
- Mój Boże, nie! Tylko nie to!- zjechałam po ścianie na ziemię
- Idziemy.
Audrey złapała mnie za rękę i pojechałyśmy do sklepu jak stałyśmy. Byłyśmy ubrane w kuse topy i różowe spódniczki z tiulu. W aptece poprosiłam o wszystkie testy ciążowe jakie są dostępne, a było ich może z 30. Robiłyśmy obydwie... obydwie! U mnie wychodziły pozytywne, u niej negatywne. Zostanę matką... Brendon ojcem?! Złapałam się za głowę i się popłakałam.
- Jak ja mu to powiem?
- Po prostu, jak przyjedzie to powiesz prosto w oczy.- mówiła przekonująco Audrey- Słuchaj słonko, dzwonili z New York Couture i mówili, że jeśli ta sesja nie wyszła, to dzisiaj wieczorem przy światłach Vegas. A teraz chodź na ciasto czekoladowe, lub lody...
- W tych strojach?- spojrzałam na siebie i się zaśmiałam przez łzy
- A co tam, założymy getry w panterkę i tyle, z resztą jak chcesz mam Twoje ciuchy w samochodzie.
- A nie, to dawaj, jak szalejemy to szalejemy!
Poszłyśmy do kawiarni i zjadłyśmy po wielkiej porcji lodów. Nie mogłam więcej płakać, bo wieczorem miałyśmy sesję. Pojutrze lecimy do Nowego Yorku na sesję do magazynu, również z New York Couture. Czym więcej tych sesji, tym bardziej się gubię w tym wszystkim.

Kiedy powiedziałam mamie o dziecku, ona w to nie uwierzyła. W końcu kiedy poszłam na badanie i przyniosłam jej zdjęcia z usg, popłakała się. Ja nawet 18 lat nie mam... siedziałam na łóżku myśląc o tym, jak to będzie. Nie poleciałam do NY na sesję, nie byłam w stanie. Sama w sobie uspakajałam się, że jakoś to będzie. Brendon wracał jutro, a ja wciąż mu nie wyjawiłam prawdy. Mama naciskała, żebym została z nią tę noc, ale gdzieś nad ranem miał się zjawić Bden w sumie ciekawą informacją. Wróciłam do naszego wspólnego domu razem z Lizakiem, który ze szczeniaczka zrobił się już "niezły" kawaler (prawie osiągnął wygląd dorosłego samca Owczarka Szkockiego "Collie"). Otworzyłam drzwi od domu, z którego wydobył się zapach moich perfum wymieszany z perfumami Brendona. Powyciągałam najróżniejsze płyty ze zdjęciami i filmikami, które kręciliśmy razem z zespołem- jak to miałam zwyczaj, kiedy nie było Beara dłuższy czas. Wiadomo, że za Bdenem tęskniłam najbardziej, ale w końcu za Spencem, bratem i Jonem też! No i Zackiem, ochroniarzem. Brakuje mi śmiechu Spencera i jego gadaniny na temat Paris, Jona i jego uśmieszku a la "Jon jest tutaj bejbe", Ry i jego spalonych tostów ;-), no i Brendona, w szczególności w TEJ sytuacji, z której nie mogę wyjść sama. Musimy pokonać przeciwności razem jako związek obojga ludzi, jako niespełnie dorośli rodzice.

Wsłuchiwałam się w piosenkę "Nails For Breakfast, Tacks For Snacks" nagraną przez Bdena dla mnie. Taką inną wersję, której nie ma nikt oprócz mnie, no i jakiejś tam koleżanki, której się podobało. Rozpłakałam się, a ostatnią rzeczą, którą chciałam widzieć, to jacyś goście, którzy mnie odwiedzają i pocieszają. Minął tydzień, od kiedy wiem, że "zostanie pani mamusią, gratuluję!" A ja wtedy się rozpłakałam. Płakałam także cały wieczór i całą noc. Co jest oczywiste też sesję New York Couture, ale oni stwierdzili, że to dobre. Rozmazana i płacząca Audrey i nie płacząca Audrey też jest dobre. Ku mojemu zdziwieniu, do mojego mieszkania wparowała rozpromieniona Kitching. Przecież w moim przekonaniu była w NY. Wiem, że miałam w dupie dzwonek do drzwi i od paru minut się ktoś dobijał, ale skąd mogłam wiedzieć, że to ona? Spojrzałam na jej rozpromienioną twarz. Wyglądała niesamowicie w różowych włosach, dodawały jej tego słodkiego uroku, a złoty kolczyk w przegrodzie nosowej stanowił szaloną nutkę w jej słodkim wyglądzie. Tak, Audrey Kitching wparowała do mojego domu ze szczerym uśmiechem pokazującym zęby.
- Zrobiłam to!- wrzasnęła jak jakaś wariatka.
Jest starsza ode mnie o trzy lata, a zachowuje się czasem gorzej ode mnie ;].
- Co?- zapytałam szlochając
A ta bez odpowiedzi rozpędziła się i rzuciła na narożnik w salonie szczerząc się do mnie. ( mamy wielgachny salon połączony z przedpokojem wielką dziurą w ścianie, bo stwierdziliśmy z Bdenem, że tak będzie lepiej)
- Widzisz?- i szczerzy te białe kły do mnie
- No widzę. Fajne są te diamenciki.- zaśmiałam się przez łzy
- Ej no co Ty, nie rycz tyle, bo stary Cię nie pozna!- mówiąc stary miała na myśli Beara- Audrey przywołuję Cię do porzą.....dku?- spojrzała w telewizor, a tam akurat filmik, który kręciliśmy w parku pewną jesienną porą, kiedy Aud przechodziła przez park.
- Ty ale stara żeś mnie nie lubiła.
Ona płakała ze śmiechu. Nie raz mówiła, że jej związek z Brendonem nie miał przyszłości, bo i tak by go zdradziła. Nazywa mnie "złotą osobą", bo z jej charakterem, to ona na dupie raczej nie siedzi. I ja tu jestem zodiakalnym skorpionem (!)
- Dobra, przestanę płakać, jak pomożesz mi znaleźć sposób na powiedzenie tego do mojego... prawie męża. W sumie już chyba niedługo.
- Znając Bdena to tak będzie. Ciesz się, bo facet jest niesamowity, a zarazem pożądany na całym świecie!
- Wiem wiem, fanki psychopatki chcące mnie zabić, a jak się rozejdzie, że ja w ciąży to już nara, po ptakach będzie.
- Więc tak: Ty, leżąca w seksownej bieliźnie i Slimem w ręku, paląca. On już wie, że Cię bzyknie, a Ty mówisz: jestem w ciąży.
Śmiałam się wniebogłosy z tej bezpośredniości Audrey.
- Taaaa... stary, tego wieczoru jestem Twoja, bzykaj do woli.- tym razem płakałam ze śmiechu razem z Kitching
- Nie no myślę, że jak wróci to usiądźcie w salonie i pogadajcie szczerze bez żadnych Jonów, Ryanów i tym podobnych.
- Znając życie Jonathan przyjedzie z nimi i będzie pomieszkiwał u nas, bo na cholerne mu dom w Vegas.
- A na co mi dom w Los Angeles, Nowym Yorku i Philadephii?;]- uśmiechnęła się Audrey- Ja muszę mieć swój dom tam, gdzie często bywam, bo mieszkanie w hotelu mnie przytłacza. No, chyba, że zatrzymuję się w Palms w Vegas, to coś jeszcze znaczy.
- A chuj z Palms, popatrz jaki ja mam dom. Dzisiaj śpisz tutaj!
- Jak chcesz... no dobra. Muszę Cię rozśmieszać.
I taki był wieczór z Audrey. Śmieszny, pełen wersji deszczowych z wózkiem i dzieckiem, co tu zrobić jak pada, a nie ma się takiej folii przeciw deszczowej. Gadałyśmy tak długo w salonie, że tam zasnęłyśmy.

komentarze [1]

43. Go on, grab your hat and fetch a camera... :) >> piątek, 20 czerwca 2008 12:50:35
No pobijcie mnie! Przepraszam za taaaaaaaaaaaaaaaaką lukę, ale na serio nie miałam czasu, ochoty, weny itp. Pozdrawiam ;-)

Otaczający gorąc powoli zaczął mnie wybudzać. W myślach miałam słowa "cholerny Urie znowu nie włączył klimatyzacji!". Gdzież tam... jak zawsze miałam rację, on poszedł na ryby z Ryanem, a ja się duszę! Wstałam z łóżka, otworzyłam drzwi na taras i od razu poczułam na sobie zimną, morską bryzę.
- Go on, grab your hat and fetch a camera
Go on, film the world before it happens
Go on, grab your hat and fetch a camera
Go on, film the world before it happens
Stałam na tarasie i śpiewałam She's A Handsome Woman. Gdyby Brendon mnie usłyszał, dostałabym po uszach xD. Uwielbiam tą piosenkę, oczywiście mam w niej udział. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek, który pokazywał 12 lipca 2007, godzina 11:29.
Wróciłam do pokoju, żeby wziąć paczkę papierosów. Ostatnio Marlboro czerwone to mój początek dnia. Włączyłam radio, a tam oczywiście Umbrella. Miałam dość tej piosenki... ja nie mam nic do Rihanny, ale na serio rzygam tą piosenką! Zaciągnęłam się powoli papierosem, nucąc- chcąc nie chcąc- Umbrellę. Audrey zostałaś niewolniczką radia. Cóż, bywa.

Szłyśmy z Keltie na spacer. Po mimo tego, że swoim pustym śmiechem mnie denerwuje, jest w niej coś, co lubię. Mianowicie ta dziewczyna rozumie mnie i to niesamowicie. Często bez zbędnych słów. Od wyjścia z hotelu pomiędzy nami panowała cisza.
- Pięknie tu, nie?- Keltie uśmiechnęła się patrząc w niebo
- Taa. Może usiądziemy?
Poprawiłam okulary przeciw słoneczne i usiadłyśmy na molo. Woda wyglądała niesamowicie... miła bryza nas otaczała. Chciało się żyć.
- Ponoć Ry pisze piosenkę? Ten to nie da spokoju...
- No, dokładnie. Nawet zaczęłam się przed nim perwersyjnie rozbierać, a ten nic!
- Mój brat musi być na prawdę chory!
- Hahaha, a jak tam u Ciebie i Brendona?
- Dobrze, dzięki.- uśmiechnęłam się na myśl Bdena w samych bokserkach- Jest bosko, lepiej niż w Vegas.
- To dobrze! Wiesz, piękne widoki i więcej ciałka wyzwala większą chcicę!
Zaczęłyśmy się śmiać. Jakieś laski nas zmierzyły wzrokiem, a kolesie na nas gwizdali. Żałosne. Wyciągnęłam paczkę papierosów z torebki i poczęstowałam Keltie.
- No, no Ross. Czy Ryro o czymś nie wie?
- Cicho siostra, to nasz mały sekrecik.
Koło nas przeszła kobieta w ciąży, a potem kobieta z wózkiem. Na widok małego dzidziusia obydwie z Keltie szczałyśmy.
- Chciałabym takiego!- zająknęłam się
- Na Ciebie czas, mi to by się przydało...
- A tam. Każda z nas by chciała, a później są takie 17 letnie matki, które zostawiają dzieci w szpitalach.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 16:13. Na horyzoncie pojawił się Spencer i Kirsten. Byli tacy zakochani w sobie... aż im zazdrościłam, bo mój facet właśnie musiał układać muzykę z Ryanem. Pomachałyśmy im. Po chwili poszłyśmy na plażę pochodzić brzegiem morza. Specjalnie po to wróciłyśmy do hotelu, żeby pochodzić po hotelowej plaży! Idąc spacerkiem spoglądałam w stronę apartamentu.
- Widzę, że nie tylko ja mam ochotę tam iść.
Zaczerwieniłam się. Keltie szturchnęła mnie pod bok, złapała za rękę i pobiegłyśmy do hotelu. Zapukałam delikatnie do drzwi, a Keltie otworzyła je z impetem i wpadłyśmy do pokoju.
- Tadam! Miśki kolorowe, jesteśmy!- to nazywa się wejście. Kelt miała zawodowy uśmiech
- Super, a teraz usiądź w na kanapie.
Mina mi zrzedła. Mój brat mówił tak do dziewczyny...
- Ry, to Twoja dziewczyna!
Stałam jak wryta. Brendon na moją minę przytaknął i się oburzył. Wstał z ziemii, spakował gitarę i powiedział: dość na dzisiaj Ross, brak mi sił. Bden objął mnie w pasie.
- Co robiłaś ciekawego słonko?- zapytał troskliwie
- Byłam na spacerze z Keltie, no i spałam prawie do 12.
- Haha, żadna nowość! Masz ochotę na jakiś obiad?
- Jakoś nie za bardzo... może później?
- Dobra, teraz muszę wziąć prysznic...- zaśmiał się szyderczo
- Ja też?
- Pewnie!
Nie było odwrotu. Stałam w samej bieliźnie pod prysznicem z Brendonem w bokserkach. Haha, było czadersko xD. Zostałam miss mokrych stringów!

Wieczór. Władze hotelu pozwoliły nam na małe ognisko na plaży. I tak było mało osób w hotelu, także bez większego problemu mieliśmy plażę dla siebie. Piliśmy dużo alkoholu, piekliśmy pianki, a chłopcy grali na gitarach i śpiewali nową piosenkę, którą napisał Ryan. Bardzo liczą się z moim zdaniem, bo znam się trochę na muzyce, poza tym jestem ich fanką namber łan no i pierwszą groupie!
- Co o tym myślicie reszta zespołu, Audrey i dziewczyny?- zapytał Bden
- Fajne!- Spencer i Jon siedzieli wpatrzeni w Ry
- Mi się podoba.- Keltie się uśmiechnęła do Ry
- Ja uważam, że dobrze, że Ryan śpiewa, bo musi pokazać światu, że umie śpiewać!
Ry spojrzał w moją stronę z ciepłym uśmiechem. Po tym jak ściął włosy, wygląda bardziej chłopięco... ah ten mój hippis! Dobrze, że zerwali z wizerunkiem emo kapeli. Niestety, ja osobiście nie umiem się wyzbyć oldschoolowych butów, lub skate'owych buciorów, rurek i fajowskich bluzek. Po małym występie szybko zasiadłam obok Brendona i mocno się w niego wtuliłam, bo było mi trochę zimno. Siedzieliśmy tak kupę czasu, aż Bden po cichu zaproponował mi spacer.
- To my was na chwilę opuścimy.
Nikt nas nie słyszał. Weszliśmy na teren plaży miejskiej. Szliśmy daleko przed siebie... zatrzymaliśmy się na moment.
- Dawno nigdzie razem nie byliśmy, nie?- Bden uśmiechnął się i delikatnie pogłaskał mnie po policzku
- Hehe.. może usiądziemy?
Myślicie, że siedzieliśmy? Leżeliśmy na piasku i gapiliśmy się w gwiazdy. Było booosko! Zawsze tak robiłam z tatą, kiedy jeździliśmy do babci do Ohio. W sumie to brakuje mi taty.... ehh. Przytuliłam się mocno do Bdena, zamknęłam oczy i.... zasnęłam. Obudził mnie pocałunek w szyję. Zamruczałam delikatnie i otworzyłam oczy. Wtedy Brendon zaczął mnie całować...
- Brendon! Nie tutaj!
- Czy ja mówiłem o seksie?- zaśmiał się i podniósł mnie z ziemii
Śmialiśmy się pół drogi, chociaż nie wiem z czego. Kiedy doszliśmy, Ryan nie kontaktował.
- Audrey?!
- No ja.
- Gdzie Ty byłaś?
- Haha, na randce!- zaśmiałam się
- Z kim? Ze Spencerem?
- Nie.
- Z Jonem?
- Nie...?
- Z Keltie?!
- No co Ty... -_-
- Z Kirsten?!- wypaliła Keltie, była w nie lepszym stanie
- Ze mną!- śmiał się Brendon
- Z tą pokraką byłaś na randce, a ze mną nie?!- Ryan się podniósł
Ry wziął 4 piwa, mnie i poszliśmy przed siebie. O co mu chodziło? A czort wie...
- Audrey, co tam słychać?- zaśmiał się Ryro otwierając piwo
- Nic nowego braciszku, a Ty chyba pijany jesteś. Wracajmy, co?
- Nie, my mamy randkę.
- Dałnie, jestem Twoją sis!
- To co? Haha!
Siedzieliśmy z Ry na plaży z piwem i wspominaliśmy dzieciństwo. Czy nazwać to randką? Bardziej rodzinnym spacerem... LOL! Kiedy był już czas wracania, musiałam podnosić Ryana, chociaż on już był taki... trzeźwy trochę.
- I gdzie ten buziak?- zapytał ze śmiechem
- Nie całuję się na pierwszej randce.
- Ja też nie!
Cmoknęłam go w policzek.
- Tak mi buzi dawałaś jak miałaś 5 latek!
- Spadaj stary pedofilu :P
Cmoknęłam go w usta. Ry tak jakby złapał delikatnie moje usta, ale ja się przestraszyłam i zamieniłam to w żart. Otarłam gębę o rękaw bluzy Bdena.
- Bleee!
- Haha, czas wracać.
Czasami wolę unikać kontaktu 3 stopnia z moim bratem.

Wygrzewałam się na słoneczku już jakiś czas. Czekałam aż Kirsten i Keltie się zjawią. Niestety Jon i jego koleżanka musieli się zwinąć wcześniej do domu, my wyjeżdżamy pojutrze. Dlatego właśnie chciałam stać się jeszcze bardziej brązowa jak byłam, bo nasze (moje i Ry) włoskie korzenie właśnie się ukazały pod postacią mocnej opalenizny. Brendon stwierdził, że on nie musi się opalać i kąpał się w oceanie razem z chłopakami.
- Chodź Audrey, woda jest cudowna!- krzyknął Spencer
- Ja muszę być strzaskana na mahoń :P
- A tam, w wodzie bardziej się opalisz!- odkrzyknął Ry
- No dobra...
Rozbiegłam się i wbiegłam do oceanu. Brendon patrzył na mnie jak na bóstwo... podpłynął do mnie i uśmiechnął się. Staliśmy po pas w wodzie. Bden położył ręce na mojej pupie, a ja oplotłam ręce wokół jego szyji :). Spojrzałam głęboko w jego oczy, uśmiechnęłam się i musnęłam w usta.
- Zboczuchy, won do hotelu.- zaśmiał się Ryan
- Spadaj na bambus prostować banany!- obydwoje z Bdenem wpadliśmy do wody
Wskoczyłam Brendonowi na ręce. Po chwili, kiedy się rozejrzałam nikogo już nie było. Zostawili nas samych jak zawsze.... ahhh :). No, ale że seks w wodzie?! Nieeeee! Chciałam przejść się po okolicy, bo mało co wychylaliśmy nosa poza hotel. No, może jak szliśmy na imprezę i jak to zrobimy dzisiaj. Kocham jego głos. Kiedy mówi coś do mnie od razu przechodzą mnie ciarki... może dlatego, że nie dość, że z nim żyję to do tego często słyszę go w radio i telewizji? Może...
- Audrey?- poruszył mną Bden
- Coś mówiłeś? Zamyśliłam się.
- Chodź tu do mnie słoneczko.- uśmiechnął się do mnie i przytulił mnie mocno- Pewnie jest Ci zimno, ale ja o tym pomyślałem!
Owinął się w koc, założył mi ręcznik na głowę i drugi na ramiona i owinął mnie nim. Do tego usiadłam tak, że jeszcze schowałam się pod Bdenowym kocykiem. Było boooosko! Nikt nawet nie widział, że on tak fajnie dotyka moich pleców, co mnie zawsze podniecało. Po jakiś 30 minutach suszenia poszliśmy do pokoju się ubrać. Ja oczywiście musiałam umyć włosy, wyprostować i zrobić makijaż. Brendon oglądał MTV, czekał, kiedy zobaczy swoją mordkę na ekranie. Szczerze powiem, że w ciągu tych 2 godzin byli 2 razy w telewizji! ;-).
- Które kolczyki włożyć? Brendon?! przecież znasz te teledyski lepiej niż inni!- akurat leciało 'I Write Sins, Not Tragedies'
- Czy to ważne? I tak pewnie założysz wszystko od Jessici Louise.- wzruszył ramionami
- Nie prawda:P To znaczy i tak chciałam włożyć sukienkę od niej...
- Mówiłem?
- Pff i nie założę majtek, żebyś miał łatwy dostęp.
- No... i to mi się podooooobaaa!- w apartamencie rozległ się rozbrajający śmiech Brendona
- Albo... założę spodnie.
- Te rurki od Prady i bluzę od Jessici Louise?
- Czy ja na serio tylko to ubieram?
- Audrey.... niestety, ale tak tylko się nosisz. Poczekaj, zaraz coś Ci wynajdę.
O dziwno Bear podniósł swój szanowny, sławny tyłek sprzed telewizora i zaglądnął do szafki, w której trzymaliśmy ciuchy. Wyciągnął t-shirt w różowo-białe paski z czarną koronką na dekolcie, do tego czarne rybaczki i balerinki Etnies. W wielgachnej skórzanej torbie miałam bluzę na wszelki wypadek. Zapytacie: dlaczego ona nosi się tak w tej Jessice Louise? Mam każdy jej ciuch w każdym kolorze jakie są dostępne, bo w końcu ją promuję! Ja, Audrey i Hanna. Dobrze, że to tylko tyle, bo Brendon by się wkurzył. Wyszłam z łazienki ubrana w to, co wybrał mi mój ukochany.
- No i wyglądasz bajecznie!
- Dzięęęęks ziomson, bez Ciebie nie wiem co bym zrobiła.
- W końcu od tego jestem.
Wyszliśmy po 20 na imprezę. Szliśmy całą paczką rozweseleni, zachowując się głośno. Ludzie patrzyli na nas jak na bandę rozwydrzonych amerykańców, ale tak nie jest. Zawitaliśmy do klubu. Pierwsze co zrobił Bden, to poszedł po drinki dla nas. Później drugi, i trzeci... zachciało mi się tańczyć. Wyrwałam sobie towara do tańczenia, czyli.... Spencera. Bawiliśmy się niesamowicie! Później Kirsten zrobiła odbijanego i zostałam sama, więc jakiś koleś się zaczął do mnie dostawiać. Jednak to nie umknęło mojemu narzeczonemu, który ruszył do akcji "odbijany".
- Teraz moja kolej.- Bear popchnął kolesia lekko, objął mnie od tyłu i zaczęliśmy powoli się bujać w rytmie muzyki
- Ej co Ty robisz, znajdź sobie inną laskę!
- Przykro mi.- pokazałam kolesiowi pierścionek zaręczynowy, a jemu zrobiło się łyso :P
Wolny... jak ja kocham je tańczyć z Brendonem. Może nie jest tancerzem namber łan, ale nie jest znowu aż taki zły. Tego wieczoru uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wróciliśmy z parkietu do stolika i od razu zaczęliśmy pić. Muszę się pochwalić, że znowu nie wiem jak wróciłam do pokoju.

Rano obudziłam się nago pod kołdrą obok Brendona. :)
komentarze [5]

42. We're feeling so good... :) >> niedziela, 9 marca 2008 23:19:27
Ludzie... ja przepraszam, ale nie miałam czasu, brak weny itp. :( buziaki ;* <3

I znowu do naszego domu wrócił spokój i harmonia. Ostatnio wpadliśmy na niesamowity pomysł! Ryan i Keltie, Spencer i Kirsten, Jon i jakaś nowa laska, oraz Brendon i ja postanowiliśmy pojechać na wakacje na Dominikanę. I to nie na parę dni, a na 10 dni! Wyjeżdżamy już jutro.
- Rozmawiałeś z mamusią na temat psa?
- Tak, Sam powiedziała, że się nim zaopiekuje. Chociaż co prawda wyjeżdża na obóz językowy do Francji, który jej wykupiłem i tak chętnie przejmie obowiązki na parę dni, a później Joe go tam wyniańczy. W końcu zafundowałem mu wycieczkę do Disneylandu.
- Rozpuszczasz rodzeństwo, hehe.
- I kto to mówi? Ja pamiętam jak Twój brat za pierwszą wypłatę kupił Ci Vansy, bo Ci się tak podobały.
- Ach. Brendon, znowu nie wiem co ze sobą wziąć.
- Niech zobaczę...- zaglądnął do szafki- Ty tu masz większy porządek niż w salonie!
- Nie moja wina, że na rozwalałeś ciuchów i nie wziąłeś ich.
- A mogłabyś mi je poskładać?- ta rozbrajająca minka
- Taa, specjalnie dla Ciebie :P
Poskładałam te t-shirty, które sama rzuciłam na fotel w salonie. Lizak z zaciekawieniem przyglądał mi się.
- O co Ci chodzi stary? No o co?- zaśmiałam się pod nosem, a ten wesoło zamerdał ogonem- Też Cię kocham dałnie, obyś nie srał w domu i znowu nie rzygał na dywan.
W salonie zjawił się Brendon i zaczął się ze mnie śmiać.
- Ha ha, zabawne, że ktoś z psem rozmawia.
- Gdybyś mu nie wypominała rzygania ;P
- Weź idź ogolić twarz.
- Nie, to zakład!
- Znowu?! Masz Ci los.. do wyjazdu na Dominikanę ma to zniknąć. Poza tym obiecałeś mi coś..
- Oj umiliłaś się na tego kolczyka, kochanie lepiej wyglądasz bez tego na twarzy.
- A tatuaż?
- Ja to ja, a Ty to Ty.
- Zachowujesz się gorzej jak moja matka.
- Jestem nianią ^^- zaśmiał się i pocałował mnie w czoło
- Spadaj wieśniaku! Ja idę na zakupy. Nie mam bikini.
- Ktoś coś mówił o zakupach?!- do domu wszedł Jon, mieszka z nami od jakiegoś czasu
- Tak, muszę kupić....
- Ja też.
- Że bikini?!- Brendon mało nie wypadł z kuchni i zaczął się śmiać
- Tak, spodenki dla siebie, a Ty lepiej też kup, bo jak Aud zobaczy Twoje slipki to Cię z domu wyrzuci!
- Właśnie....- podrapał się po głowie- Słoneczko, gotowa do wyjścia?
Spojrzałam w lustro. Poza tym, że nie miałam prostych włosów to wszystko było ok. Zanim coś zdążyłam powiedzieć Jon już zaczął swoją gadkę.
- Wyglądasz niesamowicie! Nawet podkładu nie musisz używać, żeby wyglądać ślicznie!
- Ale ja mam makijaż...?
- O... no dobra, ja prowadzę!- wyskoczył Walker
- Chyba Cię matka kołyską rzucała, ja prowadzę!
- A wasze stare nie mają pleców.- zaśmiałam się, wzięłam kluczyki od BMW i pierwsza wypadłam z domu.- Ostatni zamyka dom!- dodałam otwierając szybę
- Jak to będzie wyglądać? 17 latka jadąca 5 km/h z gwiazdami takimi jak myyyyy!- zaszlochał Jon
- Audrey Summer Ross. Z łaski swojej, usiądź obok kierowcy, tym razem ja poprowadzę.
- Ale....
- Oj zrobisz tego kolczyka, ale ja wybiorę miejsce.
Wesoło przesiadłam się i usiadłam obok Bdena.
- Z Tobą gorzej jak z dzieckiem. -_-
Pojechaliśmy na zakupy. Oni sobie gadali, a ja z iPodem na uszach słuchałam muzyki, czyli "nową" płytę My Chemical Romance (The Black Parade) i takie tam. Szukałam stroju dla siebie. Nagle poczułam ręce na moim biodrach, poczułam jego perfum... mmm. Delikatnie pocałował mnie w ucho.
- Mmmm jutro już będziemy na Dominikanie, wieczory tylko we dwoje...- szepnął Bear
- Też się cieszę, BARDZO. Gdzie Jon?
- Poszedł ze swoją koleżanką na zakupy. Może pomóc Ci wybrać jakiś seksowny strój?- dalej szeptał mi do ucha
- Pewnie.
- Ten jest czaderski.
Spojrzałam na fioletowe bikini z niebieskimi kwiatkami.
- Panie, daj mi do niego cierpliwość.
Po poszukiwaniach bikini w końcu znalazłam coś dla siebie. Bikini w czarno-różowe paski z czachą. Słoodkie :). Bden znalazł spodenki do kąpania, no i dodatkowo kupiliśmy jakieś ciuchy, żeby chodzić w nich na co dzień. Chociaż pewnie będę poginać w stroju kąpielowym ciągle.
- Kiedy do piercingu, kiedyyyy?- mówiłam z pełnym zafascynowaniem
- Właśnie jedziemy.
Włączyłam płytę 'Meds' Placebo. Zaczęliśmy z Brendonem śpiewać do piosenki Because I Want You.
- Fall in to you, is all i ever do!
When i hit the bottle, coz I'm afraid to be alone..tear us in two, tear us in two, tear us in two..- darliśmy się razem, mieszając śpiew z niepochamowanym śmiechem

Because I want you too,
because I want you too,
because I want you,
because I want you.
Because I want you too,
because I want you too,
because I want you,
because I want you.

Na światłach ktoś nam pokazał, że mamy się stuknąć w łeb, a był to Ryan jadący z moją mamą. Czy to Vegas musi być takie małe? Dojechaliśmy do kumpla Brendona po jakiś 5 minutach. Kiedy zobaczyłam zdjęcia z kolczykami, stwierdziłam, że sideburn jest tak uroczy... :). Więc mam kolczyka! Trochę było strachu i bólu, ale żyję. Następny kolczyk robię za miesiąc chyba. W biodrze! A teraz mam sideburn, tak koło ucha.
- Uroczy ten kolczyk!
- Wiem, bo mój.- zatrzepotałam rzęsami do Bdena
- I jak Ciebie nie kochać moja mała, kochana Audrey?
- To, że jesteś wyższy o głowę, nie znaczy, że jestem mała!
- Oj dobra, maluchu.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zanim Bear usiadł za kierownicą mocno się do niego przytuliłam. Objął mnie i cmoknął w czółko.
- Komu w drogę, temu wrotki.- zarzucił słodko Brendon i kazał mi wsiadać do samochodu
Po drodze do domu wstąpiliśmy do marketu na zakupy, bo Lizak nie miał co jeść, no i my.
Wróciliśmy do domu i od razu zabraliśmy się do pakowania. Lizak na nasz widok pobiegł szybko pod stół i udawał, że go nie ma.
-Mówię Ci, że ten pies coś zrobił...-Brendon uśmiechnął się perfidnie - Nie, tylko nie moje różowe trampały! - zająknął.
-Cóż, bywa.
Mój niepohamowany śmiech rozległ się w domu. Bden ze łzami w oczach wyrzucił trampki do kosza.
-I to akurat teraz! Gdzie ja znajdę takie czaderskie Conversy?
-Pożyczysz od Ryro, lmao.
-Takie to lmao, że chyba się potnę.
-Nie udawaj swojego fana.
-Spadaj pan :P - wymusił uśmiech, a jego ręce powędrowały na moje biodra.
-Mmm... kisiel w majtach!
Bden zaśmiał się, cmoknął mnie w kark i poszedł rozmawiać z psem. A była to dość interesująca konwersacja na temat różowych trampek, suczek, itp. I jak tu być normalnym w tym domu?

Otworzyłam oczy gdzieś o 3 w nocy. Po chwili znowu zamknęłam oczy, ale "paniczny" dzwonek, który kiedyś nagraliśmy z Brendonem, do tej pory mam na telefonie, obudził nas.
"Bleeeee! Tu Audrey, pierdolona księżniczka!"
"Wstawać leniuchy, bo dzień jest krótki!"- mówił Brendon
- Jeszcze nie zmieniłaś tego dzwonka?- Bden nakrył głowę poduszką
- Wstawaj kochanie, apartament z widokiem na morze Karaibskie czeka na nas ^^
Po chwili siedziałam już przy lustrze i zajmowałam się makijażem, a Bden robił coś do jedzenia. Zeszłam na dół, żeby zabrać moje buty, a Brendona nigdzie nie było. Pewnie pojechał zostawić Lizaka u rodziców... tym lepiej, bo byłam w gaciach i staniku. Ubrałam bluzkę na ramiączkach, spódniczkę i japonki. Słońce powoli zaczęło wstawać :). Uśmiechnęłam się sama do siebie i otworzyłam wyjście na taras. Zimne powietrze wywołało gęsią skórkę. Usiadłam na wiklinowej kanapie po "turecku" i z dokładnością przyglądałam się słońcu. Słyszałam zamek w drzwiach. Parę kroków, żadnego słowa. Spojrzałam na wyjście, Brendon uśmiechał się do mnie. Usiadł koło mnie, objął ręką i oparł głowę o moją. Tak, to był nasz wschód słońca... :). Dawno się tak nie czułam, jakbym pierwszy raz zbliżyła się do wymarzonego chłopaka. Motylki w brzuchu..., coś niesamowitego. Niebo zrobiło się niebiesko-różowe.
- Czas się zbierać.- powiedział Bear po cichu
Spojrzałam w jego stronę. Ogolił się. Dotknęłam jego delikatnej twarzy i musnęłam w policzek powoli, bez pośpiechu. On się lekko zaczerwienił, złapał mnie za rękę i poszliśmy do środka.
- A co z kanapą i fotelami na dworze?
- Zaraz przeniosę to do środka.
- Mogę Ci pomóc.
- Audrey, daj spokój.
Sama wiem, jakie to ciężkie. Wzięłam jeden fotel i wniosłam go do środka. Dostałam opr., ale jakoś mnie to nie ruszyło. Kanapę nieśliśmy razem, a ten ostatnie dwa fotele Bden nosił. Chwilę później siedzieliśmy w taksówce i jechaliśmy na lotnisko. Jak tylko podjechaliśmy pod lotnisko, Bear zadzwonił do kogoś z lotniska i zaraz przyszło paru kafarów, którzy odsuwali ludzi od nas.
W grupce na sali dla VIP'ów zobaczyłam Ryana, Keltie, Spencera, Kirsten, Jona i znowu jakaś laska.
- Urie jak zawsze spóźniony.
- Jacy my spóźnieni, dobrze, że w ogóle wstaliśmy.- zaśmiałam się odgarniając włosy za ucho
- No pochwal się bratu, co tam masz.
- Woooow!
Reakcja wszystkich mnie rozbawiła. Zaczęłam się śmiać. Zauważyłam nasz samolot. To ten sam, co zawsze. Na 20 miejsc, fotele ze skóry itp. Usiadłam obok Ryana, na przeciwko Brendona. Nie mogłam nic innego zrobić, bo obok Bdena usadowiła się ta Daphne, laska Jona. Obydwie z Keltie rzuciłyśmy się na Ryro- został naszą wspólną podusią! Buahaha :D. Keltie leżała na kolanach Ryana, a ja oparłam się o jego ramię, ale później oparłam się o okno. Bden słuchał muzyki i grał na gameboy'u, a ja siedziałam z nosem w Kerrang!'u.
- George weź ten łeb!- popchnęłam brata, bo zasypiał mi na ramieniu
- Nie budź mnie!- oburzył się RyRo
Poczułam jak ktoś dotyka mojej nogi. Oczywiście był to Brendon. Podał mi telefon, na którym było napisane: idziemy tam skąd wrócili Spencer i Kirsten?
Odpisałam: z Tobą wszędzie ;)
Bden wstał i poszedł, a po chwili ja wstałam i poszłam za nim. Był to narożnik postawiony tyłem do wszystkich. Obok stał telewizor, to raczej taka kanapka do oglądania, a my się rozłożyliśmy i poszliśmy spać.
- Audrey, Audrey zobacz!- szeptał Bden
Spojrzałam na komórkę. Była 8 rano, a za oknem było błękitno.
- To Haiti! Zaraz będziemy lądować.
To już... wakacje czas zacząć!

Wylądowaliśmy w Santo Domingo o 8:15. Od razu zawieziono nas do naszego hotelu. Był niesamowity! Cztery najlepsze apartamenty zostały wynajęte przez nas, dlatego Avril Lavigne nie mogła się zatrzymać w tym hotelu... o jak mi przykro! Przecież to wygodne całe towarzycho jest. Oparłam się o poręcz od tarasu, który widok miał na Morze Karaibskie. Podłączyłam mojego iPoda do wieży, która stała w pokoju i puściłam muzykę. Włączyłam The Cranberries- Kiss Me. Czekałam aż Bden wróci od Spencera i Kirsten. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Cześć, jest może Brendon?- to była Daphne...
- Bden jest u Ry, coś przekazać?
- Powiedz swojemu braciszkowi, że o 14 jest obiad, a później idziemy popływać.
Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Braciszkowi?! Uśmiechnęłam się krzywo i powiedziałam "ok". Nawet podobna do niego nie jestem... przecież ja z Georgem jak dwie krople wody... loool żarcik. Przekazałam informację, jakże doinformowałam mojego przyszłego męża, iż jesteśmy rodzeństwem, na co on wybuchł niepohamowanym śmiechem opluwając swoją koszulkę wodą.
- Przecież nawet nie jesteśmy podobni! Poza tym jesteś ładniejsza ode mnie.
- Nie, to Ty jesteś lepszy :P
- Cicho bądź, jesteś lepsza.
Ściągnął koszulkę. Spojrzałam na jego tors... niesamowity widok. Może nie miał klaty atlety, ale też nie był nie wiadomo jak chudy.
- No co?- zaśmiał się- Wiem, że jestem gruby.
- Ty?! Gdzie niby?
Wstałam i położyłam rękę na jego podbrzuszu, spojrzałam mu głęboko w oczy i uśmiechnęłam się.
- Mmm jaka miła sytuacja.
Przytulił mnie do siebie mocno, a potem delikatnie zaczął całować mnie po szyji. Kocham jak tak robi ^^.
Do pokoju wszedł Ryan. Ja leżałam na łóżku a Brendon na mnie, całowaliśmy się.
- Ups, powinienem zapukać.- zająknął się Ry
- Spoko, czuj się jak u siebie.- odwarknął wkurzony Bear
- Zostawiłeś telefon jak byłeś u nas na chwilę.
- Dzięki.
- Już wychodzę.
Zaczęłam się śmiać. Mina RyRo, który widział mnie w staniku i spódniczce- bezcenne! Bden spojrzał na zegarek.
- Bo jest dziewiąta rano, Twoje oczy są wielkości księżyca, możesz, bo wiesz, więc to robisz, czujemy się tak dobrze, przez to co robimy, kiedy jest dziewiąta ranoooo.
- Wracamy na ulice, na których zaczynaliśmy...! Czas iść spać.
Ściągnęłam spódniczkę i z kanapy przeniosłam się do łóżka. Brendon podąrzył za mną.

Po południe. Wskoczyłam w mój oldschoolowy strój w czarno-różowe paski i poszliśmy się kąpać. Plaża, woda, piasek.... niesamowite. W pierwszy dzień wszyscy się tak poopalili... a najgorzej Spencer, nasz kochany raczek^^. Daphne przepraszała mnie za tego braciszka. Śmiałyśmy się z tego, hehe :D. Ryan robił nam zdjęcia, kocha fotografować zachody słońca, ludzi, rośliny itp. on na serio koooooocha to robić. Ile to ja nie mam fotek... siedziałam na jakiś kamieniach, a on pstrykał mi fotki.
- Ry, daj żyć. Może Brendon Ci będzie pozował?:)
- Wiesz, że on ma ADHD.
- Ja też mam, a Spencer to już w ogóle- tutaj obydwoje wybuchliśmy wrednym śmiechem- Ale.. zawołam Keltie!
- A idź Ty.
Doszłam na koc. Usiadłam i zaśmiałam się szyderczo.
- Keltie, Twój facet Cię woła na sesję zdjęciową.
- ... żyć mi nie da.
- To co robimy dzisiaj wieczorem?- zapytała Kirsten
- Wybieramy się na imprezę!
- Ooo... nie wiem. Ja i Daphne chcieliśmy spędzić ten wieczór sami, ale jak chcecie to idźcie bez nas.
- Idziemy Bear?
- Jeśli zechcesz.
Zechciałam. Keltie, Kirsten, ja i nasi faceci wybraliśmy się na disKo. WymiEtłam. Wypiłam ok. 9 drinków i chodziłam jak nawalona jak dżinks, do tego ktoś jeszcze wcisnął mi czystą i dwa piwa. Moje słonko też nie było święte (!) Brendon spał na stole! Tzn, głowa z rękoma xD. Ja wymiatałam na parkiecie z Keltie i moim braciszkiem. Kiedy Bden dostał olśnienia i się obudził, nosił Ry na parkiecie.. co się tam nie działo! Ludzie zamiast nam robić foty bawili się z nami. I to mi się podoba. Ledwo wróciliśmy do pokoi. Bear strasznie się do mnie kleił, co mnie wkurzało. Raz go odepchnęłam, co go zezłościło.
- Aud, już mnie nie kochasz?
- Kocham Cię Mieciu, ale nie musisz mi wkładać ręki w majty! Czy ja Ci mieszam w gaciach?
Zaczęliśmy się śmiać. Przysunął się do mnie, wyszeptał "jestem trzeźwy.", jaaaaaasne! Zaczął delikatnie całować mnie po szyji. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Zaśmiałam się wkładając mu rękę pod t-shirt.
- A po cholerę mi ta koszulka?
Uśmiechnął się zalotnie, ściągnął koszulę i położył się na mnie. Zadarł lekko moją sukienkę do góry, przejechał ręką po opalonym udzie i zaczęliśmy się całować. Ten wieczór był jak zawsze niesamowity i niepowtarzalny.

Była 4 nad ranem. Siedziałam z kubkiem soku w ręku na tarasie. Miałam na sobie dłuuuuuuugi szary sweter. Szarówka unosiła się w powietrzu, niedługo wstanie słońce.
- I co, całe życie będziesz oglądać wschody słońca? Kiedy Ty będziesz spała kochanie?- przytulił mnie mocno
- Żyj szybko, umieraj młodo bejbee! Idziemy na plażę?
Bez słowa założyłam szorty, baleriny i wielgachne okulary przeciw słoneczne. Pociągnęłam Bdena za rękę i po chwili szliśmy na plażę. Trzymaliśmy się za ręce jak jakieś ciecie! Było śmiesznie, oj było...
- Masz wszy na pępku!
- Sam masz wszy na pępku, jesteś zarośnięty tam! :P
- Wyjdź, masz Endersena.
- Milcz jak do mnie rozmawiasz.
Nie mogłam przestać się śmiać. O 4 nad rano mój pisk rozległ się na plaży. Bear uparł się, że wniesie mnie do wody, czego ja nie chciałam :P. Zapaliło się światło w jednym z apartamentu 'naszych'.
- Audrey, jesteś u mamy!- usłyszałam z balkonu, oczywiście to był Ry- Nie dość, że nie dajesz spać mi, to jeszcze budzisz hotel! A Ty Urie zabieraj ją do pokoju!!
- Zamknij mordę! Do mamy to ja zaraz mogę pójść! Gwiazdy przyjechały...
Krzyczał jakiś koleś. Zasłoniłam się Bdenem i wróciliśmy do apartamentu. Kocham alkoholowe wakacje! :D
komentarze [6]

41. There goes my hero, watch him as he goes. There goes my hero, he's ordinary... >> wtorek, 15 stycznia 2008 21:34:32
23 grudnia. Dzisiaj mamy imprezę szkolną. Nie chce mi się jakoś iść, ale Elen mnie prosiła, więc się wybiorę. Bear trochę marudził, ale nagadałam mu na temat zaufania w związku i postanowił iść do mojego brata i jego dziewczyny na wieczór. Ja miałam wolną rękę. Wyciągnęłam z szafy jeansy rurki i tunikę z H&M. O 17:30 podjechałam po Elen i pojechałyśmy do Las Vegas do klubu 'New York', który wynajęła nasza szkoła. Jak się później okazało to była impreza dla wszystkich szkół w Summerlin, organizowana przez nasze miasto. Pół imprezy przesiedziałam w koncie. Właśnie miałam zrobić swój 'coming out', kiedy zauważyłam skupisko ludzi, a po chwili wszyscy się rozeszli. Na ziemi leżał Ryan Wright. Był cały spocony i trząsł się strasznie. Tak... przedawkował. Bez zastanowienia podbiegłam do niego, uniosłam jego głowę i położyłam na moich kolanach.
- Pomocy! On umiera!!!- zaczęłam płakać
Nikt mnie nie słuchał... zadzwoniłam po karetkę. Wszyscy byli źli na mnie, bo impreza skończyła się o 2 godziny wcześniej, ale to być może uratowało mu życie.
To wszystko działo się jak w jakimś filmie. Stałam przed dyskoteką i zapłakana patrzyłam jak wsadzają go do karetki. Na moich odkrytych ramionach poczułam kurtkę, była to moja kurtka.
- Jestem z Ciebie dumny.- powiedział Brendon i przytulił mnie mocno- A teraz bohaterko wracamy do domu.
- Skąd tu się wziąłeś?
- Dzwoniłaś do mnie, ale chyba byłaś w takim szoku, że nie pamiętasz.
- Acha...
Nie mogłam spać. Wzięłam jakieś proszki nasenne i wtedy mogłam zasnąć. Wyszłam na bohaterkę. Nie jestem bohaterką.. powinnam mu pomóc wtedy, kiedy go spotkałam. Może ja go... lubię 'inaczej'?

...Bo święta to magiczny czas...

Nasze święta były niesamowite :). Mama wygania mnie przed ołtarz, rodzice Bdena życzyli nam dużo dzieci... LOLDWA. A ja jak zawsze nie jestem pewna, czy to 'ten' na 100%. Ten na całe życie, na Dobre i na Złe, na M jak Miłość, na Samo Życie i na Na Wspólną. Podczas świąt odwiedziłam Ryana trzy razy w szpitalu. Co było dziwne, leżał nieprzytomny.
- Panie doktorze, kiedy on się obudzi?
- Droga dziewczyno, on cały czas jest przytomny...
Udawał, że nie słyszy. Dlaczego? Nie chciał mnie tam? Bywa....

Nowy Rok.

Nowy rok spędziliśmy w Japonii z Fall Out Boy. Pokłóciłam się z Keltie, wtedy zrozumiałam co Keltie Coleen chce od mojego brata. Sławy i pieniędzy. Podczas kiedy Ryan produkował się z resztą na scenie, ona obmacywała się z jakimś typem. Nagadałam jej najlepiej jak mogłam i powiedziałam, że ma szczęście, że Ryan coś w niej widzi. Tokio jest niesamowite! Te miasto jest tak potężne, że mała bania. Wszystko tam było fajne, i czasami śmieszne.
- 4...3...2...1....Szczęśliwego Nowego Roku!- krzyczał nawalony Wentz
- Wszystkiego najlepszego.- szepnęłam sama do siebie nie zdając sobie sprawy, co mnie czeka już niedługo...

Załamanie nerwowe?

Wróciliśmy. Drugiego dnia szłam do szkoły, jak wszyscy moi rówieśnicy. Wchodząc do szkoły minęłam się z nim. Spojrzał na mnie jak na obcą osobę. Tak zimno... zabolało mnie to. Uratowałam mu życie, a on tak... Dziwnie. Słuchałam wtedy Paramore- My Hero. ' There goes my hero, watch him as he goes....'. Reszta dnia była tragiczna. Wszyscy podziwiali mnie za ten czyn, a ja miałam dość. Nie wytrzymałam, podeszłam do niego i sama zaczęłam mówić.
- Dlaczego?
- Co?
- Dlaczego nic nie mówiłeś jak byłam w szpitalu? Dlaczego mijasz mnie, jakbyś mnie nie znał?
- Bo stałaś się bohaterką. Uratowałaś mi życie, ble ble ble... gówno mnie to interesuje.- syknął
- Ale Ryan... Ty umierałeś! Miałam patrzeć ja odchodzisz?!
- Ja nie chcę żyć, czy Ty to rozumiesz?! Odejdź! Zniszczyłaś mi życie!!- krzyczał ze łzami w oczach
Odeszłam. Po cichu, z zażenowaniem i żalem do samej siebie. Niszczę ludziom życia... i nagle zadzwonił Brendon.
- Jak się czujesz?
- Brendon zabierz mnie stąd!- dostałam ataku histerii na środku korytarza- Nie chcę tu być, ja powinnam się leczyć!
- Aaa!!! Kochamy Cię Brendon!- darły się jakieś laski do słuchawki
- Zaraz tam będę.
Zobaczył mnie Ryan. Nie wiedział co ma robić. Podszedł do mnie i prosił mnie, żebym się uspokoiła, ale ja nie umiałam. To co powiedział bardzo bolało. Po chwili siedziałam już w samochodzie z Brendonem, tam czułam się bezpieczna.
- Aż tak to bolało?
- Na razie nie chcę o tym gadać. Zawieź mnie do mojego psychiatry Tony'ego Harlington'a.
Dopiero tam się uspokoiłam.
- Audrey Ross. Coś się stało?- zapytał psychiatra widząc mnie zapłakaną
- Nie radzę sobie z życiem...
Psychiatra stwierdził, że muszę zmienić szkołę, najlepiej pójść do szkoły prywatnej w Vegas.
- Audrey wierzę w Ciebie, z resztą jesteś bardzo dzielna. Jak będziesz miała jakiś problem to wpadaj, pogadamy o nim. Jak na razie to polecam zmienić Ci szkołę i brać tabletki na uspokojenie. Wykupisz je w najbliższej aptece. Życzę Ci powodzenia, no i unikaj Ryana.
- Do widzenia...
Na korytarzu siedział zmartwiony Brendon. Spojrzał na mnie, wstał i oczekiwał odpowiedzi. Ja tylko chciałam się przytulić... co zrobiłam. Staliśmy tak wtuleni dłuższą chwilę zastanawiając się co będzie dalej.
- Jeśli go kochasz...- Brendon przerwał ciszę
- Nie kocham go, a martwię się jak o przyjaciela.
- Ach... wracajmy do domu.
- Nie, jedziemy do szkoły po papiery. Im szybciej, tym lepiej.
Już po godzinie nie byłam uczennicą tej szkoły. Cieszyłam się z tego powodu i cieszyła się dyrektorka, że nie będzie skandali. Po drodze spotkałam Elen.
- Audrey, słyszałam co się stało... co to za papiery?
- Opuszczam szkołę. Przenoszę się do prywatnej szkoły.
- Ale jak to...? Dlaczego?!
- Czasami tak trzeba.
Elen patrzyła na nas wzrokiem pełnym żalu i pretensji. Wyszliśmy z budynku.
- Brendon, czy ja dobrze robię?
- Mam nadzieję, że tak. Masz może ochotę na wakacje?
- Pewnie :)- uśmiechnęłam się
- A gdzie chcesz pojechać? Karaiby, Hiszpania, wyspy Kanaryjskie, Hawaje?
- Fidżi, albo coś takiego. Oby z dala od Stanów Zjednoczonych.
Z udawanym uśmiechem wróciłam do domu. Tak na prawdę musiałam wziąć tabletki i moje paranoje przeszły. Jestem już strzępkiem człowieka, kłębek nerwów...
Siedziałam w salonie pod kocem oglądając telewizję, a obok mnie Brendon i Lizak. Później Lizak poszedł swoimi drogami, a ja i Brendon opletliśmy się nogami leżeliśmy bez słów dotykając każdy zakamarek własnych ciał.

Wakacje.

Czerwiec. Miałam dość mojej choroby. Na szczęście do lata wyzdrowiałam. Więc... zmieniłam szkołę, pojechałam na wakacje w lutym na Karaiby, przeszłam to załamanie nerwowe bez większego szwanku, em... skończyłam tą zasraną prywatną szkołę bez przeszkód. Teraz tylko wystarczy zapłacić 10.000 dolców, zrobią mi egzaminy i liceum będę miała z głowy. Wychodziłam właśnie ze szkoły cała w skowronkach, że to już koniec edukacji, a tu zonk!
- A Wy...?- zapytałam zaskoczona
- Zdałaś?
- No pewnie, co za pytanie!
- A już myślałem..- zająknął się Spencer
- Dzięki, że we mnie wierzycie :(
- Nie smuć się, idziemy na lody!
- Poza tym hej wszystkim.- przytuliłam po kolei Ryana, Keltie, Spencera i na koniec Brendona- Cześć słonko- i gorący buziak dla Bdena
- Cześć kochanie.
Wsiedliśmy wszyscy do mojego samochodu i pojechaliśmy do najlepszej kawiarnii w Vegas. Po tym jak ja i Brendon wymienialiśmy się romantycznymi spojrzeniami, Ryan, Spencer i Keltie postanowili nakarmić rybki RyRo. Oczywiście żadnych rybek nie ma:P, ale to było dlatego bardziej śmieszne. Wróciliśmy z Brendonem do domu do naszego posranego psa, który jest chory na umyśle i od razu poszliśmy do ogrodu uczcić ten dzień, jako koniec mojej edukacji.
- No, no... za dwa miesiące będą dwa lata od kiedy jesteśmy razem, mała, będziesz miała 18 lat!
- A Ty już masz 20 na karku i się nie chwal tak :P
Siedzieliśmy na bujanej kanapce na dworze, przed nami bawił się nasz pies, a my z lampkami wina w rękach wspominaliśmy najlepsze chwile razem. Dopiero zdałam sobie sprawę jak on musi mnie kochać. Najpierw ja zniosłam wszystko z jego strony, a później on... czasami mu współczuję bycia ze mną.
komentarze [16]

40. I don't want to be alone, but now I feel like I don't know you... >> piątek, 14 grudnia 2007 23:28:35
Rano obudziłam się z niesamowitym bólem głowy. Nie pytajcie jak wróciłam do domu- po prostu nie pamiętam. Cóż, domyślam się, że Brendon mnie doniósł, nie raz tak robił. Jego już nie było w łóżku. Kiedy usłyszał, że schodzę na dół (trudno było nie słyszeć: "kurwa, mój łeb" albo mnie obijającej się o ścianę w przedpokoju) od razu zaczął mówić.
- Puścić Ciebie samą na parkiet...
- Trzeba było iść ze mną. Nie moja wina, że Ty ciągle wolisz siedzieć z chłopakami i gadać.
- Ty mi tu nie pyszcz, moja sprawa, czy chciałem posiedzieć na górze, czy na dole.
- A Ty nie rób mi wywodów, bo jesteś moim chłopakiem, a nie bratem! A tam poza tym, to Ty zawsze siedzisz z nimi, mnie masz w dupie.
- To nie prawda!
- To dlaczego tak ciężko iść Ci ze mną na parkiet potańczyć? Później masz pretensje, że robię to, czy tamto! Ty nie poświęcasz mi czasu!
- Bo wtedy, kiedy ja chcę...
- To nie ma być wtedy, kiedy Tobie się chce! Ja dla Ciebie robię wszystko, a Ciebie to nie interesuje.
Rozpłakałam się. Poszłam do kuchni i usiadłam na krześle. Wcześniej złapałam ręcznik kuchenny i zaczęłam wycierać resztki wczorajszego makijażu.
- Oj nie płacz.
- Jak mam nie płakać?! Zawsze są do mnie pretensje, że jestem taka, siaka, owaka! A tak na prawdę nie popatrzysz w lustro i nie zastanowisz się nad tym co Ty możesz zmienić, zawsze to ja muszę się zmieniać pod Ciebie! Mam już tego dość, rozumiesz?!
- Audrey, ale...
- Zamknij się! Mam Ciebie dość.
Wyszłam z kuchni i poszłam do sypialni. Nadchodzi kolejny kryzys... wyciągnęłam walizkę z szafy i zaczęłam się pakować. Znowu z błahego powodu się kłócimy. Może to znak, żeby się rozstać? Nie wiem... nic już nie wiem. Pośpiesznie ubrałam jeansy, bluzkę i wyprowadziłam walizkę przed pokój. Później ostrożnie ją zniosłam.
- No nie... znowu to robisz?
- Muszę.
- Nie musisz, może po prostu porozmawiajmy?
Oparłam się o walizkę.
- No?
- Powiedz, co Cię najbardziej we mnie wkurza?
- Że uważasz się za takiego pokrzywdzonego, a tak serio to Ty mnie olewasz, jak wczoraj.
- A wiesz co mnie wkurza? Że chodzisz na parkiet ze swoimi kolegami, a później im prawie dajesz... przemilczę to.- mówił wkurzony
Stałam jak wryta. Po prostu nie wiedziałam co powiedzieć.
- No co masz taką minę? Nie dość, że Elen widziała was razem, to do tego Jon schodził na dół po piwo, bo kelner się nie pojawił. Fajnie się tańczyło w staniku? No patrz, szkoda, że mnie tam nie było. Ten typek ma szczęście, że Ciebie nie tknął, bo źle by się to skończyło. Ty nawet tego nie pamiętasz, bo byłaś nawalona, ale ja się z nim mało nie pobiłem. Twój brat mu uratował życie. No czemu nic nie mówisz?
Patrzyłam się w podłogę i nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- Ryan mówił, że z Ciebie niezłe ziółko, ale że aż takie, to nie wiedziałem. Jareda przemilczałem, Becketta też, ale tego nie popuszczę.
Zapomniał dodać Jona, Spencera, Wentza i nie wiem kogo jeszcze.
- Przemyśl to, czy mamy być razem, czy mamy się rozejść, bo męczyć się razem... nie jest miło.- jego głos się załamał, odwrócił się na pięcie i poszedł na górę.
Tak, Brendon płakał. Z resztą ja też, nie umiałam powstrzymać łez, nie chciałam tego, ale... po raz milionowy te pytanie: 'to tak wygląda koniec...?'. Usiadłam na ziemi, właśnie byłam w środku histerii. Głośno płakałam i krzyczałam: Nie! Nie! To nie koniec! Po chwili wstałam i w amoku poszłam na górę do pokoju. Otworzyłam drzwi, przytuliłam się do niego bardzo mocno i tak przez pół godziny nie puszczałam. Cały czas powtarzałam: 'przepraszam Cię, ja już nigdy tego nie zrobię...'. Płakaliśmy obydwoje. My po prostu nie umiemy bez siebie żyć, nie umiemy...

W poniedziałek pojechaliśmy razem do studia gazety Viva! dla nastolatków. Wywiad był przezabawny xD
R: Witam was! Co prawda miała być sama Audrey, ale z Brendonem też chętnie zamienimy zdanie.
AiB: Cześć! Miło nam, że możemy z wami porozmawiać.
R: Więc Audrey, co szkoła na Twoją sławę?
A: A jaka ja sławna! Hehe, to, że od czasu do czas zrobimy sobie z Twigg Violence sesję to nie znaczy, że jestem gwiazdą.
R: Jednak to Ty po gali VMA byłaś najbardziej rozchwytywaną partnerką wieczora.
A: Owszem, nagroda Panic! At The Disco za najlepszy teledysk roku oraz moja niecodzienna kreacja przykuwała wzrok większości sali.
R: Jak Ty się z tym czułeś Brendon?
B: Byłem dumny, że moja dziewczyna podoba się innym.
R: Trudno nie interesować się taką ładną dziewczyną. Jak znajomi reagują na to, że wokół Ciebie no i Brendona zawsze jest dużo paparazzi?
A: Szczerze? Nas paparazzi nie oblegają, mamy swoje prywatne życie, nikt nam nie wchodzi z butami w życie.
B: Chyba, że brukowce.
R: Właśnie, dzisiaj pokazały się zdjęcia z sobotniej imprezy w Kaboo. Chcecie spojrzeć?
Zobaczyłam. Swoje zdjęcie w staniku z Ryanem. Super! Miałam szklanki w oczach.
B: Nie będę tego komentował.
A: Proszę, niech pani nie daje tego pytania... to był straszny wieczór, a chyba nie chcemy, żeby młodzi czytelnicy poszli w moje ślady, prawda?
Uf... nie było tego pytania w gazecie.
R: Często pisują w gazetach, że mieszkacie razem. Czy to prawda?
A: Tak, moja mama wyraziła na to zgodę.
R: Jakie macie plany na przyszłość?
A: Ja jeszcze nie wiem, ale za jakieś 5-6 lat jeśli będziemy razem planujemy mieć dziecko.
B: Ja chcę mieć duużo dzieci!
A: Ciekawe kto Ci ich tyle urodzi? (śmiech)
B: Oczywiście, że Ty!
R: A jak nowa płyta Panic! At The Disco?
B: Robi się. Być może będzie gotowa na lato 2007, albo na początek 2008 roku.
I takie tam blebleble było. Później zrobili nam zdjęcia i wróciliśmy do domu. Nie komentowaliśmy tych zdjęć, po prostu olaliśmy to. Zabraliśmy Lizaka na spacer. Jeju, jak dawno tak nie spędziliśmy czasu. Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Nasz piesek robi się coraz większy! Pierwszy raz od dłuższego czasu nikt nas nie zaczepił ani w parku, ani na ulicy, to coś niesamowitego! Siedzieliśmy na ławce patrząc na naszego pieska, który właśnie bawił się piłeczką.
- Niesamowity jest ten Lizak.- przerwał milczenie Bden
- Tak, duży już jest.
Znowu zapadła cisza. Po chwili poczułam ciepłą rękę w kieszeni mojej kurtki. Uśmiechnęłam się tak niewinnie patrząc na biegającego przed nami psa. Za chwilę poczułam jego usta na moim zimnym policzku i szepnął mi do ucha: 'Kocham Cię wariatko'. Zaczęłam się śmiać.
- Też Cię kocham.- położyłam dłonie na jego policzkach i delikatnie musnęłam usta- No, bez większego całowania, bo wieje.
- Co ma wiatr do całowania?
- Znowu będę miała zimno.
- Nie, bo ja Ci nie pozwolę.
I zaczęliśmy się całować. Poczułam się obserwowana. Otworzyłam oczy i oderwałam się od Bdena. Przed nami stały dwie dziewczynki może po 6 lat i się śmiały.
- To pani piesek?- pokazały nam umorusanego Lizaka
- Lizak, co Ty żeś narobił? ;]- Bear zapiął go na smycz
- Tak, to nasz piesek :)- uśmiechnęłam się do dziewczynek
Nagle jedna wyjechała z tekstem:
- A co będzie z pieskiem jak się rozstaniecie?
- Eeee.... my nie mamy zamiaru się rozstawać.- Brendona aż zatkało
- Proszę paniii, a jak ten pies się nazywaaa?- zapytała ta druga, mniej wyszczekana
- On nazywa się Lizak.
- A możemy kiedyś odwiedzić Lizakaaaa?
- Pewnie, wpadajcie. No i dziękujemy za znalezienie naszego psa.
Na horyzoncie pokazały się mamy obu dziewczynek.
- Laura, Audrey chodźcie tutaj! Przepraszamy za nie, nie przeszkodziły dużo?
- Nie, skądże. Urocze dziewczynki.- uśmiechnął się krzywo Brendon.
- Ładne masz imię Audrey, ja też tak mam na imię.
- Wiem, jak się nazywasz... :/- spojrzała na nas matka tej wyszczekanej Laury z 'Stars Of Las Vegas' w ręce, gdzie byłam na okładce
Ta już wyrwała wrotki do przodu, ale mała Audrey i jej mama uśmiechnęły się i poszły za swoimi znajomymi.
- Co za kobieta!- oburzył się Bden- Jaka matka, taka córka, wrrr.
- Są ludzie, parapety i ruskie termosy.
Przez dłuższą chwilę nie mogliśmy się przestać śmiać. Zaraz po tym wróciliśmy do domu. Postanowiłam ugotować jakiś obiad, czyli stek i ziemniaki. Kiedy stałam w kuchni i modliłam się nad tym mięsiwem (czytaj, zastanawiałam się jakich użyć przypraw), zauważyłam kogoś za oknem. Było to co najmniej dziwne, bo lało jak nie wiem, a ten 'ktoś' stał i patrzył się nasze kuchenne okno. Człowiek Z Blizną Na Głowie? Nie.. to na pewno ktoś, kto istnieje. Jak zawołałam Brendona, ten ktoś odszedł. Poznałam go po butach. Tylko jeden chłopak, którego znam nosi białe oldschoolowe Nike za kostkę... tak. Ryan Wright, 'Little Ryan' oraz 'seksowne rurki'.
- Wiesz kto to był?
- Nie mam pojęcia.
- Nieważne. Chcesz gorącej czekolady?
- Mmm... gorąca czekolada a la Audrey. Pewnie!
No co jest takiego w mojej gorącej czekoladzie? Mleko podgrzewane w mikrofalówce i do tego trochę sypkiej gorącej czekolady oraz kawałki prawdziwej czekolady z orzechami. Jak tylko zawołałam Brendona, pojawił się w kuchni z błyskiem w oku.
- Jak myślisz kochanie, co dodać do tych steków?
- Czosnek!
- No dobra.
Po 17 był obiad. Jakoś mi to wyszło, jupi! Zjedliśmy obiad w trójkę, bo Jon do nas wpadł. On jest jak wędrowiec. Śpi raz u Spencera, ostatnio spał u Ryro, a teraz pomęczy nas. Mi to nie przeszkadza, przecież i tak mieszkaliśmy razem, znamy się dobrze.
- To co? Dzwonimy do ludzi i impreza, co?- zaśmiał się Jon
- Jon, Audrey idzie jutro do szkoły, więc nie ma u nas imprez w środku tygodnia.
- Aaa. Sztywniaki jesteście, hehe.
- Jak chcesz Bden to pij, ja idę się uczyć na górę.
Poszłam jeszcze do kuchni dokończyć czekoladę dla mnie i poszłam na górę. Trochę mi zeszło z tą nauką. Później gadałam na msn z Elen, która nie jest na mnie zła, bo poznała się ze Stevenem- największym towarem w naszej szkole.
- Elen, boję się wracać do szkoły.
- Nie ma się czego bać! Ryan nic nie mówi, dzielnie znosi zaczepki ludzi i dziewczyn, ale większość go podziwia. Poszły nawet ploty, że się pie...kochaliście w kiblu, czy gdzieś tam.
- Nie prawda, my tylko się.... całowaliśmy.
- A jednak, to nie był tylko taniec! I co na to Brendon?
- Był zły, był wściekły, ale wybaczył.
- On zawsze wybacza...
- Ja idę oglądać tv, cześć.
Zeszłam na dół. Kiedy koledzy z salonu usłyszeli moje kroki- ucichli. Zapewne rozmawiali na mój temat.
- Nie przeszkadzajcie sobie.- powiedziałam dość głośno i poszłam do kuchni.
Zaczęłam zmywać naczynia, ale słyszałam trochę śmielszą konwersację z salonu:
- Może ja jestem za nudny dla niej?
- Wprowadź trochę spontaniczności w wasz związek. Rób tak, żeby nie chciała od Ciebie się odklejać jak kiedyś.
- Ale ona jest mną znudzona...
Dalej nie podsłuchiwałam. Włączyłam telewizor, gdzie leciało American Pie. Uśmiałam się jak głupia, serio! Gdzieś słyszałam trzask drzwi, tak jakby ktoś wychodził z domu, ale się tym nie przejęłam. Po chwili w kuchni pojawił się Brendon. Udawałam, że go nie widzę, ale dopiero kiedy oparł się rękoma o blat szafki, na którym siedziałam udałam zdenerwowaną. A ten, jakby nigdy nic, uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
- Brendon zasłaniasz mi.
- Nic mnie to nie obchodzi.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Po drodze się rzucałam oraz ze śmiechem pytałam co z Jonem.
- Kolega Walker poszedł imprezować, hehe.
Położył mnie na łóżko, odłożył laptopa na szafkę i się zaczęło. Pierwszy raz w życiu tyle razy pod rząd uprawiałam seks. To było niesamowite! Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko Brendona jak wtedy. Było śmiesznie. Niestety, kiedyś trzeba iść spać, no i do pracy rodacy.

Rano wstałam bez większego problemu. Jadąc do szkoły samochodem złapał mnie strach. Co zrobi Ryan jak mnie zobaczy? Co będzie dalej? Pomimo tego, że zjadłam śniadanie, mój żołądek się odezwał. Ale tak popatrzeć na to z boku... to czego się bać? Moja sprawa... zaparkowałam na moim miejscu, na którym kto kolwiek boi się parkować. Śmiało wysiadłam z samochodu, zamknęłam drzwi automatycznym pilotem i ruszyłam w stronę szkoły. Na powitanie ktoś nazwał mnie: 'puszczalską'. Niesamowicie się ten dzień zaczął. Od razu podeszłam do Elen, ale ona była zajęta rozmową z Stevenem, no tak. Pod ścianą siedział Ryan. Kiedy tylko mnie zobaczył spuścił głowę w dół. Nie wiem co to znaczyło, ale nie było dobrze. Postanowiłam dosiąść się do niego.
- Hej Ryan.
- Cześć. Proszę, idź sobie. Już się wstydu najadłem za dużo.
- Przestań Ryan... skąd mogliśmy wiedzieć? Poza tym nie jesteś tutaj ofiarą, jesteś spół odpowiedzialny za to co się stało.
- Co na to Brendon?
- Był zły, ale mu przeszło. Oj chodź tu.- przytuliłam go mocno do siebie- Będzie dobrze.- uśmiechnęłam się
- Dzięki.- uśmiechnął się nieśmiało- Czas na mnie.
Wstał z ziemi, po chwili podając mi rękę, chciał mi pomóc wstać. Skorzystałam z pomocy. Przerwałam Elen rozmowę i zabrałam ją do klasy, było już po dzwonku.
- On jest niesamowity.- westchnęła Elen siadając w ławce
- Gówno prawda.
- Nie kłóć się ze mną Ross, bo mam rację.
- No i osiem.
Nauczycielka ze śmiechem przyglądała się naszej rozmowie. Kiedy to zauważyłam szturchnęłam Elen, żeby przestała.
- I jak tam Audrey impreza?
- Proszę pani, przemilczmy to, ok?
- No dobra.
I tak ją lubię, niesamowita kobieta. Na lunchu pojechałam do domu zjeść coś, a później wróciłam na lekcje. Na religii zabrakło dla mnie krzesła, więc przeszłam się do sali obok. Skąd mogłam wiedzieć, że on będzie tam? Gapił się na mnie jak na obrazek, a laski z jego klasy gapiły się na mnie krzywo. Kiedy po lekcji odnosiłam krzesło, stał przy biurku nauczycielki i sprawdzał wyniki z testu. Odwrócił się i uśmiechnął się. Również się uśmiechnęłam i wyszłam z klasy. Na korytarzu czekała na mnie Elen. Kiedy zobaczyła Ryana w klasie szturchnęła mnie pod bok i zaczęła się śmiać. To nie było śmieszne... bo on serio mi się podoba. A wiecie o kim myślałam na ostatniej lekcji? O Brendonie. Wow.
- Audrey, mogłabyś zająć się lekcją, a nie tym, co jest za oknem?
- Dobrze, już.
Wróciłam do normalnych zajęć, które mieli moi znajomi. Zastanawiałam się, dlaczego nie jestem teraz w domu z chłopakiem, a w sumie z narzeczonym. O 15.20 zadzwonił dzwonek, a ja wesoło podeszłam do mojej szafki, wzięłam potrzebne podręczniki oraz kurtkę i ruszyłam w stronę drzwi. Za bramą usłyszałam jak laski się ciszyły. Brendon tutaj? Łał, że mu się chciało wyjść. Jakoś bardzo mnie nie ruszało, że 'ktoś' z Panic!'ów mnie odwiedził. Pilotem otworzyłam drzwi do BMW, wsiadłam i odpaliłam samochód. Kiedy powoli przejeżdżałam koło szkoły, zauważyłam mojego brata. Zatrzymałam się i trąbnęłam z dwa razy. Po chwili odjeżdżałam z bratem w środku.
- Ty tutaj?
- Chciałem z Tobą pogadać, bo zgłosili się do mnie pracownicy tego klubu, że sprzedadzą prasy filmik, na którym namiętnie obściskujesz się z tym chłopakiem.
- Że co?!- z nerwów aż zahamowałam- Co za ludzie! Przepraszam.
- Musimy pogadać z tym Ryanem. Ja, Ty, Bear i on.
- Ehh.. nie chcę tego roztrząsać.
- Gadałaś z nim?
- Tak.- spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić- Czy zrobiłam coś złego?
- Ty nigdy nie robisz nic złego, nie widzisz swojej winy.
- Jakoś nie interesuje mnie to, że pójdzie to do neta.
- No jak...?! Audrey dziewczyno, zastanów się co mówisz!
- I tak wszyscy mnie mają za puszczalską dziwkę, to i tak nic nie zmieni. Gdzie chcesz jechać?
- Do domu.
Resztę drogi przemilczeliśmy. Nie moja wina, że ktoś chce wyłudzić pieniądze, a ja się temu przeciwstawiam. Jeszcze niby ja i Ryan mamy za to płacić?! Albo co gorsza- mój chłopak?!! No nie, ktoś sobie stroi żarty. Podczas powrotu do domu włączyłam The Distillers. Miałam dość tego, że wszyscy mi mówią co mam robić. Chciałam zjechać na autostradę i pojechać gdzieś daleko przed siebie... mój bunt skończył się na tym, że wróciłam do domu, dałam psu jeść i poszłam z nim na spacer. Nie wiem gdzie był Brendon, może spotyka się z kimś? Ma prawo, ja po tym co zrobiłam też bym się wnerwiła. Wywaliłabym siebie z domu i kazałabym nigdy nie wracać. Jednak on tak nie zrobił. Kiedy wrócił, stwierdziłam, że muszę z nim porozmawiać.
- Cześć, przepraszam, ale byłem ze Spencerem i Jonem barze, zasiedziałem się, wiesz, Jon jutro wraca do domu i...
- Nic się nie stało. Brendon, musimy pogadać..
- O czym?- zapytał niepewnie
- Po prostu uważam, że jesteś za dobrym facetem dla mnie. Tyle mi wybaczyłeś, jestem za wredna dla Ciebie.
- Nieprawda! Jesteś idealna!
- Być może, ale ja czuję się źle z tym, że Ciebie tak ranię.
- Nie przejmuj się mną.
- Ale jak nie?! Jesteśmy ze sobą kupę czasu, mieszkamy razem i ja mam się Tobą nie przejmować?!!!
- Ross, daj pokój.- uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
- Nie umiem....

22 grudnia. Za 3 dni święta, a ja nie mam pojęcia co kupić Brendonowi pod choinkę. To nasze drugie święta, ale tak do końca nie wiem jak to będzie... oczywiście odwiedzimy moją mamę i rodziców Bdena, ale tym razem będzie inaczej. Będziemy cały czas razem, a nowy rok spędzimy w Tokio z Fall Out Boy. Dzisiaj też spotykam się z Ryanem, nie, nie z moim bratem. Muszę mu coś wybić z głowy... o 17 wybrałam się do parku, gdzie czekał na mnie.
- Hej Audrey, coś się stało? Problem z kupieniem prezentów dla kogoś?
- Hej- uśmiechnęłam się- Nie dzięki. Słyszałam, że bierzesz.
- Biorę co?- udawał głupiego
- Wiesz dobrze co. Ryan, to nie jest dobre, możesz od tego umrzeć...
- A wiesz co? Nie jesteś moją dziewczyną i nie będziesz mi mówiła, co jest dobre, a co nie!
Po prostu poszedł. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zabrakło mi słów.. zła, zażenowana i w sumie smutna wróciłam do domu. Pierwszy raz ktoś mi tak odpowiedział, kiedy chciałam pomóc. Usiadłam na kanapie w salonie i wsłuchiwałam się w ciszę. Po chwili drzwi się otworzyły, a do domu wpadł nasz pies z ADHD i Brendon Urie. Wraz z nimi do domu wpadło zimno i napad euforii.
- Audrey, pada śnieg!!!
Uśmiechnęłam się. Co prawda za dwie godziny śniegu nie będzie, ale ucieszyło mnie to.
- A Ty co taki smutas?- dostałam zimnego buziaka
- Ja...? Zdaje Ci się.
Oby Ryan przeżył te święta...
komentarze [5]

39. Like the naked leads the blind. I know I'm selfish, I'm unkind. >> sobota, 17 listopada 2007 19:09:56
Wybaczcie, że tak długo, ale nie mam czasu.

Kolejny dzień w szkole. Dzisiaj mamy 24 listopada. Dzisiaj również gotujemy na home economics. Bosz, tej babie McKenzie to odwala. Ciasto czekoladowe z polewą toffi. Brzmi niesamowicie, ale kiedy ja, Audrey Ross, upiekę takie cudo. Chyba nigdy w życiu! A jednak, udało mi się!
- No, jak przyniosę ciasto do domu, to Bre...- mówiłam, ale się zawahałam, słuchała mnie nauczycielka, a tak oficjalnie to nie mieszkam z chłopakiem o dwa lata starszym.- To będą mieli co wcinać, hehe.
Wszystkie plotkarskie gazety z Vegas piszą o naszym związku, ale my lejemy na to, nasza sprawa, że mieszkamy razem.
- No Ross, pochwal się, z kim mieszkasz, nie ukrywaj tego.- mówiła z ironią nauczycielka- Dokładnie wiemy, jakiej marki masz samochód i ile on kosztował.- dodała
- Moja sprawa, a mieszkam z mamusią, braciszkiem i pieskiem rasy Owczarek Szkocki Collie, który nazywa się Lizak, jeśli o to pani chodzi.- wszystkie laski miały z niej niezłego łacha, nie moja wina.- A samochód dostałam od Ryana.
Kobieta się zmieszała, nie wiedziała co powiedzieć. W sumie gdybym chciała, to mogłabym iść do dyrektorki powiedzieć, że nauczycielka chciała mnie poniżyć, bo mam całą klasę świadków. Nie, nie jestem taka wredna. Przyzwyczaiłam się do ludzkiej zawiści. Na lunchu tradycyjnie pojechałam do domu nakarmić psa, oraz obudzić Brendona, bo on potrafi spać całymi dniami... w sumie to mu się nie dziwię- odsypia trasę, ale też ile można? Wysiadając z samochodu tradycyjnie pomachałam paparazzim i zaczęłam szukać kluczy od domu. Zdziwiłam się, bo drzwi od domu były otwarte, a z salonu dochodziły odgłosy chodzącego odkurzacza. Wchodząc do salonu przeżegnałam się i wybuchnęłam niesamowitym śmiechem. Brendon odkurzał.
- O, już jesteś? Z czego się śmiejesz? Cześć.- tradycyjnie dostałam buziaka
- Z Ciebie! Ty sprzątasz człowieku, dobrze się czujesz? :D
- Pewnie, a czemu mam nie sprzątać? Przecież Ty nie możesz ciągle tego robić.
- No take, ale przeważnie Ty śpisz o tej porze.
- Kiedyś trzeba wstać wcześniej.- uśmiechnął się- Dobra chodźmy do kuchni, pokaż mi co tak upiekłaś.
- Nic ciekawego, wszystko pewnie zje Lizak.- mówiłam zrezygnowana
- Skąd wiesz? Może będzie dobre?
- A dałeś jeść psu? Właśnie, gdzie paniusi najlepszy piesek na świecie?- zawołałam psa
Nagle w kuchni zjawił się Lizak i zaczął na mnie skakać.
- Stary, nie odwalaj takich jaj!- zaśmiałam się rozpakowując moje dzieło
Brendon na widok mojego ciasta uśmiechnął się, złapał łyżeczkę i zaczął wcinać. Uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam to samo. Przezabawny widok: mój chłopak w damskich biodrówkach i obcisłym t-shircie, w potarganych włosach wcina moje ciasto jak opętany. Aż chce się powiedzieć: buahahaha. Cóż, bywa, że Brendon wygląda jak: "o mój Boże i on jest idolem milionów..." ale co poradzisz? Nic nie poradzisz.
- Na serio dobre!
- Dzięki. Zostaw trochę dla Ryro i mojej mamy.
- Ależ oczywiście Audrey.- dostałam od niego z biodra- Co tam mała?
- A nic duży, jeszcze mam 3 lekcje. Matmę, i dwie biologie, a która jest godzina?
- Eee 13.01.
- Muszę coś jeść, bo za 19 minut muszę już jechać.
- A właśnie, zostaw mi samochód, przyjadę po Ciebie i pojedziemy gdzieś na obiad, ok słoneczko?
- No dobra. A co z Twoim samochodem?
- Pożyczyłem bratu, wiesz potrze..
- Nie tłumacz się.- uśmiechnęłam się- Dobra, czas coś zjeść.
Zabrałam się za robienie bułki, a nagle Bden wyciąga z lodówki gotowe kanapki.
- Pomyślałem, że zechcesz zjeść.
- Coś mi tu nie pasuje! Sprzątasz, robisz mi jedzenie, chcesz zabrać mnie na kolację... czy chcesz mi powiedzieć, że...
- TAK JESTEM W CIĄŻY!
- Buahahahahaha!!!- zwijałam się ze śmiechu- Bear, człowieku Ty powinieneś w kabarecie grać, a nie w zespole xD
- No i nie mamy już po co iść na obiad...
- Idziemy, powiedziałeś to idziemy! A jak nie to foch, mogę Cię zgwałcić.
- Gwałt, aaa!- piszczał jak baba, trzymał się za twarz i biegał wokół kuchni, a ja wpakowałam sobie kanapkę do buzi.
- Mój Boże... żyję z idiotą!
- A ja żyję z Audrey Ross! AAAA!!- i dalej pisk
Nagle przestał piszczeć, przytulił mnie od tyłu, odgarnął moje włosy z ramienia i pocałował w szyję. Delikatnie odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam. Dotknęłam dłońmi jego twarz i pocałowałam. Musiało mu się to podobać, bo podniósł mnie, posadził na szafce i zaczął całować. Za chwilę przypomniałam sobie o szkole.
- Mmm, Brendon ko-cha-nie, ja mam za-raz ma-tmę!- mówiłam z przerwami, bo ten krejzol mnie calował- O cholera już jest 15 po, nawet jak wyjdę z domu to nie zdążę.
- Ja Cię zawiozę.
Po chwili mieliśmy buty na nogach, kurtki i byliśmy gotowi do drogi. Podczas drogi do szkoły Bden zadał mi dziwne pytanie.
- Audrey, wolisz kisić się w szkole, czy uprawiać ze mną dziki seks na pustyni?
- Pewnie, ze to drugie! Co za pytanie!
Nagle skręcił w prawo, czyli pojechał na pustynię.
- Ale to nie zmienia faktu, że Beatrice Trewor zrobi ze mnie miazgę, jak spóźnię się na jej lekcję. Poza tym jadą za nami paparazzi, także nic z tego, zawracaj.
- Buu.
Brendon poprawił okulary, zaczął kręcić kierownicą i po chwili byliśmy pod szkołą. Uśmiechnęłam się i zaczęłam wyciągać plecak z pomiędzy nóg. Spojrzałam w lusterko pasażera- proste włosy trzymały się od rana. Brendon nerwowo spojrzał na zegarek na ręce.
- No mała, jest już prawie 13:30. Idź już, za 5 minut masz dzwonek.
- To do zobaczenia za półtorei godziny.- uśmiechnęłam się
- No daj pyska.
Nachyliłam się, żeby dać mu buziaka, a ten bez mojej zgody wepchał mi ten swój jęzor do gęby. Cóż, poddałam się mu. Z resztą jak zawsze w takiej sytuacji, jestem strasznie uległa. Nagle w szybę zapukała jakaś laska. Opuściłam szybę i grzecznie zapytałam: czego? Tak, chciałabym.
- Co się stało?
- To wy dalej jesteście razem?- zapytała jakaś emo podróba
- A niby czemu nie?- zapytał Brendon
- Bo czytałam w Stars of Las Vegas, że...
- Jak mi wiadomo, to nie EMO tabloid, no nie?- chciałam być lekko niegrzeczna
- No nie.... prze.... przepraszam, można prosić o autograf?
Dziewczyna była w lekkim zakłopotaniu, ale Bden był wyrozumiały, dał lasce autograf, a nawet wysiadł z samochodu, żeby zrobiła sobie zdjęcie. Ja bez słowa zniknęłam za żywopłotem. Bear był w swoim żywiole, a ja jak zawsze byłam zła na niego, bo wśród tych fanów i jego fanatyczek ginęłam ja, taka szara, niezauważana myszka, która zostawała na koniec. Niestety, lub stety, pod jednym względem to ja wygrywam w porównaniu do tych fanatyczek. To JA z nim mieszkam, to on MNIE kocha i to JA z nim śpię w jednym łóżku. Pośpiesznie wbiegłam po schodach, otworzyłam drzwi do szkoły i długim korytarzem udałam się do szafki. Nagle ktoś mnie zaczepił, a była to grupka imołszional girls (nie obrażając prawdziwych emo, chociaż... prawdziwych emo już nie ma tak jak prawdziwych cyganów ;P).
- No Audrey, to jak to jest z Tobą i z Brendonem?
- A jak ma być? Normalnie.
- To jesteście dalej razem, czy Bden jest do wyhaczenia?
- O co wam chodzi? To jest moja sprawa i Brendona, także nie wiem czego oczekujecie. Może chcecie się dowiedzieć co robimy w wolnym czasie, albo nie wiem, co Bden je na lunch, albo czy chrapie? Boże wasze zachowanie jest strasznie dziecinne. Po co wam to wiedzieć? Później wszystko i tak znajdzie się w necie, myślicie, że nie mam adresów waszych blogów? Czytam je i to dość często, a z tych moich zdjęć gdzie grzebię w swojej szafce, albo przebieram się na w-fie to już po prostu szczałam, żeby być takimi tępymi dziewczynami. Zajmijcie się typi typami z farbowanymi czuprynami, którzy tytułują się "per emo".
- Ale oni mówią o Tobie, jaka nie jesteś wspaniała, jakich nie masz znajomych... i się prześcigają, którego szybciej dodasz do znajomych na myspace.
- Doprawdy?- zapytałam zdziwiona
- Tak.
- Dobra, dokończymy tę konwersację później, bo Treworowa mnie zabije, cześć.
Chłopcy z mojego liceum prześcigają się, którego szybciej dodam do znajomych na myspace? Muszę przejrzeć moich znajomych. I to dokładnie! Przecież nie mam nic przeciwko znajomościom zza oceanu, tak jak np. rozmawiam na komenty z laską z Polski. Śmieszna dziewczyna, aż ma się ochotę poznać ją na żywo, bo jest podobna do mnie z charakteru.
- Audrey Ross, znowu spóźniona.- mówiła wściekła Trewor
- Ja przepraszam pani Trewor, ale to wina tych z 3 klasy, bo bardzo się chciały dowie...
- Nie obchodzi mnie Twoje życie prywatne, to jest szkoła i wszyscy są traktowani tak samo, spóźnienie.
- Dobrze, że chociaż pani mnie normalnie traktuje i dziękuję za to spóźnienie.- uśmiechnęłam się, a wszyscy gapili się na mnie jakbym nie była sobą
Normalnie zrobiłabym kobiecie jazdę, że to nie moja wina, że naokrągło mnie ktoś pyta co u mojego brata, chłopaka, psa, czy reszty zespołu. Ostatnio też ktoś pytał, czy serio moje urodziny spędziłam z Miami ze znajomymi takimi jak Audrey Kitching, JStar, czy Jared Leto. Hmmm, ciekawe pytanie. Dopiero teraz zauważyłam, że pół klasy to 5B no i moja, 5A. Do 5B chodzi taki śliczny koleś... ma brązowe oczy, farmowane na czarno włosy, a nazywa się Ryan. Cud miód malina, ale co tam, a jaką malinkę mam w domu! O stary!! xD odwróciłam się do Elen.
- Co tu robi seksowne rurki?
- Nie ma Smith, dlatego tu siedzą.
- Elen Johnson i Audrey Ross! Nie rozmawiać.
Jak nie rozmawiać to napisałam liścik do Elen.
" Ty stary, ale nie ma dzisiaj seksownych rurek, no i gdzie się podziały jego włosy?"
Elen na to:
" I tak jego tyłek ślicznie wygląda w dresach. Cud, miód malina ziom!"
Ja odpisałam:
" Gdyby nie ta malinka, która czeka na mnie w domu, na pewno bym go wyrwała."
- Widzę, że koleżanki prowadzą ciekawą konwersację!- nauczycielka zabrała mi kartkę i zaczęła czytać na głos- Ty stary, ale nie ma dzisiaj seksownych rurek, no i gdzie podziały się jego włosy? I tak jego ty..pupa ślicznie wygląda w dresach. Cud, miód, malina ziom. Gdyby nie ta malinka, która czeka na mnie w domu, na pewno bym go wyrwała. No nieźle. To was obchodzi na matmie?
Wszyscy w klasie się śmiali oprócz Ryana, chyba domyślił się, że chodzi o niego i się zaczerwienił. Wraz z Elen nabijałyśmy się z siebie, a nauczycielka wstawiła nam uwagi. Czasami trzeba cierpieć. Wychodząc z klasy TEN Ryan podszedł do mnie.
- Cześć Audrey.
- Cześć Ryan, łał, Ty znasz moje imię.
- Trudno nie znać, hehe.-zaśmiał się nerwowo- Czy ten liścik... on był o mnie?
- Eee...- zaczerwieniłam się- W sumie to tak.
- Bo wiesz, Ty też, znaczy tego... też wyglądasz seksownie w rurkach.- wybąkał i uśmiechnął się- Może masz czas dzisiaj po lekcjach?- zapytał nieśmiało
- Przykro mi, ale już jestem umówiona, ale innym razem chętnie.- uśmiechnęłam się- Przepraszam, ale muszę iść na biologię, to do zobaczenia w poniedziałek.
- Napiszę do Ciebie na myspace jak coś, do zobaczenia.
Gdyby Brendon wiedział o tym, co teraz zrobiłam, bo dałam biedakowi szansę i pomyśli, że zechcę z nim być, to by mi chyba jaja urwał^^. Dwie biologie szybko zleciały i przyszła 15:20. Poszłam do mojej szafki, żeby zostawić podręczniki, których nie potrzebuję, wziąć te, które są mi potrzebne, oraz zabrać kurtkę i szalik. Otwierając szafkę wyleciało z niej moje zdjęcie z Brendonem oraz mała karteczka: masz czas w weekend? jeśli tak to odpisz na ten numer 0985422732 Ryan "seksowne rurki".
- Aaaa Elen! Zobacz, czyj mam numer!- pisnęłam
- Kogo?- przybiegła- Aaa!!! Masz jego numer!
Skakałyśmy razem ze szczęścia.
- Pójdę z nim na spotkanie jedno, ale wszystko dla Ciebie kochana.- mówiłam zawiązując szalik w czarno-białe paski na szyji
- Dzięki Audrey, jesteś wielka. Masz dzisiaj czas?
- Nie mam, Bden zabiera mnie na obiad gdzieś... wiesz chce mi sprawić przyjemność. W ogóle mówiłam Ci? Na lunchu wchodzę do domu, a tam...
Opowiadałam wszystko ze szczegółami, zaczęłyśmy iść w kierunku wyjścia. Na parkingu czekało na mnie czarne BMW.
- Odwieźć Cię do domu?
- Dzięki, przejdę się, dzisiaj taka ładna pogoda.
Nagle przyciemniona szyba BMW opuściła się i wychylił się Bden.
- Wsiadaj Elen, zawieziemy Cię chodźby do Alabamy.- zaśmiał się i otworzył nam drzwi jak na dżentelmena przystało- To na Honey Street 67?
- Znasz mój adres?
- Ups, wydało się, że mamy romans!
- Jaki romans?- zapytałam z podejrzeniem
- Weź Audrey, Ty to we wszystko wierzysz, Brendon dobrze zna mojego brata i tyle.- wykręcała się Elen
- Dobra, dobra, ja was znam pedałki. Ty się zajmij Ryankiem, a nie moim facetem.- zaśmiałyśmy się
- Tego Ryanka? Przecież on ma Keltie.
- Weź, weź.... czy jednemu psu na imię Burek? No, to cicho.
- To kiedy z nim idziesz na ran....spotkanie?- kiedyś zabiję Elen
- Jakie spotkanie?
- Nie interesuj się tak, patrz na drogę.
- Idziesz z jakimś chłopaczkiem na randkę, a ja o tym nie wiem?!- zapytał wkurzony
- Nie na randkę, a na jedno spotkanie, na którym zasugeruję mu, że ma się zająć Elen.
- Gówno prawda. W takim razie, Elen, pójdziesz ze mną na randkę?
- Eeee.... widzisz, nie jesteś z moim typie.
Wybuchnęłam śmiechem. Nie raz Elen się podniecała Brendonem, po prostu dziewczyna nie chce się mi narazić.
- Jak to? Ja taki sexy jestem, nie jedna dałaby się pokroić, żeby jechać z nami samochodem. I Ty Brutusie przeciwko mnie?- też się śmiał palant
- Elen, patrz na prawo kto idzie!!!
- SEKSOWNE RUUUURKI!- pisnęłyśmy obydwie
- W skali od 1 do 10 jego tyłeczek dostaje 11!
- Ja mu daję 7, popatrzcie, gdyby miał na sobie jeansy to wszystko byłoby lepiej widać.- wymądrzał się Bear
Opuściłam szybę i zaczęłam mówić.
- Hej Ryan!
- O, cześć Audrey.
- Słuchaj Ryan, jutro wieczorem mam czas, jeśli chcesz to możemy pójść na spacer.
Biedny, wystraszony Ryan spojrzał na mnie i Brendona tak, jakbyśmy robili sobie z niego jaja.
- Można zabrać Aud na spacer?- nieśmiało zapytał
- Można.- Bden miał minę "idź człowieku i nie wracaj"
- To do jutra do 18 Ryan, cześć.
- Cześć i dzięki.
Do Honey Street nie zamieniłam słowa z Brendonem. Był zły, to było widać. Kiedy Elen poszła do domu, Bden powiedział:
- Ja jadę do mamy, wysadzę Cię pod domem.
- No, a co z obiadem?
- Jakoś mi się odechciało.
- Oj przestań zazdrośniku, jak chcesz to nie pójdę na to spotkanie, tylko wyślę Elen i tyle. Nie musisz być taki wredny od razu.
- Nie jestem zazdrosny.
- Nie, wcale. Nie musisz udawać kochanie.- uśmiechnęłam się i pogładziłam ręką jego policzek- Jedźmy na ten obiad.
- Rób co chcesz, ja jadę do mamy.
Wrr co za uparciuch! Obraził się na mnie i koniec. Mój własny chłopak mnie olał, więc wkurzona wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę mojego rodzinnego domu. Zaraz po tym się zawróciłam i zaczęłam iść w stronę mojego domu, żeby wziąć ciasto. Idąc parkiem natknęłam się znowu na Ryana i jego kolegów.
- Audrey! Audrey!- krzyczał- Ty nie zzz...ze swoim chłopakiem?
- Wiesz, nie każdy związek jest idealny, pokłóciliśmy się.
- Pewnie o mnie, co nie?- ze zgrabnością podrapał się po głowie
- I tak i nie.
- Ojej... przepraszam. Może podprowadzić Cię trochę?
- Dzięki.- uśmiechnęłam się- Jeśli Ci się chce, bo w sumie to i tak miałam zjeść jakiś obiad.
- To świetnie, w takim razie zapraszam Cię na obiad.- uśmiechnął się
- Ale Ryan... widzisz tamtego faceta? To paparazzi, nie mam lekkiego życia, a jutro w gazecie napiszą, że po raz milionowy rozstałam się z Bdenem. Jak chcesz możemy iść na spacer.
- Ryan ruszasz się?
- Idźcie beze mnie.
Nagle zadzwonił mój telefon.
- Jak chcesz to przed domem moich rodziców stoi Twoje BMW, ja jadę do Vegas na obiad.
- Brendon do cholery jasnej dlaczego jesteś na mnie zły?! Zostaw vana u rodziców, weź BMW i przyjedź po mnie, ja jestem w parku.
- Ale na obiad idę ze znajomą z liceum.
- To dzięki Ci kurwa bardzo.
Rozłączyłam się. Co za bezczelny gnojek!
- Przysięgam, że kiedyś Panic! At The Disco nie będzie miało Uriego na składzie. Wrr co za bezczelny typ. Dobra Ryan, zapraszam Cię na herbatę do mnie, co Ty na to?
- Ok.
Tak więc powędrowaliśmy na Cherry Avenue, gdzie z radością powitał nas Lizak. Zrobiłam herbatę, dałam ciasteczka i usiedliśmy w salonie. Rozmawialiśmy z Ryanem na różne tematy. Nie był taki sam jak reszta naszych rówieśników. Nie był taki tępy, żeby gadać o chlaniu, imprezach, czy innych tematach. Dostałam zaproszenie na imprezę, która odbywa się za tydzień w domu seksownego. Ja osobiście nazywam go seksowne rurki, oraz little Ryro, bo przypomina mi mojego brata, serio! Ja i Brendon mamy zaproszenie, ale chyba wyślę tam Elen, bo mnie takie imprezy nie bawią.
- To co, wpadniesz na tą imprezę?
- Nie wiem... ale Elen chętnie by poszła.
- Dlaczego sądzisz, że seksownie wyglądam w rurkach?
- A to z Elen musisz pogadać na ten temat, hehe.- uśmiechnęłam się
Ryan znacznie się do mnie przysunął.
- Słyszałaś o dyskotece dla wszystkich szkół w Vegas?
- Coś mi się obiło o uszy, ale nie wiem, czy się wybiorę, pogadam o tym z Bearem.
- Chciałbym, żebyś tam poszła ze mną...
- Ooo, bardzo mi miło, ale byłoby fajnie, jakbyś zabrał Elen ze sobą.
- Dlaczego ciągle mówisz o niej?
- Bo jak zauważyłeś, ja mam chłopaka, a ona jest wolna i się jej podobasz.
- A tam chłopak, pewnie naokrągło go w domu nie ma.
- Nie prawda. Teraz siedzi w domu i nic nie robi, z resztą ja bardzo kocham Brendona.- pokazałam pierścionek zaręczynowy- Dlatego mieszkamy razem.
Był strasznie zaskoczony. Myślał, że ja mieszkam sama, albo coś. Nagle musiał iść, nawet nie powiedział dlaczego. Dostałam buziaka w polik i już go nie było. BUZIAKA OD SEKSOWNYCH RUREK! Mmm bosko ;D. Otworzyłam zeszyt od biologii i zaczęłam robić zadanie domowe. I tak zleciał mi czas do 18. Usłyszałam dzwonek do drzwi, sądziłam, że to Brendon.
- Naucz się cieciu brać klucze ze sobą!- mówiłam zanim doszłam do drzwi
Otworzyłam drzwi, a Ryan.
- Oo, Ryro, wejdź.
- Cześć siostrzyczko, jest ten Twój piękny?
- Nie wiem gdzie on jest i nie obchodzi mnie to.
- Bosz, Ci znowu się kłócą.
- A jak, wszystko moja wina.
- W sumie to ja nie do niego, tylko do Ciebie.
- Jakieś problemy? Chodź do salonu, pogadamy.
Poszliśmy do salonu, gdzie leciało MTV oraz były porozwalane moje zeszyty.
- Chcesz coś do picia? Kawa, herbata, Pepsi?
- Herbatę poproszę.
Poszłam do kuchni robić herbatę. Chwilę się nie odzywałam, ale po chwili w kuchni zjawił się mój brachol.
- Audrey, powiedz szczerze, masz dosyć Brendona?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Kto Ci przekazał takie informacje? Kocham Bdena jest całym moim życiem!- mówiłam oburzona
- Nie denerwuj się, po prostu gadałem z nim i mówił, że nie jest tak, jak na początku.
- A czego on się spodziewał? Całe życie nie będzie tak kolorowo, z resztą on też się zmienił, jego podejście do mnie się zmieniło. Częściej się kłócimy niż nie kłócimy.
- Oj Audrey... on też potrzebuje trochę miłości.
- A co, mało dostaje? Z resztą dlaczego ja z Tobą o tym gadam?
- Bo Bear mnie o to prosił.
- Może wiesz, gdzie on teraz jest?
- U swojej mamy.
- Mówił coś o wspólnym obiedzie z koleżanką z liceum.
- Wiem, był wtedy ze mną, a na obiad poszedł ze mną, hehe.
- No ja nie wiem czego mu brakuje? Za mało mu dupy daję, czy jak?
- Audrey, do prawdy, nie interesuje mnie wasze życie seksualne.
- Ale widocznie musi mu być źle, za mało mu daję!
- Przestań! Nie mów o tym, jesteś moją małą siostrzyczką, jak mówisz o tym to aż... lepiej nie mówmy o tym.
- Ciekawe dlaczego ze mną o tym nie gada... chcesz może ciasta? Dzisiaj piekłam.
- Chętnie spróbuję.
Jak fajnie odbiegł od tematu! Ale co tam, sama to zaczęłam. Chwilę później siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy na temat urodzin naszej mamy. Postanowiliśmy zakupić naszej kochanej mamie nowy samochód. Ryan postanowił coś wybrać z modeli BMW, albo Mercedesa, a ja miałam wybrać kolor. (tak to bywa, jak brat daje 200.000, a siostra tylko 10.000 hehe, przecież nie będę okradać Bdena). Później wynieśliśmy gitary z pokoju muzycznego, w którym jak już mówiłam stało: pianino, keyboard, perkusja, 3 gitary elektryczne, 2 akustyki, 1 bas elektryczny i jeden akustyk, oraz ogromna wiolonczela. Siedzieliśmy na miękkim dywanie w salonie żempoląc jakieś harcerskie piosenki.
- Ryan, opamiętaj się! Co Ty grasz?!! Ty przecież jesteś gitarzystą porządnego punk popowego zespołu, zagraj coś.... swojego.
- Ale co, tyle tego jest...
- O, może Blink 182 I Miss You?
- Mówisz masz.
- Where are you? And I'm so sorry, I cannot sleep I cannot dream tonight I need somebody and always...- śpiewał Ryan, a ja szczałam ze śmiechu- Takie to zabawne, to sama zaśpiewaj!
- Nie będę śpiewać, mam lekko gardłowy głos po syto zakrapianej libacji.
- Weź mnie nie dobijaj kochanie, masz gitarę i graj.
Złapałam gitarę i zaczęłam grać Meds Placebo.
- I was alone, falling free,
trying my best not to forget,
what happened to us, what happened to me,
what happened as i let it slip.

I was confused by the powers that be,
forgetting names and faces,
Passers by, were looking at me,
as if they could erase it.

Baby...did you forget to take your meds?
Baby...did you forget to take your meds?- pełna powaga, Audrey udawała, że gra na gitarze:P
- Ty nawet grać nie umiesz! Chodź tu do mnie, pokażę Ci.
Z góry za pewne wyglądało to całkiem dziwacznie. Rozkraczony Ryan, a przy nim ja trzymam gitarę, a Ryan trzyma moje ręce i prowadzi po strunach. Poczułam zapach męskich i damskich perfum wymieszany na bluzie mojego brata. Od jakiegoś czasu mieszka z Keltie na drugim końcu Summerlin. Spencer dalej z rodzicami... właśnie! Dawno nie widziałam i Spencera i Jona. Musimy jakieś spotkanie zogranizować.
- No i teraz tu. Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
- Zamyśliłam się, przepraszam.
- Nic się nie stało.- poczułam, że się uśmiecha
Wciągnął telefon i bezczelnie zrobił nam zdjęcie! Po chwili mój ukochany braciszek oberwał z... gitary. Później była wojna na poduszki.
- A tu co się....- i jeb, Brendon na wejście dostał od Ryana z poduszki- Dzięki Ryro, ale i tak chcę się z Tobą kochać.
- Powiedziałem, że nie będziemy zdradzać mojej siostry!- Ryan mówił to całkiem poważnie
- Buahaha dowalacie mnie ludzie :D
Na reakcję Brendona (niepochamowany śmiech) Ryan szybko się speszył i wkręcił kita, że musi nakarmić rybki w domu.
- Ryro, ale...- i tu trzask zamykanych drzwi- Ty nie masz rybek...?- Bden patrzył na drzwi przez chwilę jakby conajmniej opuściło go szczęście jego życia
- No stary, teraz powiedz o co chodzi dokładnie.
- Ja... eee... bo widzisz...
- Buahahahaha, ale masz minę!
Wiem, nie powinnam się śmiać, ale ja nie mogłam się powstrzymać. Ja po prostu popłakałam się ze śmiechu, a tusz spływał mi właśnie po policzku.
- Audrey to nie jest śmieszne!
- Jest, Twoja mina mnie rozwala :P
- Dobra.
Brendon po prostu się obraził i poszedł na górę. Zrobiło mi się trochę głupio, bo on chciał wyrazić swoje uczucia, a ja tak zareagowałam. Polazłam za nim na górę, żeby go przeprosić. Wchodząc do pokoju od razu zaczęłam mówić.
- Oj Bear nie obrażaj się nie moja wina, że dostałam dałna mms-em od Jona. To było niechcący.
- To już wiem.
- Przepraszam.-przytuliłam go bardzo mocno- Teraz mi powiedz, o czym chciałeś mi powiedzieć, a wypaplałeś Ryanowi?
- Bo...bo ja się czuję nie potrzebny Tobie, czuję, że mnie nie kochasz.
- No wiesz! Jesteś facetem mojego życia, jak mam Ciebie nie kochać? Jesteś najważniejszy w moim życiu, nawet nie dopuszczaj takiej myśli do siebie! Kocham Ciebie bardzo mocno! No, a teraz daj pyska na zgodę.
Pocałowałam go w czubek noska i przytuliłam tak samo mocno jak poprzednim razem. On tylko delikatnie podłaskał mnie po głowie i powiedział: ja Ciebie też mocno kocham. Uśmiech wrócił na jego twarz. I wtedy miałam wieeeeelką ochotę pogować! Szybko podeszłam do wieży, włączyłam Escape The Fate i zaczęłam skakać. Bden się ze mnie nabijał, ale po chwili skakaliśmy razem wydzierając się w niebogłosy.
- As you're falling down (as you're falling down)!
- My hear beats the same (beats the same)!- śpiewał Bear i łach ;D
- Ej weź zrób jak w tym noo...
- W czym?
- Noo making the video Lying Is The Most Fun..
- Aaa! I co teraz mam zrobić? Kochanie kocham Cię, co to jest?!- buahaha nawet ruszał tak ramionami jak w filmiku ^^
Usiadłam na łóżku i patrzyłam na szafę, za którą stał Człowiek Z Blizną Na Głowie i udawał, że go tam wcale nie ma. Po chwili Brendon machał mi ręką przed oczami, przy czym tak ślicznie się uśmiechał. Również się uśmiechnęłam i pociągnęłam go za bluzę do siebie i zaczęliśmy się całować. Bden leżał na mnie, a ja macałam go po dupie ;P. Dawno się tak nie bawiliśmy... później się jeszcze kochaliśmy i w ogóle było super. Po wszystkim Bear obdarował mnie namiętnym buziakiem i oznajmił:
- Idę wziąć prysznic.
- Idę z Tobą!
- Haha! Chciałabyś ;P
- Nie, ja idę z Tobą i tyle.
Skończyło się tak, że wzięliśmy wspólny prysznic. Mało nie wypadłam spod tego prysznica! Bden śpiewał jakieś tępe piosenki typu: płakać mi się chce, bo tu jakieś są ciecie, albo: I'm walking on the sunshine, whoa! O stary, mało nie poszczałam się ze śmiechu :D
- Buahaha przestań śpiewać!
- Ty lepiej patrz jak Ci spływa makijaż.- zaczął mi wycierać twarz
- Oj daj spokój ziom, sama to zrobię.
- Ale masz takie mazy pod oczami...
- A kochasz mnie?
- To olej to.
Nie olał tego. Tak mi wyczyścił twarz z makijażu, że nawet ja tak sobie dokładnie nie zmywam (!) Później staliśmy przed wielkim lustrem w samych gaciach (on w bokserkach, ja w szortach) i robiliśmy sobie fotki naszymi Sidekickami. Najczęściej to ja robiłam, a Brendon zasłaniał mi piersi :P śmiechowo było. Na koniec poszliśmy oglądać telewizję i gdzieś po 2 poszliśmy spać.

Sobota. Z samego rana do pokoju wpadł Lizak i zaczął nas budzić, bo bardzo chciał iść na dwór.
- Brendon, Ty z nim idź, a ja mu później dam żarcie.
- Spadaj, ja ciągle z nim wychodzę!
- To Twój pies!
- Nie prawda! Jesteś nie uczciwa!- śmiał się wkładając jeansy od Prady
- I po co Ty się ze mną kłócisz? I tak nie wygrasz.
- Pfff jestem niewolnikiem.
- Kocham Cię, mua!
- Jesteś u Ryana!- udawał, że płacze i wyszedł
Zaśmiałam się pod nosem i dalej poszłam spać. Obudziłam się po 12, a w sumie to obudził mnie telefon.
- Tak słucham?
- Dzień dobry, tu Claire White z magazynu Viva dla nastolatków. Czy zgodziłaby się pani na wywiad i małą sesję zdjęciową dla naszej gazety w poniedziałek?
- Eee, ja to przemyślę, proszę zadzwonić za chwilę.
Rozłączyłam się, pomyślałam wstałam z łóżka i poszłam na dół.
- Już zrobiłem mu jeść.- odezwał się Brendon z salonu
- Ok, dzwoniła jakaś babka z magazynu Viva i chcą wywiadu ze mną.
- No, no, no, musimy Ci agenta załatwić, hehe.
- Ty się śmiejesz, ale agent to by mi się przydał.
- Stajesz się sławniejsza ode mnie.
- Przepraszam.
Zatopiłam moje dłonie z żółtymi paznokciami w jego gęstych brązowych włosach. On tylko pojrzał na mnie zza okularów w grubej czerwonej oprawce i uśmiechnął się. Tak, czytał jakiś kryminał Stephena Kinga.
- Za co Ty w ogóle mnie przepraszasz?
- Tak o...- zamyśliłam się i usiadłam obok niego- Co czytasz?- pokazał mi okładkę
- Gra Geralda.
- Aaa... od kiedy Ty czytasz Kinga?
- Tak jakoś.. Ryan mi pożyczył.
- Oj Breeeendoooon!
Odłożyłam książkę na bok i usiadłam mu na kolanach.
- Cooooo Auuudreyyy?
- Kooooocham Cię cieciu!
- Ja Ciebie też! I dlatego dzisiaj wychodzimy gdzieś na imprezę :D
- Przepraszam, nie mamy 21 lat?
- Ale nazywam się Brendon Urie, pół miasta mje tu zna!
Zawiesiłam ręce na jego szyji i uśmiechnęłam się pięknie. Oparłam czoło o jego i cmoknłam go w czubek noska. To on tu jest zboczony! Od razu wkładał mi rękę pod bluzkę i odpinał mi stanik. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Odźwierny, no dawaj.
- Czemu ja zawsze muszę otwierać drzwi? A jeśli to jakiś psychopata przyszedł nas zabić?- jestem mocna :D
- Masz problemy.
Zaśmiał się pod nosem i wstał otworzyć drzwi. A tu suprise!
- Zamawialiście Walkera na wynos?- przed nami stał sam Jonathan Walker
- Aaa! Jon przyjechał! Cześć kochany!- rzuciłam się na niego
- Cześć, też się stęskniłem, hehe.- przyjaźnie poklepał mnie po plecach i uśmiechnął się do Bdena- Elo stary, to kiedy zagramy partyjkę Guitar Hero II? :D
- No to dawaj, już idziemy!
Zaraz wpadli Ryro i Spencer. Jeju, jak ja dawno nie widziałam "fantastycznej czwórki". Brendon zarządził dzisiaj przymusowe wyjście na imprezę i totalny brak hamulców co do alkoholu. Oprócz mnie.
- To może ja zostanę w domu, przypilnuję psa?- zapytałam ironicznie- A wy zrobicie sobie męski wieczór, z resztą jest dopiero 14:30.
Zadzwonił telefon. Wiedziałam, że to Ci z gazety i zgodziłam się.
- Idziesz z nami.
- Może mam być babysitter?
- Ja Ciebie sam przypilnuję.-Bden puścił do mnie oczko i buziaka
- Spadaj młody, podmiejski psychopato ;P faceci.- przewróciłam oczami i poszłam rozwieszać pranie
- Audrey, co Ty robisz?- usłyszałam za sobą, był to Jon
- A nic, rozwieszam pranie.
- To idziesz z nami na imprezę?
- Nie wiem, zastanowię się. A co tam u Ciebie?
- Nic nowego. Właśnie, jeszcze raz sto lat, jakoś ciężko było Cię znaleźć na urodzinach.
- Taaa... pół imprezy przeleżałam pod ścianą na haju.
- Wiem...
Jon zaśmiał się i zabrał mnie do salonu. Ekipa właśnie udawała, że pływa w basenie...
- Buahaha a to co?! Kryty basen?!- płakałam ze śmiechu
- A bo zimno na dworze, to trzeba jakoś popływać.- mówił poważnie Ryan
- Wy to macie nasrane.
- Gówno prawda!
- Tak, tak z tych szklanych.
Poszliśmy na imprezę o 20. Niesamowita impreza w najlepszym klubie w Vegas, a kogo tam spotkałam? Ryana z mojej szkoły z Elen! :) ucieszyłam się bardzo na ich widok.
- Ooo, Ty tutaj?- uśmiechnęłam się i dałam buziaka Elen
- Tak, Ryan zaprosił mnie na imprezę, jego wujek ma ten klub.
- To fajnie! A gdzie on?
- Poszedł po coś do baru. Czujesz?! Zaprosił mnie tu... o ja, nie mogę w tu uwierzyć!
- Ja też, że mi tego nie powiedziałaś.
- Ale to tak szybko wyszło..
- Oj dobra, żartowałam :P pewnie będziecie siedzieć w strefie VIP, to się zobaczymy ;) ja lecę.
- Paaa, do zobaczenia!
po drodze do chłopaków spotkałam Ryana i przywitałam się z nim. Było tak jak przypuszczałam- on i Elen siedzieli w strefie VIP. Z resztą mało osób było na tamtej sali. Co chwilę donoszono nam drinki i to co chcieliśmy. Oni tam gadali o swoich sprawach, a ja siedziałam, nic nie mówiłam i patrzyłam się na Colę. Widziałam, że "seksowne rurki" często zagląda w naszą stronę. Po chwili dostałam smsa od niego: sory, ale Elen jest nudna, idziemy na parkiet? Elen nudna?! Ja mu dam! Chociaż...? Zabawię się! ]:->
- Brendon, ja idę na dół potańczyć.
- No dobra.
Podarowałam mu skromnego buziaka i poszłam na dół. Zaraz za mną wyszedł Ryan i klepnął mnie w tyłek. Btw, byłam ubrana w czarne krótkie spodenki ze śliskiego materiału, które tak ładnie pokazywały moją pupę ^^, a do tego czarny top ze stworkiem takim, co Twigg kiedyś promowała.
- Ej, wszystko wszystkim, ale nie klep mnie po tyłku.- odwróciłam się wkurzona- Z resztą Elen nie jest nudna.
- Jest spoko, ale nudzi, nie to co Ty. Chodź coś chlapniemy.
Ścigaliśmy się, kto więcej wypije kieliszków wódki. Wygrałam. 4 kieliszki, później do tego z 2 drinki i energy drinki. Miałam taką bombę, że ledwo stałam! Ale twardo tańczyłam na parkiecie z Ryanem. Całkowicie zaponiałam o moim chłopaku i o tym, że bawię się z partnerem mojej przyjaciółki :|. Przy London Bridges Fergie mi już całkowicie odbiło. Przykleiłam się do Ryana, byłam strasznie wyzywająca. Ściągnęłam bluzkę i tańczyłam w samym staniku i spodenkach... przy kolejnym seksownym zejściu na dół przejechałam pupą po jego nogach, po.. odwróciłam się i pocałowałam go w usta. On złapał mnie za rękę i zaprowadził do jakiegoś pomieszczenia.
- Audrey, ubierz tą bluzkę i zaprowadzę Cię do Brendona.
- Nie, ja chcę zostać tutaj.- zawiesiłam ręce na jego ramionach- Jesteś śliczny!
- Też jesteś śliczna, ale jesteś zaręczona.
- To co, myślisz, że Brendon mnie nie zdradza? Pewnie, że to robi!
- Dlaczego z nim jesteś?
- Bo jest... z resztą, nieważne.
Spojrzałam mu w oczy i włożyłam mu rękę pod koszulkę. Speszył się i wyciągnął moją rękę.
- Przepraszam.
- Nie, nic się nie stało, tylko widzisz... podobasz mi się, ale Ty kogoś masz.
- To co, nie chcesz się zabawić?
Uśmiechnęłam się i zaczęłam go całować. Chciał tego, wcale się nie opierał. Nagle jakby mur, który go dzielił pomiędzy mną, a nim pękł... przytulił mnie mocno do siebie i złapał mnie za tyłek. Po chwili całował mnie po szyji, a mi aż po ciele przechodziły dreszcze... w końcu to inny chłopak, inaczej całuje niż Brendon.
- Ryan, ja chcę się z Tobą kochać.
- Audrey.. będziesz tego żałować.
Przestał mnie całować i kazał założyć bluzkę. Poczułam się trochę głupio, wyszłam przed nim na zdzirę.
- Ryan... ja przepraszam. Świetnie całujesz.
- Ty też.-uśmiechnął się i pocałował mnie w usta- A teraz zapominamy o wszystkim i wracamy do swoich chłopaków, dziewczyn, koleżanek, kolegów, czy jak tam.
Nic nie powiedziałam. poprawiłam bluzkę, wzięłam Colę i wróciłam na górę. Kiedy zobaczyłam Brendona poczułam się taka... wredna! Usiadłam koło Brendona i się uśmiechnęłam.
- I jak, wytańczyłaś się?
- Oj taaaaak.
- Ty coś piłaś!
- Troszkę, hahaha!
Audrey, jesteś bezkarna.
komentarze [14]

38. My oh My, it's a song to say goodbye... >> czwartek, 25 października 2007 14:52:28
Przepraszam, że aż tyle nie pisałam, ale to brak weny oraz śmierć mojej babci. Ale powracam, a i nie bić mnie za koniec ^^

Wróciliśmy do domu. Brendon co chwilę wysuwał jakieś nowe pomysły na spędzenie popołudnia razem. Łaził za mną po domu i ciągle mi truł dupę.
- Może skoczymy do delfinarium?
- Zamknij się w końcu! Nic nie będę z Tobą robić, bo muszę przepisać cały stos tych zeszytów.
- No tak, zapomniałem.
Wzięłam zeszyty Elen, usiadłam w salonie i zaczęłam przepisywać. Brenon siedział z pilotem w ręce i mieszał w telewizorze.
- Może Ci pomóc?- zapytał po chwili
- Myślałam, że nigdy nie zapytasz. Weź historię i angielski.
Siedzieliśmy tak i pisaliśmy w moich zeszytach przy okazji oglądając MTV.
- Patrz, te notatki można sprzedać na Ebay'u.- stwierdził Bden, a ja zaczęłam się śmiać
- Tak i od razu sprzedajmy Lizaka, pół domu i niech ktoś z nami zamieszka!
- Hmmm lokatorka... to byłoby to!
- Pedofil.
Kiedy już wszystko przepisaliśmy usiedliśmy do laptopa. Zabawnie było oglądać anty blogi o mnie, albo o Panic! ach. Szczaliśmy ze śmiechu! Później robiliśmy fotki z Lizakiem i dodaliśmy na moje konto na myspace. Brendon siedział przed laptopem, a ja oglądałam telewizję. Spojrzałam na jego wyraz twarzy... był taki skupiony. Podeszłam do niego, odłożyłam laptopa na bok i usiadłam mu na kolanach.
- Mmm Audrey, ślicznie pachniesz.
Zaczęliśmy się całować, dawno tak nie było...! Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Ja zobaczę kto to.- wstałam i poszłam otworzyć dzwi
Przede mną stał Ryan, uśmiechnięty od ucha do ucha!
- A Ty co, na maryśce jedziesz?- zaśmiałam się
- Nie, poznałem bardzo fajną dziewczynę ;D
- W końcu! Czas na Ciebie cieciu!- Brendon aż podskoczył z radości
- Cieciu? ;>
- Cieciu Malinowy, no siadaj, co tak stoisz. Ściągaj kurtałę.- Bden popędzał mojego brata- Kolejne ręce do pomocy.-wcisnął mu długopis i zeszyt od chemii do ręki
Ryan spojrzał na mnie i Beara jak na chorych umysłowo.
- Że co? :|
- Lekcje moje. Zobacz ile tego mam...- pokazałam ręką na stos zeszytów na stoliku- Litości. A jak powiem w szkole kto pisał w tych zeszytac to laski się osrają z podniecenia.
No ok.
Ryan dumnie zasiadł obok Brendona i zaczął przepisywać. Zaproponowałam kawę, herbatę, coś zimnego. Dostałam zamówienie na dwie kawy z mlekiem, no i ja cappucino. Stałam w kuchni i czekałam aż woda w czajniku zacznie się gotować. Jak zawsze patrzyłam się w okno szukając czegoś ciekawego. Z salonu było słychać śmiech Ryana i kawały Bdena, a ja postanowiłam włączyć radio. W radiu nic ciekawego, dlatego przerzucałam stacje. Nagle usłyszałam The Kooks- Naive. Zaczęłam rozmyślać nad moim życiem, co się stało ostatnio... zamieszkałam tutaj, prawie się rozeszłam z Bdenem.... zalałam wrzątkiem dwie kawy zostawiając miejsce na mleko. Bez słowa posłodziłam dwie łyżeczki Ryanowi i dwie i pół Brendonowi. Zaniosłam kawy do salonu i wróciłam do kuchni zalać moje cappucino i wtedy usłyszałam najważniejsze i najmocniejsze słowa tej piosenki "Oh, you're so naive yet so...". Czy ja jestem naiwna? Sama nie wiem... po chwili stwierdziłam, że to Brendon musi mieć pecha, że jest ze mną. Uśmiechnęłam się sama do siebie i nalałam wrzątku do kubka, wsypałam dwie łyżeczki cukru i wróciłam do salonu.

Halloween. Ja nie wiem jak oni to zrobili, ale cała "fantastyczna czwórka" była na Halloween w Vegas. Byli cholernie zmęczeni, ale nie dali za wygraną! Brendon przebrał się za misia xD, a ja za jakąś czarownicę. Odczepiłam przedłużane włosy, bo mi się znudziły.
O to ja:

Image Hosted by ImageShack.us

A to mój malinowy cieć:

Image Hosted by ImageShack.us

Mówie wam, jak sąsiedzi nas zobaczyli razem zbierających cukierki mało nie padli ;D. Hehe, czasami tak bywa, że państwo przyszli Urie, przyszli Ross'owie (Ryan i Keltie) oraz reszta ze swoimi laskami i Zackiem poszlimy w Summerlin. Dzieci wesoło maszerowały do domów swoich sąsiadów, znajomych i nie znajomych. Co prawda wszyscy się prawie znamy w Summerlin, to nie jest duże miasteczko. Idąc w stronę domu pani Ternik minęliśmy po drodze Sam, siostrę Brendona i jej koleżanki. Współczuję jej, bo kolegują się z nią tylko dlatego, żeby mogły poznać Bdena.
- Cześć mała.- uśmiechnął się Bear
- O, duży się odezwał. Cześć cieciu, co tam masz?- dopadła się do jego torby i zabrała garść cukierków
- Znowu się założyłaś z Jo kto więcej będzie miał cukierków to wygrywa?
- A jak, co roku to samo.- zaśmiała się blond włosa dziewczyna
Jest podobna trochę do Brendona. Ile ona może mieć lat? Może z 2 lata młodsza ode mnie, a Joseph starszy ode mnie o rok. Uśmiechnęłam się do niej i życzyłam powodzenia. Odwzajemniła uśmiech nazywając mnie "szwagierką", przytuliła mnie i Brendona i poszła dalej. Bden ma niesamowite rodzeństwo, są tacy mili i uczynni :). Chociaż Ryan też jest taki, bardzo milusi jest. Może wydać się to dziwne, ale mój brat zawsze mi się podobał. W swoich byłych chłopakach zawsze szukałam jakąś cechę "Ryana". Żaden jej nie miał, chociaż tak mi się wydawało. Nie zaprzątałam sobie tym głowy. Do domu wróciliśmy po 22.
- Brendon, dlaczego nie przebrałeś się za żółwia?
- Buahaha żółwie to Twój fetysz?
- Tak. Żółwie są takie podniecające.- zaczęłam się śmiać- Właśnie Brendon.
Podeszłam do niego i zaczęłam całować. Jeko ręce położyłam na moich biodrach i czekałam aż zacznie coś robić.
- Nie, dzisiaj nie mogę.
- Że co?!- byłam zdziwiona i wygłodniała ^^
- No wiesz, jakby to nazwać.... mam OKRES.
Obydwoje wybuchnęliśmy nie pochamowanym śmiechem.
- Ja nie żartuję, chcę się z Tobą kochać.
- Ale jesteś niepełnoletnia.
- Weź, masz dałna.
Przez 10 minut ganiałam go po domu, aż w końcu go dopadłam i zgwałciłam^^.

Dzisiaj jest 4 listopada. Od paru minut leżę w łóżku i nie mogę w to uwierzyć. To co tutaj się stało wczoraj... usiadłam na łóżku, spojrzałam na Ryana, złapałam się za głowę i zaczęłam płakać.
Może zacznę od początku. Całą paczką pojechaliśmy do Miami świętować moje urodziny. Impreza była nieziemska! Ale... pół imprezy nie pamiętam, albo pamiętam jak przez mgłę. To wina tych tabletek.Było dużo gości takich jak: pół Fueled By Ramen, Fall Out Boy, The Academy Is..., Cobra Starship, Gym Class Heroes, Paramore, 30 Seconds To Mars, My Chemical Romance, Audrey Kitching, Jeffree Star, Hanna Beth, Lauren Watts, Raquel Reed, Clint Catalyst, mój Boże, kogo tam nie było!
- Jak się bawisz Audrey?- podszedł do mnie Jared
- Super! Dzięki, że przyszedłeś
- Wszystkiego naj!- i cmoknął mnie w policzek, a tutaj pstryk, zdjęcie
Po tym zajściu łyknęłam jakieś tabletki, żeby była lepsza faza. Prawie nic nie pamiętam, nie kontrolowałam się. Później.... pamiętam jak Ryan prowadził mnie do pokoju hotelowego. Mówił o czymś, że całe życie na to czekał, że mnie kocha... nagle obudziłam się. Ryan właśnie mnie całował.
- Mój Boże Ryan, co Ty robisz!- oderwałam się od jego ust i krzyknęłam
- Całuję Cię.- zaśmiał się
- Jesteś moim bratem! I Ty nie możesz...! Ty, świetnie całujesz.
- Hehe... dzisiejszego wieczoru zapomnijmy o tym, że jesteśmy rodzeństwem.
Dalej się całowaliśmy. Ja nie wiem jak to się stało... Ryan ściągnął koszulkę, później ja... znowu wielka dziura, nie pamiętam. Przypomniał mi się też fragment, w którym całował mnie po brzuchu. Spojrzałam na siebie w lustrze, byłam naga. Szybko ubrałam się i usiadłam na krześle. Patrzyłam się na Ryana, który powoli zaczął się budzić. Ciekawe co on by powiedział widząc mnie obok siebie całkiem nagą? Położyłam się obok niego i udawałam, że śpię.
- Audrey?- wyszeptał z zakłopotaniem
Otworzyłam oczy i krzyknęłam z przerażenia.
- Co Ty tu robisz?! I jak Ty na mnie patrzysz zbereźniku?!- udawałam, że nie wiem co się stało
- Wiesz co się stało wczoraj?- zapytał przerażony- Mój Boże, matka by mnie zabiła.
- Co?
- Uprawialiśmy seks...
Zatkało mnie. Szybko wyszłam z pokoju i zaczęłam biec przed siebie. Przystanęłam przy końcu korytarza, upadłam na ziemię i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co robić, to było takie dziwne.
Nagle obudziłam się pod ścianą, tam gdzie mnie zostawił Brendon. Wstałam z ziemi, otrzepałam się z kurzu i z uśmiechem na ustach weszłam na salę pełną moich znajomych. Kiedy tylko zobaczyłam Brendona, rzuciłam się na niego mówiąc, że wszystko jest już ok. Pocałowałam go i pociągnęłam ze sobą na parkiet. Niesamowite urodziny.
komentarze [17]

37. Everything We Had....... >> piątek, 28 września 2007 17:13:40
Przed wejściem do samolotu zadzwonił Pete Wenzt i powiedział, że dłużej zabawię z Chicago, bo kolesiówa, która miała śpiewać z Cobra Starship się rozchorowała i muszę zaśpiewać za nią na płycie. Brendon złapał się za głowę, bo niedługo będę sławniejsza od niego! Głównie chodzi o partnerowanie Williamowi Beckett'owi w refrenie. Zgodziłam się. Z Chicago przywitało nas słoneczko i nawet wysoka temperatura jak na październik. Pościągaliśmy kurtki z Bdenem i wskoczyliśmy w bluzy. Pojechaliśmy do hotelu zostawić walizki i od razu trafiliśmy do studia.
Idąc ulicą do studia spotkaliśmy Jeffree Star.
- Hej Jeffree.-uśmiechnęłam się
- Ooo, Audrey i Brendon! Jak to miło was widzieć :)- uśmiechnęłO się do nas
- Hej Jeff.- Brendonowi zanosiło się na śmiech
- Słuchaj Audrey, będziesz tutaj w Chicago przez jakiś tydzień? Bo zaprosiłabym Cię na sesję zdjęciową^^
- Oczywiście, masz numer do mnie?
- Zaraz sprawdzę. Mam, to jak coś to ja zadzwonię. Do zobaczenia!- ja i Bear dostaliśmy po buziaku w polik i Jeffree zniknęła
Jak tylko weszliśmy do budynku Brendon nie wytrzymał. Ze śmiechu się popłakał, a policzek miał cały czerwony od pocierania. Ja płakałam razem z nim. Ochroniarz spojrzał na nas i zapytał: a temu co? Odpowiedziałam: przeżył bliskie spotkanie z Jeffree Star. Ochroniarz tylko się zaśmiał i zaprowadził nas do sali nagrań.
- No w końcu jesteście. Audrey idź tam.- mówił Pete- A ten co się tak zlewa?
- Buahaha spotkaliśmy Jeff.
- Biedny jesteś Brendon. Siadaj, a Audrey i Patrick się rozgrzeją.
Przez następne pół godziny śpiewałam gamę w tę i spowrotem. Myślałam, że gardło mi wysiądzie, a to dopiero początek. Kiedy przeszliśmy do konkretów był już wieczór...
- This ain't a scene, it's a goddamned arms race
This ain't a scene, it's a goddamned arms race (Now you)
- This ain't a scene, it's a goddamned arms race
This ain't a scene, it's a goddamned arms race
This ain't a scene, it's a goddamned arms race- zaśpiewałam jak najlepiej umiałam
Pete uśmiechnął się i pokazał, że jest ok. Tyle na dzisiaj. Siedziałam i przysłuchiwałam się piosence The Capral Tunnel Of Love. Pete się fajnie tam wydzierał, aż z Brendonem zdzieraliśmy. Wyszliśmy ze studia po 22 mając nadzieję, że Jon będzie miał ochotę na spotkanie.
- Ciekawe, czy Jon będzie miał czas jutro?- zapytał Brendon obejmując mnie
- Nie wiem, ale chyba będzie miał czas. Bynajmniej powinien.
Po 23 byliśmy w hotelu. Od razu poszłam spać, bo jutro czeka mnie dużo pracy.

Poranek był tragiczny. Trochę bolało mnie gardło, ale Bear przygotował mi taki specjalny specyfik.... dwa jajka. Jak zobaczyłam co mam wypić mało nie puściłam pawia.
- Co to ma być?!- powiedziałam skwaszona
- Jajka. Wypij duszkiem, przynajmniej nie będzie Cię bolało gardło. Ja tak robię już od roku i żyję.
- Ale to jest obleśne!!
- Ale to pomaga. No już, pij.
- Fuuuj, nie wezmę tego do ust.
- Zrób to dla mnie, bo później będziesz tego żałować tak jak ja. Teraz ból gardła to pikuś. Później nie będziesz mogła mówić. No pij dla mnie.
- Doobra.
Miał rację. Pomogło! Nagrać Snakes On A Plane (Bring It) było jeszcze gorzej. Co prawda tekst zaraz znałam na pamięć, ale te powtórki co chwilę dały mi w kość.
- Oh, I'm ready for it.
Oh, I'm ready for it.
Oh, I'm ready for it.
So kiss me goodbye.
Honey, I'm gonna make it out alive.
So kiss me goodbye.
I can see the venom in your eyes.
Goodbye.
- Teraz było ok, ale William śpiewał za nisko, jeszcze raz.
- AA William nie żyjesz! Jak wyjdziesz z tego studia to Ci nogi połamię!- mówiłam wkurzona
- No spokojnie Audrey, za chwilę będzie dobrze.
Nie było lepiej. Jakoś daliśmy radę, po 21 wróciłam do hotelu. Dzwoniła również Hanna Beth i pytała się, czy wpadnę jutro na sesję zdjęciową. Oczywiście nie odmówiłam, urwę się jakieś dwie godzinki z nagrań. Na drugi dzień myślałam, że zabraknie mi czasu na oddychanie! W końcu udało się nam nagrać piosenkę, a do tego ciągle ktoś dzwonił i pytał kiedy przyjdę na sesję. Na szczęście zdążyłam tu i tu. Jeszcze żeby tego brakowało zadzwonił Jon i pytał kiedy go odwiedzimy. Ludzie, ja nie mam czasu! Zanim dojechałam do studia fotograficznego zjadłam jakąś kanapkę i wypiłam łyk Sprite'a.
- To ja jadę do Walker'a, a Ty jedź na tą sesję. Jak skończysz to zadzwoń, przyjedziemy po Ciebie. Pa, kocham Cię;*- dostałam buziaka od Brendona i zniknął
Spojrzałam na niego jak na dałna, ale on już zniknął.
- Acha?
Wszyscy na mnie czekali. Szybko ściągnęłam bluzę i dałam się wystylizować. Zdjęcia wyszły niesamowicie! Niezły był ubaw z pozowania. Zdjęcia robiła nam Jessica Louis.
- No Audrey, głowa do góry i jesteś gwiazdą! O tak!
Jessica zaproponowała mi promowanie jej nowej linii odzieżowej w 2007 roku! Zgodziłam się, czemu nie? Idąc do domu Walkera z daleka było słychać Muse. "Hysterię" słyszało całe przedmieście Chicago. Zapukałam parę razy, ale nikt mi nie otworzył, dlatego zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Otworzyła mi roześmiana blondynka. Spojrzała na mnie oczekując jakiej kolwiek odpowiedzi.
- Chcesz mi wcisnąć ciastka?
- Niestety nie mam ciastek.- zaśmiałam się- Jestem Audrey, dziewczyna Brendona.
- Acha, trzeba było tak od razu! Wejdź :) ja jestem Lisa, dziewczyna Jona.
Wpuściła mnie i pokazała mi pokój, do którego mam iść, a sama poszła do kuchni. Wchodząc do pokoju przeżyłam lekki szok, bo obok Walkera siedział Ryan!
- Ryan?! Co Ty tu...?
- Też biorę udział w nagraniu płyty Fall Out Boy.
- Aaa...
- Jak tam sesja?- Bden uśmiechnął się do mnie i pocałował
- Fajnie. Jessica Louise zaproponowała mi promowanie jej nowej linii odzieżowej w 2007 roku.
- Świetnie! Będziesz miała co robić.
- A wy kiedy będziecie nagrywać płytę?- zapytałam po chwili- I gdzie jest Spencer?
- Spencer i Kirsten są w Vegas.
- A EvE?- Ryan wkurzony wstał i wyszedł
Spojrzałam na Brendona, a ten wzruszył tylko ramionami i poprawił okulary. Wybiegłam za nim, żeby dowiedzieć się o co chodzi.
- Ryan, co się dzieje?
- Zostaw mnie samego.
- Nie mogę! Co się stało?! Coś z EvE?!!
On tylko spuścił głowę i przytulił się do mnie. Zaczął płakać.
- To nie jest moje dziecko.
- Jak to...?!
- Miałaś rację. Mogłem Ciebie posłuchać. To jest dziecko innego faceta, a tak chciałem tego dziecka.
- Przykro mi braciszku. Znajdziesz inną dziewczynę.- przytuliłam go mocno
Pierwszy raz w życiu nie chciałam mieć racji. Niestety miałam rację.
- Billie kazał Ci to przekazać- brat podał mi płytę w kopercie- I masz dać znać, czy Ci się podoba.
Billie dał mi coś do posłuchania i liczy się z moim zdaniem? ŁAŁ. Na kopercie było napisane: The Academy Is...- Everything We Had demo dla Audrey. Jak tylko wróciliśmy do hotelu wrzuciłam na laptopa płytę i posłuchałam. Wzruszyłam się, serio! Zadzwoniłam do Williego.
- Tak?
- Cześć Williamie.
- Audrey Ross. No i jak piosenka?
- Niesamowita, boska, i jak nie będzie jej na Santi to się obrażę!
- Buehehe to będzie. Dobra, ja muszę kończyć, bo idziemy do baru. To do zobaczenia jutro.
- Do zobacze.... jutro?!
- Wpadniemy do was i idziemy na piwko.
- Aaa myślałam, że znowu coś nie pasuje Wentzowi, czy Gabe'owi xD pozdrów Siska Biz i resztę ;P to do jutra Williamie.
- Do jutra Audrey.
Poszłam do pokoju Ryana, który był na końcu korytarza.
- Wiem, że Ci to nie pomoże, ale masz.- dałam Ryanowi płytę- Chodź Bden, nie będziemy Ryro przeszkadzać.
- Nie przeszkadzacie. Siedźcie ze mną.
- Chciałeś powiedzieć: Brendon zostań tutaj, pobawimy się razem, a Ty Audrey idź sobie.- zaśmiałam się
- Taaa.
W trójkę zlewaliśmy z tego, że naokrągło ktoś wkręca, że Bear i Ry są gejami.
Ryan:
Aud i Bear poszli do siebie do pokoju, a ja włączyłem płytę, którą dała mi siostrzyczka. Usłyszałem Williama i lekko się uśmiechnąłem. Za chwilę przypomniałem sobie EvE i jej roześmianą twarzyczkę. I wczoraj, kiedy zobaczyłem ją z nim... łzy same cisnęły się do oczu. Tak chciałem mieć synka! To tak dziewczyny odreagowują po rozstaniu....? Ciekawe. Cały czas słuchałem tej piosenki, a jak się kończyła to puszczałem jeszcze raz i jeszcze raz...
Zrobiło mi się żal tego dzieciaka, w sumie będzie bez ojca, bo ten kolo też odszedł. Może ja powinienem go wychować...? Ale EvE mnie już... nie, nie mogę już płakać...
Brendon:
Jak EvE mogła coś takiego zrobić? A jak Audrey...? Nie myśl tak nawet! I nie obrażaj dziewczyny, bo nie jest do tego zdolna. Ona mnie kocha! Ha! Tyle, że Ryan teraz taki nie do życia... szkoda mi go, mój najlepszy przyjaciel. Nie mogę go zostawić w tej sytuacji!
- Audrey idę do Ryana, muszę z nim pogadać, po męsku.
- A idź w cholerę się dupczyć z nim.
Ach, ona i jej sarkastyczny humorek. I jak jej nie kochać?
Ryan:
Usłyszałem pukanie do drzwi. Cały zaryczany otworzyłem drzwi, a Brendon mało mnie nie zabił.
Brendon:
- Co Ty Ross, baba jesteś?! Mój Boże, jak Ty wyglądasz?!
- Phi, mężczyzna się odezwał.
- Morda kapciu. Chcę Ci pomóc. Pomyśl, nie masz dziewuchy na głowie, dzieciaka też nie...!
- Ale ja chciałem zostać ojcem, kapujesz? Nastawiłem się na to psychicznie.
- E tam. Spójrz na to z innej strony. Możesz podrywać każdą jaka Ci się spodoba.
- Ale ja chciałem z nią, do końca życia, ślub i te sprawy!
- Widocznie nie była Ciebie godna. Pamiętaj, podrywaj i nigdy nam nie zależy.
- Nie zależy.
- No, moja krew. A teraz won do łazienki się doprowadzić do porządku. Jak wrócę tu za pół godziny masz być w pełni mężczyzną.
Ryan:
Pierdol się Urie, mężczyzna się odezwał. Zapomniał wół jak cielęciem był. Kto go pocieszał i mówił, że ma nie płakać jak Audrey wróciła do Vegas? Wchodząc pod prysznic płakałem, pod prysznicem też... Ryan, otrząśnij się, to tylko dziewczyna!!! Ale co z dzieckiem...? A jak ona się czuje...? Dajże spokój Ross.
Audrey:
Szkoda mi Ryana. Tyle z nią był, a ona mu tak... nie dość, że zdradziła to jeszcze ma dziecko i wkręciła, że to jego. Zajebać ją to mało! Zabiję, uduszę własnymi rękoma! Ehh, szkoda dziecka. Maluszek będzie bez ojca. Co ta kobieta zrobiła im obydwu. No dobra, rozumiem, że facetów trzeba wykastrować, ale żeby aż tak ich potraktować...? Własnego nienarodzonego syna? Wyrodna matka.
Brendon:
Ja nie wiem co się z tym Ross'em dzieje! Jak wróciłem do pokoju Audrey siedziała przy oknie myśląc. Pewnie tam za oknem szukała wyjścia z tej sytuacji, ale raczej nic się jej nie udało wymyślić. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
- Jak Ryan?- zapytała zmartwiona
- Tragicznie. Co Ty mu na tej płycie dałaś?
- Demo The Academy Is...tragicznie?
- Tak. Siedzi, słucha tej płyty i płacze.
- Daj mu się wypłakać, ja zawsze tak robię. Samo przechodzi. Albo najlepiej daj mu Jack'a Daniels'a i niech siedzi. Wszystko przejdzie mu jak ręką odjął.
- No co Ty niepoważna jesteś?! On się zachleje na śmierć!
- Wiem, że jestem głupia.
Spowrotem usiadła na krześle i gapiła się w okno. Czyli ona tak robiła...?
Wróciłem do Ross'a za pół godziny. Wyglądał jeszcze gorzej. Siedział przepasany ręcznikiem na biodrach na łóżku i trzymał się za głowę. No nie..
- Miśku, nie odpierdalaj maniany. Ubierz się, a ja pójdę po Jack'a Daniels'a, co Ty na to?
Uśmiechnął się ochoczo i pokiwał głową. Uff, mamy problem z głowy.
Audrey:
Bear miał wrócić pół godziny temu. Ja nie wiem co oni tam robią. Buahahaha! Może i nie chcę? xD
Ryan:
Urie jest głupi. I po Daniels'u niby mi przejdzie?
Brendon:
4 Daniels'y, 5 piw i leżyMY.
Audrey:
Cholera! Gdzie jest Urie?! Czekam na niego już dwie godziny! Nie mam siły na nich dwóch. Zapukałam do pokoju Ryro. Nikt nie otwierał, więc weszłam bez pukania. Pierwsze co zobaczyłam to puste butelki po piwie i Bear śpiący na podłodze. Obok niego cztery puste butelki Jack'a Daniels'a i Ryan. Puściły mi nerwy.
- Ja Ciebie zabiję! Brendon!!- poruszyłam go nogą- Chuj Ci w dupę.
Wyszłam z pokoju i wróciłam do siebie. Zamknęłam pokój na klucz i położyłam się spać.

Rano wstałam w złym humorze. Nie prosiłam tego idioty, żeby pił, tylko żeby Ryan wypił i zapomniał! Ubrałam się, wyszykowałam na zejście do restauracji, a tu śniadanie przyjechało. Z miłą chęcią wyrzuciłam śniadanie Bdena do śmieci. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Aud, otwórz drzwi.
- Nie.
- Jak to nie?! Otwieraj!
- Nie otworzę!
- Otwieraj te cholerne drzwi, bo zaraz je rozwalę!- krzyknął wściekły Brendon i walnął ręką drzwi
Przerażona otworzyłam drzwi. Przede mną stał Urie wkurwiony do granic wytrzymałości. Gdybym nie była jego dziewczyną na pewno dostałabym w twarz. Ze strachem odskoczyłam na bok jak wchodził do pokoju.
- Jesteś taka sama jak ona.- rzucił mi gazetą w twarz
- O co...?
W gazecie było kolejne zdjęcie z serii "Audrey Ross z innym facetem". Oczywiście nie byłam to ja.
- I to niby ja? Chyba w dżina wierzysz.
- Powoli zaczynam...- pokazał mi zdjęcie z moją twarzą.
- Nie no... nie widzisz?! FOTOMONTAŻ! Mamy iść do kolesia od grafiki? Każdy powie, że to niezła przeróbka w photoshopie.
- Nie wierzę.
- No tak, nigdy mi nie wierzyłeś. Z resztą jak tutaj wchodziłeś obawiałam się, czy nie dostanę z plaskacza. Dostałam z gazety. Jesteś zajebisty.- warknęłam do niego
- Dobrze, że z kopa nie dostałaś. Nie popłacz się.
- Nie znałam Ciebie od tej strony. Widocznie nie jesteś mnie wart.
Zdjęłam pierścionek z palca i rzuciłam w niego pierścionkiem. Spojrzał na mnie zdziwiony moją reakcją i nic nie powiedział. Nie wyszedł za mną, nie szukał mnie... siedziałam z Ryanem w pokoju i obydwoje pocieszaliśmy się słuchając Everything We Had i płacząc. Kiedy Brendon zapukał do pokoju, ja schowałam się do kibla.
- Ryan zrobiłem coś głupiego.
- Co się stało?
- Pokłóciłem się z Audrey. W nerwach rzuciłem w nią gazetę i dostała w twarz. I powiedziałem, że mogłem ją uderzyć. Wkurzyła się, rzuciła we mnie pierścionkiem zaręczynowym i wyszła!
- Chciałeś uderzyć moją siostrę?! Wszystkiego się po Tobie spodziewałem, ale nie tego!
- Wiesz, że ja jej nigdy...
- Mam nadzieję.
- Kocham ją, ale ona.... teraz to mogę zapomnieć.- mówił z żalem- Muszę się wylać.
- Yyy... nie! Kibel mam popsuty.
- Co Ty pierdolisz, rano działał. Wkręcasz, a ja się zleję.
- Nie!!- pociągnął za klamkę i zobaczył mnie
Zmieszał się. Spojrzał na podłogę, wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. W tych "egipskich" ciemnościach poczułam jak patrzy mi prosto w oczy.
- Przepraszam, nie chciałem Ci zrobić krzywdy, nigdy.
Tak po prostu, bez żadnych wcześniejszych uprzedzeń pocałował mnie. Z oczu poleciały mi łzy. Poczuł je na swoim policzku i mocno przytulił mnie do siebie. Wsadził rękę do swojej kieszeni od bluzy i zaraz coś wsadził mi do mojej bluzy. Był to pierścionek. Wyciągnęłam go z bluzy i spowrotem założyłam na palec. Ominęłam Brendona i wyszłam z łazienki. Wyszedł za mną.
- Audrey, przepraszam, wybaczysz mi?
Nie odezwałam się słowem. Wyszłam z pokoju i poszłam przed siebie. Musiałam to wszystko przemyśleć...po drodze spotkałam Jona, który akurat szedł do hotelu. Zapytał mnie co się stało, a ja mu wszystko opowiedziałam jak przyjacielowi. Siedzieliśmy na ławce w parku. Przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze i zniknął. Powoli wracając do hotelu spotkałam tego, kogo nie powinnam spotkać. Krzyczał za mną już od minuty, a ja udawałam, że go nie słyszę. Szybko włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam ipoda. Złapał mnie za ramię.
- Audrey, uff dobrze, że Cię dogoniłem.
- Jared?! Niemożliwe! Jared Leto... co Ty robisz w Chicago?
- A odwiedzam siostrę, a Ty? Co Ty tu robisz?
- Hmm... nagrywałam piosenkę z Fall Out Boy i z Cobra Starship. A tak poza tym to nic ciekawego.
- Ty płakałaś?- spojrzał głęboko w moje oczy
- Tak, nie....
- Nie okłamiesz mnie. Płakałaś. Znowu coś nie tak z Brendonem?
- Ze złością rzucił mnie gazetą w twarz, a jak mu zwróciłam uwagę to zapytał, czy nie może mi zasadzić kopa. Zerwałam zaręczyny.
- Ehh. Przejdzie mu, zobaczysz. Dobra mała, ja lecę. Do zobaczenia następnym razem.
Dostałam buziaka w polik i pobiegł dalej Jared w płaszczu. Szłam parkiem. Na ziemi już dawno leżało pełno złotych i czerwonych liści. Spojrzałam w niebo.... było takie niebieskie, słońce świeciło mi prosto w twarz. Nagle wszystko zawirowało i upadłam. Po chwili obudziłam się w objęciach jakiegoś ślicznego kolesia.
- Halo, obudź się.
- Co się stało?
- Zemdlałaś. Wezwać karetkę?
- Nie, nie trzeba.
- Jak masz na imię?- pomógł mi wstać
- Audrey, a Ty?
- Lucas, miło mi.- uśmiechnął się- Może masz czas na kawę?
- Pewnie.
Lucas był bardzo miły dla mnie. Uśmiechałam się do niego cały czas. Oczywiście rozpoznał we mnie siostrę Ryan'a Ross'a, bo jakby inaczej mogłoby być? Czy wszyscy słuchają Panic! At The Disco? To jakaś plaga!
- Niesamowite! Jesteś siostrą Ryana! I dziewczyną Brendona....?
- E tam. Dla mnie to żadna rewelacja.
- A dla mnie tak, uwierz mi ;D- zaśmiał się
Na koniec wymieniliśmy się numerami komórkowymi i poszliśmy w swoje strony. Szkoda, że nie mieszka w Vegas, może by coś z tego było....? :P Będąc blisko hotelu spotkałam Williego.
- Ooo, cześć Audrey.
- William! William Beckett, witam.- zawsze go tak przedrzeźniam
- Gdzie podążasz?
- W stronę światła...- mówiłam teatralnie i zaśmiałam się- W sumie to przed siebie.
- Może masz ochotę na spacer?
- Dobra, z chęcią się przejdę.
Ktoś robił nam zdjęcia. Paparazzi nie opuszczają mnie na krok, ale co tam. Poszliśmy do parku. Opowiadałam Billiemu co się stało, a on przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Później ganialiśmy się po parku i rzucaliśmy suchymi liśćmi. William miał aparat cyfrowy, więc porobiliśmy dużo fotek. W pewnym momencie Willie pocałował mnie. Nie sprzeciwiłam się temu, bo wiem, że związek z Brendonem to dla mnie przeszłość... do hotelu wróciłam koło 18. W pokoju nie było Beara więc spokojnie się spakowałam i zadzwoniłam do Ryro zapytać, czy tam go nie ma. Na szczęście nie było go. Poszłam z walizką do pokoju brata.
- Co jest?- zapytał zaskoczony
- Nie mogę z nim być. Jest tylu fajnych kolesi na świecie. Brendon na mnie nie zasługuje.
- Audrey co Ty mówisz?! Chcesz mu zrobić to co EvE zrobiła mi?!
- Trudno, jestem tylko dziewczyną, zapomni szybko.
- Nie rób mu tego teraz.
- Ja mam tego dosyć, rozumiesz?!
- I co? Może kogoś poznałaś?
- Uważam, że Billie jest bardzo sympatycznym kolegą.
- Oj Aud, żebyś niczego nie żałowała...
Wkurzony Ryan poszedł do łazienki. Nie wiem o co im wszystkim chodzi! Położyłam się na łóżku brata i zasnęłam. Budząc się czułam, że ktoś się na mnie patrzy. Delikatnie podniosłam jedną powiekę i zobaczyłam go. Dalej udawałam, że śpię.
- Brendon, kiedy wychodzimy?- szepnął Jon
- Nie wiem, z resztą nie idę.
- Jak to nie idziesz?! Jak wszyscy to wszyscy.
- Nie chcę patrzeć na Audrey wdzięczącą się do Beckett'a. Widziałem ich razem na "romantycznym" spacerku w parku.
Otworzyłam oczy i wstałam. Wyciągnęłam z walizki jakieś spodnie i bluzę i zaczęłam się przebierać w obecności wszystkich. Niewyżyci seksualnie. Przy okazji oddałam pierścionek właścicielowi.
- Najwidoczniej zmarnowałam z Tobą rok czasu.- wcisnęłam mu pierścionek do ręki
- Audrey nie rób jaj! Wiesz, że Cię kocham i chcę z Tobą być do końca życia!
- Ale ja już nie chcę.
Mój brat i Jon byli zdziwieni całą tą sytuacją, kto by pomyślał, że ja i Brendon.... rozejdziemy się. Kocham go, ale to co stało się rano dało mi sygnał, że coś jest z nim nie tak. Chciałam w recepcji zamówić drugi pokój, ale jak spojrzałam na kartę kredytową Mastercard: Audrey Ross/Urie. Zapomniałam ją oddać, cholera. Wróciłam do pokoju Beara. Siedział na łóżku i gapił się w okno.
- Wyjeżdżam.- rzuciłam bez zastanowienia- Klucze i kartę kładę na stole. Acha i nie dzwoń do mnie.- mówiłam dławiąc łzy
- Audrey porozmawiaj ze mną!
- Nie mamy o czym rozmawiać.
Wyszłam z pokoju. Popłakałam się. Czyli tak wygląda koniec...? Poszłam do recepcji odmeldować się. Wybiegł za mną.
- Niech pan nic nie pisze! Audrey zostań.
- Przestań, nie rób scen. Jesteś osobą sławną, nie rób pośmiewiska z siebie.
- Nie obchodzi mnie to! Zrobię co chcesz, ale zostań tu ze mną i nie opuszczaj mnie, błagam Cię!
- Niech pan mnie wymelduje. Audr....
- Nie! Najpierw ze mną porozmawiaj!
- Słucham?- odeszłam na bok, w stronę pokoi
- Dlaczego odchodzisz?- miał smutek i łzy w oczach
- Bo jesteś agresywny wobec mnie i nie ufasz mi.
- Już nigdy w życiu nie będę agresywny, przysięgam!
- Ale ja już Tobie nie wierzę.
- Dlaczego?
- Co Ty za idiotkę mnie masz?! Rzuciłeś mnie gazetą w twarz, wkręciłeś mi po raz milionowy, że to ja jestem na zdjęciach! Takich rzeczy się nie wybacza.
- To tylko gazeta.
- Tylko gazeta?! Bolało mnie to fizycznie i psychicznie. Upokorzyłeś mnie tym.
- Przepraszam Cię, wybacz mi!- ukląkł i przyczepił się do moich nóg
- Nie odpierdalaj maniany, Brendon!
- No wybacz mu dziewucho i daj mi spać!- krzyknął typ z korytarza
- Mogą się państwo kłócić w innym miejscu?- zasugerował recepcjonista
- NIE!- obydwoje ryknęliśmy na typa
Brendon wykorzystał tą sytuację, wstał i zaczął mnie całować. Na to wszystko przyszli TAI i reszta Disco.
- No, mądra dziewczynka.- uśmiechnął się Ryan
William patrzył na mnie z takim wyrzutem.. był smutny. Bear uśmiechnął się do mnie i przytulił mnie. Popatrzyłam na Billiego i dałam mu do zrozumienia, że nie wiem co się dzieje. Bden złapał mnie za rękę i pomógł mi zanieść walizkę spowrotem do pokoju. Sama nie wiedziałam co się do cholery dzieje?! Bez zbędnego słowa poszliśmy do pubu. Siedziałam cały wieczór nic nie mówiąc. Patrzyłam na Williama, a on czasami na mnie. Po głowi chodziła mi piosenka Everything We Had... scena jak z teledysku! Jeszcze brakowało, żeby zaczął śpiewać. Po chwili uśmiechnął się i wyszeptał "I'll be with you wherever you go,
through the eyes of a fly on the wall.". Nie mogłam na niego patrzeć, coraz bardziej miałam ochotę wstać i wyjść. Wyszłam. Do toalety. Stojąc przed lustrem zobaczyłam go za sobą.
- Co Ty tutaj robisz?- zapytałam zdziwiona
- Chciałem zobczyć jak się czujesz?
- Tragicznie.
Chciał mnie pocałować. Też tego chciałam, ale..
- Nie William. Nie mogę.- wyszłam z łazienki
Usiadłam obok Brendona i przytuliłam się do niego mocno. Sisky nas cały czas rozśmieszał i Butched. Było zabawnie.
komentarze [17]

36. Your eyes are the size of the moon :) >> wtorek, 25 września 2007 22:27:04
Wystarczył tydzień i w szkole czułam się, jakbym nigdy nigdzie nie wyjeżdżała. Szybko zleciał czas. Dzisiaj jest 28 września i chłopcy przylatują z Niemiec. Tak się cieszę! Nie idę na trzy pierwsze lekcje, bo ktoś musi ich odebrać z lotniska, no nie? Byłam właśnie w drodze na lotnisko. Słuchałam nowego odkrycia Wentz’a, które mi wysłał wraz z prośbą o zaopiekowanie się Hemingway’em. Oczywiście, Hemingway jest z mamą ;D. Wracając do tego zespołu, nazywają się Cobra Starship. Są świetni. Muszę stwierdzić, że są nieziemscy! Spojrzałam na zegarek, pokazywał 9:40. Już wylądowali, a ja nawet nie w połowie drogi! Docisnęłam gaz, jechałam jakieś 70 mil/h. Uf, na szczęście dojechałam na czas. Zamknęłam samochód i szybko pobiegłam na terminal. Boże, czego tam nie było. Pełno ludzi z całego świata, a między nimi ja- zagubiona mała dziewczynka z kluczykami od samochodu w rękach. Ktoś przechodząc obok mnie niechcący potrącił mnie z ramienia. Tutaj każdy był równy drugiemu, nic tu się nie liczyło. Jak tylko zobaczyłam z daleka tłum ludzi, wiedzialam gdzie iść. Podeszłm bliżej i wtedy zauważyłam Spencera, który nerwowo się rozgląda.
- Spencer, tutaj!- krzyknęłam i pomachałam ręką
- Cześć słońce! Ale Ty korzystnie wyglądasz! Czyżby byłaś w spa, u kosmetyczki i fryzjera?- zaśmiał się
- Nie, wystarczy, że muszę wychodzić na spacer z Hemingway’em ;]
- Daj pyska wujaszkowi ;D
- Mua wujaszku ^^ ale z fryzjerem masz rację, musiałam jakoś wyglądać na wasz powrót.
- O, Ryan idzie z ochroniarzem. Wieśniaki z Disco tutaj!- krzyknął, a wszyscy zaczęli się oglądać o co chodzi < lol2 >
- Cześć bracie mój, gdzie dwa ostatnie wieśnioki z Disco?
- Jeden już w domu czytaj Jon, a Brendon czeka na walizkę, ten to jest oferma.
- Poczekaj, mam pomysła xD
Napisałam na kartce: czekam na wieśniaka z Disco i stanęłam w pierwszym rzędzie oczekujących. Oczywiście Urie nie miał okularów i nie zauważył mnie -_- jakoś dałam radę.
- Halo, czy nie jest pan przypadkiem z Paniki z Disco? Bo ja szukam takiego wieśniaka…
- Buahaha zabawne. Cześć kochanie ;*- dostałam wieeeelkiego buziaka
- Hej. Chodź, reszta już czeka.
Jakoś wpakowaliśmy trzy walizki do bagażnika i wraz z ochroniarzem pojechaliśmy do Summerlin, po drodze zastanawiając się, gdzie zamieszka ochroniarz.
- Zac może spać u nas w domu.- stwierdziłam
- Albo u mnie, też mam wolny pokój.- dodał Spencer
- Ale będzie ze mną xD.- zaśmiał się Ryan
- Weźcie najlepiej się pobijcie o mnie! Zostanę z wami dwa dni, a później wracam do Kansas, rodzina na mnie czeka.
- Brendon, a jak bilety na Arctic Monkeys?
- A to nie Ty miałaś załatwiać?
- Nie?! Przecież prosiłam Cię o to!- mówiłam wkurzona- Tak można na Ciebie liczyć. Zadzwoń do Wentz’a niech załatwia bilety. Idziecie z nami chłopaki?
- Możem iść.
- Cztery bilety na Arctic Monkeys, w końcu pilnuję Hemingway’a od 3 tygodni.
- Sama do niego zadzwoń.
- Jak?! Myślisz trochę?! Prowadzę samochód, halo?! Denerwujesz mnie! I ja mam wracać na matmę, geografię i dwa angielskie? Chyba prędzej te wszystkie nauczycielki wybiję.
- A Ty mnie denerwujesz!- ojojoj, ktoś chyba dzisiaj wstał lewą nogą…
- Nie krzycz na mnie!
- A Ty na mnie!
- Zamknijcie się obydwoje! Ja zadzwonię do Pete’ego jak macie na siebie wrzeszczeć.
- W takim razie ja zostaję u mamy, a Zac będzie spał z Ryanem w łóżku.- chcialam jakoś rozładować sytuację
- Nie rusza mnie to.
- Ja nic nie robię na pokaz, ale jest mi przykro, że wyładowujesz na mnie swoje złości. I jest mi też przykro, bo musicie tego słuchać.- mówiłam do Spencera, Zaca i Ryro
Rozwiozłam wszystkich po domach, wzięłam od mamy plecak i pojechałam do szkoły. Lekcje były straszne. Każdego kto na mnie krzywo spojrzał od razu wyzywałam. Za ten boski humor powinnam podziękować Bdenowi, i podziękuję, jak tylko wrócę do domu! Jakoś udało mi się wytrwać te cztery lekcje. Ze szkoły wyszłam przed 14. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do mamy zabrać swoje rzeczy i Hemingway’a, teraz czas na Brendona.
- Cześć mamo, cześć wieśniaku!- krzyknęłam
- Cześć zarazo.- usłyszałam mamę z kuchni- Chodź, obiad czeka.
- Zaraz, gdzie jest Hemingway? Hemingway, stary chodź tu!
- Brendon był tutaj i wziął go do domu.
- Aaa. Wiesz mamo, wezmę obiad na wynos. Dla siebie i dla tego…. Dupka.
- Bezczelny jest. Ryan mi opowiadał o sytuacji w samochdzie.
- A tam, olał go ciepłym moczem. To ja biorę i lecę.
Pobiegłam na górę, wzięłam swoje rzeczy i pojechałam do domu. Miałam strasznie bojowy nastrój i stwierdziłam, że ten dzień nie skończy się miło… Otworzyłam drzwi od domu, a tu nagle wybiegł na mnie mały szczeniaczek! Spojrzałam na niego dziwnie. Zaraz za nim wybiegł Hemingway i zaczął łasić się do mnie. Szczeniak był śliczniutki :) zawsze o takim marzyłam… owczarki szkockie collie są boskie! Z ogrodu usłyszałam śmiechy, chyba ktoś opowiadał kawał. Wchodząc na ogród zobaczyłam małą męską imprezkę z grillem, piwem itp.
- Ty tutaj? Miałaś zostać u mamy?
- Co Ty Urie, w dżina wierzysz?!- wszyscy spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać
- Widocznie wierzy!- zaśmiał się Spencer
- Ktoś mi powie, co tu się dzieje? Sami faceci!
- Nie prawda, EvE i Kirsten są w sklepie, zaraz przyjdą.
- Dlaczego nikt do mnie zadzwonił?
- Dzwoniłem!- oburzył się Bear.
Spojrzałam na wyświetlacz, żeczywiście 3 nieodebrane połączenia od „Bear my honey ;*”
- Dzwoniłeś. Z resztą, czyj to taki uroczy szczeniaczek?
- Yyy…. Eeeee…. W sumie to nasz.- powiedział Brendon
- Acha.
Poszłam do kuchni, a Brendon za mną.
- Przepraszam Audrey, dzisiaj miałem straszny dzień.
- Nic się nie stało, ale następnym razem ugryź się w język, dobra? Bo mi też popsułeś humor swoim humorem. A to pies, czy suczka?
- Pies! Wiesz, musimy rządzić w tym domu ;P
- No, no! A jak się nazywa?
- A jakbyś chciała?
- Hmm…
Zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu widniało zdjęcie Wentz’a, podpisane „Pete”.
- Cześć Pete, coś się stało?
- Hej, mogę teraz wpaść po Hemingway’a?
- Pewnie! Mamy ogrodowe party, wpadajcie ekipą.
- W sumie to mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia.
- Ok, to do zobaczenia.
- Pa.
- Za chwilę wpadnie Pete z kimś.
- O, to fajnie!
Jakieś 20 minut później wpadli Fall Out Boy. Na wejściu podarował mi bilety na Arctic Monkeys, z czego się ucieszyłam. Hemingway latał z ogrodu do domu i powrotem. Peter wziął go na ręce, a ten wylizał go całego ;]. Okazało się, że Patrick chce, żebym śpiewała na nowej płycie Fall Out Boy. Nagrania już trwają, a ja miałabym zaśpiewać w jednej piosence i wystąpić w paru teledyskach. Brendon stwierdził, że to fajnie i powinnam skorzystać. Też tak myślę :).
- Jak było w Europie?- zapytał Joe
- A fajnie, bardzo mi się podobało.
- Jak Jon?- Petera bardzo obchodzą losy jego przyjaciela
- Powiem wam, że zerwał ze Stacy! Stwierdził, że jak Audrey nie pasowała, to żeczywiście pusta była.- śmiał się Ryro
- No coś takiego?;> od kiedy Jonathan Walker liczy się z moim zdaniem? Wow, zapiszę to w pamiętniczku!
Siedziałam na fotelu wiklinowym. Nagle wskoczył na mnie szczeniaczek i zaczął lizać mnie po rękach.
- Ale z niego lizak! To dobre imię! No młody, nazywasz się lizak.
Nagle Brendon zniknął mi z pola widzenia. Zdziwiłam się, bo przecież mięso się popali! Reszta się zajadała mięchem i sałatką, którą zrobiła Kirsten. Każdy miał uśmiech na twarzy, tak jakby to była najpiękniejsza chwila w życiu. Za chwilę przyszli Ryro z Bdenem.
- Bear weź zobacz co z mięsem, bo zaraz będziemy węgiel jeść- mówił Spencer
- To weź sprawdź, ja mam ważną sprawę do mojej kobiety.
- Aaa.
Ukląkł przed fotelem, wyciągnął pudełko i…
- Audrey Summer Ross, czy zostaniesz moją najukochańszą kobietą do końca życia?
Spojrzałam na niego, na Pete’yego, który uśmiechał się, na Ryro, który troskliwie pokiwał na „tak”.
- Nie.
- Ale…?
- Nie, po prostu nie!- rzuciłam się na niego i pocałowałam- Pewnie, że TAK!
I tak leżałam na nim ;D za chwilę wstałam. Bden założył mi przepiękny pierścionek ze ślicznym, skromnym diamentem na rękę. Wszyscy dookoła nam gratulowali. Uśmiech nie schodził mi do późnej nocy. Jak wszyscy goście opuścili nasz dom, oraz wysprzątaliśmy wszystko… klapnęliśmy na tyłki.
- Zaskoczyłeś mnie tym kochanie :)- uśmiechnęłam się i musnęłam go w usta
- Ładny jest pierścionek?
- No pewnie! Śliiiczny. To co? Kiedy ślub? Kiedy dziecko?- zaśmiałam się
- Ślub szybciej od Ryro i EvE, a dziecko… teraz!
Zaczął mnie całować i trzymał tak mocno, żebym się nie wyrwała. Nie powiem, zabawa była przednia ;). Wszystko rozgrywało się w salonie, a skończyło się w sypialni. Leżeliśmy w łóżku i tak gadaliśmy.
- Musisz jutro iść do szkoły?- zapytał Bear
- Jak usprawiedliwisz mi dzień nieobecności.
- Pewnie! Masz to jak w banku! Wiesz, mam coś jeszcze dla Ciebie.
Wstał z łóżka, pogrzebał w torbie i wyciągnął…przepiękne kolczyki gwiazdki!
- Przymierz.
- Niesamowite! Są śliczne! Dzięki słoneczo!- wycałowałam chłopaka
- Nie ma za co… moja przyszła żonko^^. Kiedy prosiłem Cię... miałaś oczy jak księżyc! Takie wytrzeszczone i wielgachne. Piękne masz oczy ;*- dostałam buziaka- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, tak mooocno mocno!

Rano obudziłam się jako Audrey Ross, przyszła pani Urie. Nawet nie wiecie jakie to fajne uczucie wstać rano, pójść do kuchni i zrobić śniadanie przyszłemu mężowi... niesamowite! Poszłam do sklepu po świerze bułki, warzywa i żarcie dla psa. Wróciłam do domu, wstawiłam wodę na herbatę, dałam Lizakowi śniadanie i zabrałam się za robienie jedzenia dla mojego misia. Kiedy Bear zaskoczony zszedł na dół, ja czekałam na niego z kanapkami i herbatą.
- Ooo! Śniadanie, to dla mnie?
- Tak, to dla Ciebie słoneczko :)- uśmiechęłam się szeroko i przytuliłam do Brendona
- Mmm cóż za miłe powitanie! To może weźmy jutro ślub?- zaśmiał się i dostałam buziaka
Usiadłam na przeciwko niego i zaczęłam się przyglądać jak je kanapki czytając gazetę. Ten widok... nie zapomnę tego nigdy. Nagle wychylił łeb zza gazety i uśmiechnął się na mój widok, tzn. mina "jeju, ale z niego ciacho!".
- Lubię jak marzysz, ale z psem nie wyjdę!
- Ale jesteś wredny! Wziąłeś psa i zostawiłeś mi najgorsze czynności!
- Popatrz, przed domem czekają na mnie paparazzi :/
- Mnie wcale nie zaczepią... głupi jesteś.
Złapałam za kanapkę i zaczęłam jeść. Bear schował się za gazetę i zaśmiał się. Buahaha, zabawne. Boki zrywać! Kiedy śmiał się głośno, dostał z kanapki w łeb.
- Co Ty robisz! Pani Urie.
- Nic, panie Urie. Pozujmy do zdjęć, paparazzi patrzą.
Odłożył gazetę, złapał mnie w pół i zaczął nieść do łazienki.
- AAA! Postaw mnie na ziemii!
- Nie, idziesz się ze mną kąpać.
- Nie chcę! Pooostaw mnie!- śmiałam się cały czas
- Trudno.
Postawił mnie na podłodze w łazience i zaczął ściągać ze mnie bluzkę.
- A pies? Kto wyjdzie z psem?- zapytałam
- Ty się rozbierz, a ja wypuszczę go na ogród.
Ściągnęłam top, jeansy i zostałam w samym staniku i stringach. Siedziałam na pralce z założoną nogą na nogę. Brendon wpadł w bokserkach i gapił się na mnie.
- Coś jest nie tak?
- Nie, wszystko ok ;)
Zaczęliśmy się całować. Bear bez trudu ściągnął mi stanik, a chwilę później bawił się moimi stringami. Nagle zadzwonił nasz domowy telefon. Wkurzony Bden poszedl odebrać telefon.
- Tak, słucham?
- Cześć Brendon, tu Adam z Fueled By Ramen. Przekaż Audrey, że we wtorek leci do Chicago na nagrania płyty Fall Out Boy. DecayDance kazało przekazać. Co do was Panic!, to lecicie do Monachium, a potem do Kolonii od 20 października do 1 listopada.
- A Halloween?!
- Przykro mi, taka wasza praca. Do zobaczenia.
- Cześć.
Wkurzony wszedł do łazienki, a ja dopinałam stanik. Wkurzył się jeszcze bardziej. Minęłam się z nim w drzwiach i poszłam do pokoju się ubrać. Nieodzywał się do mnie. Nie wiem o co mu chodziło...raczej był zły na mnie.
- Powiesz mi o co chodzi?- zapytałam go tylko jak wrócił ze spaceru z Lizakiem
Nie powiedział nic.
- Rozmowa ze ścianą.... spoko.- powiedziałam pod nosem
Stwierdziłam, że mogłam iść do szkoły. I poszłam. Na 4 lekcje. Jak wróciłam do domu Brendona nie było. Kartki do mnie też nie było... to zaprosiłam Elen do siebie po lekcjach. Miałyśmy niezłe wkręty ;D. Przynajmniej zapomniałam o całej tej sytuacji z Bdenem. Przebrałyśmy Lizaka za psa Paris Hilton i robiłyśmy sobie z nim zdjęcia. Po 19 wrócił Brendon. Przywitał się z Elen i poszedł do pokoju muzycznego, gdzie stało pianino, gitara i perkusja.
- No i widzisz? Jak tu z nim rozmawiać?
- Jebnij go w łeb czymś ciężkim, a później jak się obudzi to go zgwałć.- zaśmiała się szyderczo
- Ty byś wszystkich gwałciła xD
- A jak!
Z pokoju zaczęły dobiegać dźwięk fortepianu, śpiewu itp.
- Chyba pisze coś nowego.- stwierdziłam
- Chodź posłuchamy! Nowe piosenki Panic! At The Disco.. to jest to!
Przyłożyłyśmy swoje uszy do drzwi i nasłuchiwałyśmy.
- Cause it's night in the afternoon
Your eyes are the size of the moon
You could so you can so you do
We're feeling so good
Just the way that we do
When it's night in the afternoon
Your eyes are the size of the moon
You could so you can so you do
We're feeling so good...
- To na pewno dzieło Ryana.- szepnęłam- On tylko wymyśla muzykę. Zaraz... wczoraj mi powiedział, że mam oczy wielkości księżyca!
Odeszłyśmy od drzwi, bo zdawało mi się, że Bear nas słyszał, nie myliłam się.
- Zamiast mnie szpiegować, lepiej mi pomóżcie.- uśmiechnął się i wpuścił nas do pokoju
Ja usiadłam na perkusji, a Elen złapała gitarę. Bden miał minę: "odłóż to, to moja miłość!!", nie powiedział nic. Złapałam pałeczki i zaczęłam walić w perkusję.
- Audrey, przestań, ja tu muszę wymyśleć muzykę.
- To śpiewaj.
Warknął coś pod nosem i zaczął grać. Spojrzałam na Elen, ona na mnie i mało nie wybuchnęłyśmy śmiechem. Wstałam i stanęłam przy pianinie. Spoglądałam na kartkę i śpiewałam razem z Brendonem, żeby zastąpić mu Ryana i Jona.
- Kto ma długopis? Muszę poprawić co nie co.
- Ja mam.- Elen wyciągnęła długopis i dała go Brendonowi
Bear coś poprawił i oddał pisadło Elen.
- Aa! Twój długopis dotykał Brendon Urie!- pisnęłam
- AAA!!! No tak!! Idę sprzedać go na Ebay'u!
- Buahaha wy byście wszystko sprzedały na Ebay'u.- zaśmiał się Bden
Siedzieliśmy w ciszy. Usunęłam Brendona z miejsca przy pianinie i ja zaczęłam grać "Dla Elizabeth". Brendon i Człowiek Z Blizną Na Głowie zaczęli tańczyć polkę w różowych baletkach. Mój Boże! CzZBNG żyje!! Elen go nie widziała, ale ja tak. Uśmiechnęłam się do niego, a on po prostu przestał tańczyć i schował się za firanką. Posmutniałam. Pojawił się tylko na chwilę, wytwór mojej wyobraźni, czy prawdziwa postać...? Wraz z CzZBNG zniknęły różowe baletki z nóg Brendona. Ja już na serio świruję! Po 20 Elen zwinęła się do domu. Mi Bdenowi rozmowa się nie kleiła. Nie chciał nic mówić, ja nie wiem o co ludziom chodzi! Położyłam się na łóżku w sypialni. Gapiłam się w sufit.
- Wiem, że tu jesteś.- szepnęłam
Usłyszałam tylko szelest zza szafy.
- Powiedz coś w końcu!
- RDCF?- powiedział Człowiek Z Blizną Na Głowie
- Wiadomo, że dupa!
Zapadła cisza. Wstałam i wyszłam z pokoju, szczerze mówiąc miałam już dość humoru Brendona.
- Bear, może Tobie seksu od tylca brakuje?- zaczął się śmiać
- Nie, po prostu we wtorek wyjeżdżasz, a ja wyjeżdżam 20 do Niemiec. Na Halloween nie będzie mnie w domu.
- I z kim ja pójdę zbierać cukierki?- posmutniałam
- Z Elen, może z moją siostrą?
- E tam, nie będę świętować Halloween w tym roku. Bez Ciebie, Ryro, Spenca i Jona to nie to samo. Zaraz... a do Chicago nie możesz jechać ze mną?
- No mogę..
- To jaki problem! Jedziesz ze mną! :)

Poniedziałek. Nie poszłam do szkoły, bo mi się nie chciało, z resztą szliśmy wszyscy na koncert Arctic Monkeys. Cały dzień chodziłam i gadałam tylko o tym.
- Jaa spotkam Alexa Turnera!
- Nie podnicaj się tak! ;] to tylko jeden z wielu fajnych zespołów.
- Ryan, ja kocham ich muzykę!
- Zaraz.. gdzie Spencer i Brendon? Za półtorei godziny wychodzimy!
- Pojechali do Urie'ch zostawić Lizaka, mama Beara go uwielbia.
- A jak tam w szkole?
- Nie wiem, bo dawno nie byłam, a wracam dopiero w piątek, albo w poniedziałek.
- Ooo wakacje?! A mama wie?
- Zamknij się George!- zaśmiałam się i lekko go popchnęłam- Jedziemy z Brendonem do Chicago na nagrania płyty Fall Out Boy, mam śpiewać na płycie.
- Achaa.
Zrobiłam kawę bratu i usiedliśmy w zimowym ogrodzie, bo na dworze padało. Rozmawialiśmy tak jakiś czas, aż wpadli Spence i Bear. Brendon oznajmił mi, że kupuje sobie purpurowego Mini Vana, bo mu się podoba. O 18:30 pojechaliśmy pod Hard Rock. Dołączyły do nas Kirsten i Evelin, bynajmniej nie byłam sama. Mieliśmy do wyboru: siedzieć w strefie VIP, albo bawić się pod sceną. Wybraliśmy zabawę pod sceną, a jak! Koncert był niesamowity.... wszyscy skakaliśmy w rytm muzyki.
- Well now then Mardy Bum oh, I'm in trouble again, aren't I?- śpiewałam razem z tłumem i wokalistą Arctic Monkeys
Tylko z trzy osoby nas poznały pod sceną... tak bywa. Miałam wrażenie, że Alex się na mnie ciągle gapi i śpiewa do mnie. Pewnie mam dałna, tak na pewno mam dałna. Po koncercie ochroniarze wyprowadzili nas z sali i zaprowadzili do garderoby, gdzie byli Arctic Monkeys, którzy niczego się niespodziewali.
- Mój Boże!- zająknął się Alex
- Cześć, chcielibyśmy was poznać.- powiedział Spencer i się uśmiechnął
Wszyscy wpakowaliśmy się do środka.
- Brendon jestem.- Bear do wszystkich podszedł i się przedstawił
- Ja Ryan, a to moja dziewczyna EvE.
- Kirsten, dziewczyna Spencera.
- A ja jestem Audrey.... halo!- weszłam w to całe zamieszanie, oczywiście najmniejsi mają przesrane- Ja jestem Audrey!!
Alex uśmiechnął się w moją stronę i pokazał mi miejsce na kanapie obok siebie. Odwzajemniłam uśmiech i zajęłam miejsce. Dałam Alexowi do podpisania moją płytę, oraz zrobiliśmy parę zdjęć. Widziałam jak Brendon na mnie patrzy i na Alexa, mało go nie zabił.
- I pomyśleć, że niedawno to ja byłem na waszym koncercie w Londynie!
- E tam, nie jesteśmy gwiazdami, robimy to co kochamy.- stwierdził Ryan
- Jesteście niesamowici.- powiedział Nick, perkusista AM
- A ja kocham Mardy Bum!- zaśmiałam się
Zostaliśmy jeszcze godzinę. Alex usilnie starał się do mnie podwalać, a jednak dałam mu do zrozumienia, że mam już kogoś. Na sam koniec dałam buziaka Brendonowi i się odwalił. Ze spotkania wyszłam nawet zadowolona.
- Niesamowity koncert.- stwierdziła EvE
- Tak, było fajnie.
- Głowa mnie boli.- narzekałam
- To nici z dzisiejszej zabawy.
- Wcale że nie, bo jak będziemy się kochać to jej przejdzie- śmiał się Urie
- Tobie to na serio brakuje od tylca. Ryro, weź zajmij się nim, bo się chłopak marnuje!
- Buahaha! My mamy dziecko w drodze, niech idzie do Smith'a.
- A ja preferuje dziewczynki.- pocałował Kirsten
- Zostaje Ci JWalker. Jutro się spotkacie.- poklepałam Beara po plecach
- Bubu! Ja chcę Ryanka!- przytulił się do mojego brata
- Pedały!- krzyknął ktoś z ulicy, a my w brecht
- Kocham Cię Ryanku!
- Ja Ciebie też Brendonku.
Do domu dojechaliśmy o 23. Jutro mamy samolot o 12:20. Od razu zasnęłam. To był fajny dzień.
komentarze [7]

35. So this testosterone boys and harlequin girls…. Dance to this beat….. >> środa, 12 września 2007 18:04:07
Narazie koniec z dodawaniem notek. Muszę się sprężyć i napisać co nie co na worda, bo obecnie jestem bez tzw "grosza". Proszę o duuużo komentów i jeśli ktoś che mnie zasponsorować to błagam o reklamę... :) Z góry dzięki i buziaki ;*
Audrey

- Dzisiaj 31.- powiedziałam sama do siebie budząc się na drugi dzień
Miałam iść do psychiatry, ale wszystko wróciło do normy, wielka zazdrość o mojego brata przeszła jak ręką odjął. Może jednak powinnam się tam wybrać…? Mam jeszcze jakieś 4 godziny, żeby o tym pomyśleć. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na zegarek, była dokładnie 9:18. Zeszłam na dół. Brendona nie było, została tylko kartka: „Jestem u mamy, a później jadę do kolegi. Wrócę wieczorem. Kocham Cię! Twój kochany miś.”
- Faceci. A jedź sobie nawet do koleżanki, wypchaj się.- pogniotłam kartkę i wyrzuciłam do śmieci- Zaraz! Przecież to można sprzedać na Ebay’u! xD
Szatańsko zaśmiałam się popijając sok. Ostatecznie karktę wsadziłam do mojego pamiętnika podpisując: Wyznania Brendona Urie. Kiedyś np. jak nie będę z Brendonem z dumą pokażę to moim dzieciom mówiąc: drogie dzieci! Wasza mama była dziewczyną wokalisty Panic! At The Disco!
A dziecko z przekorą odpowie: a nasz tatuś jest aktorem i śpiewa w 30 Seconds To Mars!
Szybko odewałam się od myśli o dzieciach. Czy ja naprawdę mam tylko dwie opcje w życiu? Albo Brendon, albo Jared…? Jedno wiem na pewno. Jak nie Brendon, to nikt inny z branży muzycznej, wystarczy mi sławny brat. Dokończyłam pić sok w sypialni. Weszłam do garderoby i przez chwilę zastanawiałam się, co ja mogę takiego ubrać. Zdecydowałam się na jeansy rurki czarne, szary top na ramiączkach Guns’N’Roses i rozpuszczone włosy. Jak tylko się ubrałam, włączyłam laptopa w celu spradzenia poczty, myspace, buzznet’a i takich tam duperel. Na poczcie pełno wiadomości od fanek Brendona. Ciekawe skąd one mają mój adres poczty? Pewnie znowu Ryanowi się nudziło ;]. Później pełno znajomych przyjmowałam na myspace, na buzznecie… i to tylko wina paru zdjęć, które mam z Bdenem i z resztą. Z Jaredem też mam! A on ma moje ze mną. Postanowiłam, że jednak pójdę do psychiatry. Wychodząc z domu chciałam wziąć kluczyki od BMW, a tu nie ma!
- No co za kanalia! Zabrał samochód. Muszę wziąć udział w jakiejś sesji zdjęciowej, to mu kupię samochód.
Aż do niego zadzwoniłam!
- Ty mała kanalio!
- Co takiego zrobiłem?- zaśmiał się
- Powinieneś powiedzieć: co się stało kochanie? A nie… kanalia.
- Hahaha byłem szybszy! A do czego jest Ci potrzebny samochód?
- Chcę jechać do Vegas, jestem umówiona.
- Ohoho! A to z kim?- zapytał zaciekawiony
- Tym razem żart Ci się nie udał. Jestem umówiona i tyle.
- Jak chcesz mogę Ciebie podrzucić.
- A masz czas?
- W sumie zaraz też wybieram się do Las Vegas. To czekaj na mnie.
- Ok, ja czekam.
- Pa.
- Gnom! Skrzat, mała wredna gnida!
- Buahaha też Cię kocham :)
Co miałam zrobić? Czekałam na niego. Przyjechał pomiędzy 10 a 11.
- To gdzie się panna Ross wybiera? Na rendez-vous z kolegą z klasy?- Brendon mnie dosłownie wyśmiewał
- Nie, na spotkanie z przytępawym wokalistą Panic!..
- No dobra, przepraszam. Nie chcesz to nie mów, ale jestem Twoim facetem, wiesz, śpimy razem itd.
- Boże, nie mogę iść do psychiatry?!- zapytałam wkurzona zapatrzona w okno pasażera
- Ty?! Do psychiatry?! Po co?
- Bo mam problemy ze sobą.
- No, ale chyba nie widzisz krasnoludków?
- Kurwa mać, czy Ty chcesz mnie tym swoim humorkiem doprowadzić do ostateczności?!
- Dobra, już nic nie mówię. Mam pytanie…
- A gdzie masz okulary?- weszłam mu w zdanie- Przepraszam, no mów.
- Właśnie chciałem się o to zapytać, nie ma w schowku moich okularów z czerwonymi oprawkami?
- Dlaczego nie kupisz sobie szkieł kontaktowych?
- Nie chce mi się.
- Ajajaj, faceci. Nic, tylko iść na łatwiznę.
- Powiedz, jakie masz problemy, bo jakoś o niczym nie wiem…? Może jakoś Ci pomogę?
- Nie, nie sądzę. To chyba nic poważnego, po prostu jestem w szoku po tym, jak Ryro powiedział, że EvE jest w ciąży.
- Wiem jak to jest. Kiedy mama była w ciąży z Samanthą, mało nie wyszedłem z siebie. Jak byłem najmłodszy z całej trójki, było dobrze, bo mama była blisko mnie. Kiedy tylko przyszła na świat Samatnha, ja poszedłem w odstawkę. Nie byłem w centrum uwagi. Bolało mnie to bardzo mocno, ale przywykłem. Może rozmowa z psychiatrą dobrze Ci zrobi.
- Masz rację. Pomogłeś mi.- uśmiechnęłam się i cmoknęłam Brendona policzek
- A co robisz po wizycie u psychiatry?
- Na pewno jakiś fajny koleś zabiera mnie na lunch.
- To na pewno, a gdzie?
- To już jego inwencja twórcza. Niech też pomyśli o tym, że muszę podjechać do szkoły po plan zajęć i wykaz podręczników.
- Ok.
Na miejscu byliśmy o 11:20. Pan psychiatra już na mnie czekał. Obiecał, że jego tajemnica zawodowa nie pozwala mu wyjawiać moich tajemnic, które mu powiem i nic nie znajdzie się w prasie. Opowiedziałam panu Tony’emu Harlingtonowi co mnie bolało. Stwierdził, że jestem bardzo związana z bratem. Dlatego, że jest dla mnie podwójnie ważny, jako brat i jako zastępczy ojciec. Powiedział, że moja reakcja była reakcją normalną i w miarę dzielnie sobie poradziłam z tą sytuacją. Nawrotów takich zachowań być nie powinno, ale mogą być. Mam się jednak nie bać i zaraz po urodzeniu małeg Evana mam zjawić się i opicać jak się czuję. A jak będzie to dziewczynka? Jak się będzie nazywać…? Apple? Świetne imię wymyśliła Gwyneth Patrlow dla swojej córki. Może po prostu Jackie? Ryan bardzo kochał kiedyś Jac Vanek, do tej pory mówi o niej dobrze. Tyle, że ona nie myślała o nim tak poważnie, jak on o niej. I nagle przed moim przyjazdem do L.A. ona odeszła. Ryan to strasznie przeżył, wtedy znalazła się Ashley. Jednak Ryro nie był na nic gotowy. Później przypałętała się Evelin i tak wyszło… tyle mi opowiadał Bear. W ślady Jac poszła Audrey- rozkochała w sobie Brendona, żeby tylko być sławna. Kiedy on się zorientował (tzn ja mu to pokazałam) zostawił ją dla mnie. Ach, te ludzkie losy. Czego ten pan Tony Harlington się w życiu nasłuchał, to mu nie zazdroszczę.
- Co Ci powiedział?
- W sumie to samo co Ty, tylko inaczej to ujął.
- No widzisz? Jednak mogłem posłuchać starych i zostać psychologiem.
- Czyli wiesz o mnie wszystko?- zapytałam przerażona
- Tak, o tej nocy z moim psem też wiem.
- Buahaha dobijasz mnie! Zboczony zoofil. Z resztą nie masz psa.
- A mogę mieć. Chcesz psa?
- Lubię psy, ale ja obstaję przy żółwiach.
- Czepiłaś się tego żółwia…. Pociągają Cię seksualnie?- mało nie padłam ze śmiechu
- Nie, po prostu lubię żółwie.
- Może dzisiaj w nocy przebiorę się w wojowniczego żółwia ninja?
- Buahaha przestań, bo brzuch mnie boli! Skąd Ty masz taki dobry humorek, co słonko? :P
- Bo mam Ciebie.- uśmiechnął się i zaparkowaliśmy przed pizzerią
Dawno nie mieliśmy takich wkrętów, żeby zasłaniać twarz pizzą przed paparazzi. Wymarzone popołudnie bez kłótni. Za takim popołudniem tęskniłam. Ubaw też mieliśmy w gabinecie dyrektorki mojego liceum. Ubaw po pachy :|.
- Widzę Ross, wracasz w nasze łaski. O i pan Urie, słyszałam, że sławny jesteś z Ross’em i Smith’em, macie jakiś zespół? Coś moja corka mówiła.
- A co tam u Rose?- zapytał Bear
- Ma się dobrze, na STUDIACH PRAWNICZYCH.
- Proszę ją pozdrowić. Właśnie, do jakiej klasy dostała się Audrey?
- Oczywiście, że pozdrowię. A na jakich Ty studiach jesteś?
- Nie studiuję, nie mam na to czasu, ale nie żałuję, bo bez wykształcenia wyższego zarabiam miliony dolarów.- musiał jej dosrać
- No tak… Audrey jest w klasie 5 historycznej. Pozdrów brata, Audrey.
Co za kobieta :O. Usadziła Ryana z historii, dlatego poznał Brendona, który mu pomógł przetrwać rok w ostatniej klasie. Tyle, że jakoś nigdy nie widziałam u nas Brendona, albo byłam tak zajęta tym kolesiem z baru, który mnie tak podrywał? Miałam wtedy 14 lat i myślałam, że podobam się 26 letniemu facetowi. Pojechaliśmy po podręczniki, po przybory i byłam gotowa zacząć szkołę w poniedziałek. Do domu mieliśmy niedaleko, nie wiem dlaczego znowu wyjechaliśmy z Summerlin.
- Gdzie Ty mnie wywozisz?- zapytałam z udawanym przerażeniem
- Kupić psa!- wyszczerzył się Bear
- Zaraz… przecież ja od poniedziałku idę do szkoły, a Ty jedziesz w trasę do Europy!
- No wiem, ale wracam w październiku i siedzę w domu na dupie.
- A do października co ja z tym psiakiem zrobię jak będę szła do szkoły? Nie myślisz, jak każdy facet.
- Oj skończ z tymi stereotypami. I tak nic nie zrobisz, to ja jestem tutaj kierowcą.- zaśmiał się szyderczo
Pojechaliśmy do sklepu zoologicznego, a raczej na taką hodowlę z mnóstwem szczeniaczków różnych ras. Wszystkie wyglądały tak słodko!
- Które Ci się podobają? Bo mi te Labradory.
- Wiesz, ja wolę albo Yorka, albo Pudelka. Pudla bym pofarbowała na różowo, a Yorkowi kupiłabym taką świetną torbę od Luis’a Vitton.
- Audrey, Ciebie to już chyba posrało!- obydwoje mało nie walneliśmy ze śmiechu
- W czymś pomóc?- zapytał jakiś koleś
- Tak, szukamy szczeniaków rasy Owczarek Szkocki „Collie”, Border Collie, Husky, albo Owczarek Niemiecki.
- Słyszałem coś o Yorkach i Luis Vitton?
- Nie, nie, ja tylko żartowałam.
- A dla kogo ten piesek? Dla siostry, brata?
- Dla nas, chcieliśmy mieć w domu jakiegoś pieska, bo za pusto. Dopiero co wyprowadziliśmy się od rodziców…
- Brendon, weź później zadzwoń do Pete’a Wentz’a.
- Ale oni są w trasie. Fall Out Boy muszą pracować, nie to co my, zbijamy bąki.
- Wiem, chciałam zapytać o Gym Class Heroes, wiesz, ten Travis był bardzo uprzejmy.
- To jakiego bierzemy? Audrey weź się zdecyduj.
- To Ty chciałeś psa, nie wiem jaki ma być. Najlepiej żadnego.
Po wielkiej kłótni w hodowli, wróciliśmy bez żadnego psa. Brendon się lekko na mnie obraził, ale co mi tam. Nie chcę psa i tyle, za dużo kłopotów. Przyszła pora spania…
- No to co? Przebierasz się za tego żółwia ninja? xD

Powrót do szkoły. Pierwszy w-f. Pierwszy dzień w roku szkolnym, pierwsza godzina i jest pierdolony w-f! Nikogo też nieobchodzi, że mój chłopak dzisiaj właśnie poleciał do Europy na miesiąc i nie spałam pół nocy.
- Audrey! Cześć, co tam słychać? O, co taka zmęczona?- od razu przywitała mnie moja stara kumpela Elen- Dlaczego nie zjawiłaś się u mnie? Ponoć już od miecha jesteś w domu?
- Sory Elen, ale byłam w rozjazdach, z resztą już nie mieszkam z mamą, a słyszałam, że dzwoniłaś.
- Dziwnie wrócić do szkoły, nie? Gadaj co u Twojego brata, dalej singiel?- zaśmiała się
- Niestety nie.
- Co taka zmarnowana?
- Nie spałam pół nocy. Nie dość, że mój chłopak..
- Wiem, wiem, Brendon Urie.
- Tak, w nocy lecieli do Europy i jeszcze jakoś musiałam się z nim pożegnać.- puściłam do niej oczko i zaczęłyśmy się śmiać
- Czyje jest to nowiuśkie czarne BMW, które stoi na moim miejscu?
Do szatni weszła blondyna z koleżaneczkami.
- Moje, a coś nie pasi?
- Lepiej je zabierz, bo coś się z nim stanie…
- A Ty co? Tatuś ma firmę za milion dolców i masz różowego kaszalota, który się rozwala?- dosrała jej Elen
- A ona niby skąd ma te BMW?- zakpiła
- Dostałam tak o bez okazji od mojego chłopaka. Bo widzisz, Ty tu jesteś rok, a ja znam pół tego liceum, tylko rok mnie tu nie było, a jeśli chcesz rządzić na moim terenie, to miej się na baczności, różne to rzeczy się na w-fie przytrafiają…
Laska mało nie umarła ze strachu! Od razu poszła zaparkować w innym miejscu. Audrey Ross umie wzbudzić strach… na serio umiem? Lekcje minęły szybko, ale jak wracałam na Cherry Avenue i uświadomiłam sobie, że zostałam sama. Sama będę spała, sama funkcjonowała codziennie… zabrałam najbardziej potrzebne mi rzeczy, wpakowałam do BMW i pojechałam na Hawdton Drive.
- Halo, mamo?
- Tak?
- Jesteś w domu? Halo, kiepsko słyszę!
- Jestem na spacerze, na pustyni. Z resztą musimy pogadać. Za 15 minut będę w domu!
- Ok, będę czekała.
Mama na spacerze? Po pustyni?! Dziwne, bardzo dziwne. Wjechałam na podjazd, postawiłam samochód, wzięłam moje rzeczy i czekałam przed domem. 10 minut później pojawiła się mama, ale z jakąś niewyraźną miną.
- Cześć mamusiu :)- uśmiechnęłam się i cmoknęłam mamę w policzek- Mogę zostać u Ciebie do powrotu Brendona?
- Pewnie! Słuchaj Audrey, musimy pogadać… chodźmy do środka. Usiądź.
- Coś się stało…? O mój Boże, coś z EvE, z Ryro?!- mówiłam przerażona
- Nie, bo widzisz… Twój ojciec, był alkoholikiem.
- No wiem, coś mu się stało?
- Tak, zmarł wczoraj wieczorem. Zapił się na śmierć. Bardzo mi przykro.
- Mi nie jest przykro z tego powodu. Może zrobimy imprezę taką jak w Ace Ventura? ;D
- Przestań Audrey! To był Twój ojciec i powinnaś go szanować po śmierci.
- Przepraszam.- szepnęłam i spuściłam głowę- Ryan wie?
- Tak, przyjedzie na dwa dni.
- Sam?
- Tak, na koncercie zastąpi go Brendon, wiesz, to geniusz.
- Wiem, wiem. On sam by zastąpił cały zespół, hehe.
- Jak w szkole?
- A poza małą sprzeczką o miejsce parkingowe wszystko było w porządku.
- Właśnie, miałam się zapytać. Skąd masz ten super samochód?
- Dostałam xD od Beara.
- Wy też się do ślubu szykujecie? Dlaczego wy chcecie tak wcześnie zakładać rodziny?! Ja tego nie rozumiem.
- Po prostu Ryan kocha Evelin, będą mieli dziecko itp., a ja i Brendon weźmiemy ślub z miłości. To i tak dopiero za dwa-trzy lata.
- Wziąć ślub z miłości… chciałabym tak.
Gadałyśmy tak z mamą do wieczora. Jak szykowałam się do kąpieli zadzwonił Brendon. Przeprosił mnie, że nie może być ze mną w tym bardzo trudnym okresie mojego życia, a ja mu powiedziałam, że dla mnie to żadna strata, bo ja tego pana nie znałam. Cóż, prawda bywa bolesna, ale to nie moja wina, że nie znałam własnego ojca. To jego wina, widocznie tak chciał. Nadal rozmawiałam z chłopakiem.
- Co robisz?
- Kąpię się.
- Chętnie umył bym Ci plecki, ale…. Zaraz, my mamy prysznic? ;>
- U mamy jestem panie zazdrośnik.
- Nie jestem zazdrosny!
- Oj jesteś.
- No troszkę ;P
- A jaka pogoda w Anglii?
- Nienawidzę deszczu, ale znowu on nadchodzi.- zanucił Kill Hannah
- Zaśpiewaj mi coś :)
- Kochanie, wiesz, że jest rano, niedługo próba, a ja muszę się oszczędzać.
- Dobra, foch!!
- Nie złość się, bo złość piękności szkodzi ;). Don’t waste your time on me you’re already the voice inside my head I miss you…
- Ślicznie! Zaraz te nagranie wyląduje na youtube, włącznie z naszą rozmową xD
- No to mów, co masz na sobie!
- Nic, kąpię się korku.
- Jak przyjadę to zabawimy się na ostro! Będzie fajnie, mówię Ci. Jeszcze będziemy mieli dzidziusia takiego jak będą mieli Ryan i EvE, ups! Zapomniałem się…- ten to jest bajerant ;D
- Przecież żartowałam. Wiesz, niedługo wybieram się na koncert Arctic Monkeys, będą grali w Vegas. Ponoć Alex Turner był na waszym koncercie, wiesz? Może wybierzemy się tam razem?
- A kiedy będzie ten koncert?
- 2 października… gdzieś tam. Niech menager załatwi bilety. Właśnie, jak tam sprawuje się nowy ochroniarz?
- Niesamowity człowiek, dawno takiego nie poznałem! Jest przezabawny.
- Ooo, widzę, że kolega Ci podpasował, może i z nim zaczniesz sypiać. Ryan Ci nie starcza?
- Ryan już mi się tak nie daje jak zawsze. Teraz woli ze Spencerem i Jonem na raz :(- obydwoje wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem
- Ja Ross’a nigdy nie dotknę!- usłyszałam Jona
- A ja chętnie, marzyłem o tym od dzieciństwa.- stwierdził Spencer i zapadła cisza… nie na długo
- Buahaha szkoda, że mnie nie ma tam z wami. Z resztą, niedługo chowamy ojca, nie powinnam być taka rozbawiona.
- Poczekaj, dam Ci Ryro.
- Cześć siostrzyczko.
- Hej Ryan. I jak się czujesz?
- Normalnie, a Ty?
- Ja też, nawet proponowałam mamie, żeby zrobić imprezę jak w Ace Ventura, ale co tam. Pocze…. Kaj kurwa mać.- właśnie telefon wpadł mi do wody- Cholera nooo!
Przeżyłam gorzej stratę mojej ukochanej Nokii 5300 bardziej, niż ojca. Jesteś bez serca Audrey.

Po pogrzebie. Poza mamą, Ryanem, EvE, mną, babcią Rose i bratem ojca Gerardem i mediami nie było nikogo więcej. Ponoć mamy jakieś przyrodnie rodzeństwo w New Jersey, ale gdzie tam wywiało George’a Ryana Ross’a II to nie wiem. Tak, Ryro ma imiona po ojcu, a ojciec po dziadku. Później mama zaprosiła babcię do nas, ale nie chciała. Nie to nie, zmuszać jej nie będziemy. Kiedy usiedliśmy wszyscy wspólnie do obiadu zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy.
- Mamo, dlaczego właściwie nazywam się Audrey Summer, a nie Rose jak babcia, czy też Theresa po drugiej babci? Ryan ma imiona ojca, a ja?
- Masz imię po moim chomiku.- zaśmiał się Ryro
- To nie jest śmieszne, to poważne pytanie.
- Swoje pierwsze imię zawdzięczasz pani Audrey Heperd, a Summer… bo ładne było.
- Aaa… fajnie.
Tego wieczoru nie wymieniłam z nikim ani słowa. Nie dość, że mi się nie chciało, to jednak poczułam żal… po tylu latach dowiedziałam się, dlaczego mam takie brzydkie imiona. Dlaczego nie jestem chłopakiem? Mogłabym nazywać się Brandon, Brendon, Branden, Brenden… a może Chris? To wszystko lepsze niż Audrey Summer Ross.
komentarze [6]

34. Keep holding on… Just stay strong, cause you know I’m here for you, I’m here for you… >> niedziela, 9 września 2007 19:58:54
Fajnie by było, jakbyście zostawiły więcej komentów, bo ostatnio kiepsko wam idzie... przykro mi jest :(. Liczę na was! :) Audrey.

Rzeź na kółkach obrotowa. Wstaliśmy o 4:20, żeby być na 5:30 na odprawie. Szybko spakowaliśmy parę ciuchow, te, które mieliśmy założyć na rozdanie nagród i heya na lotnisko. Samochód zostawiliśmy na parkingu strzeżonym i szybko pobiegliśmy na lotnisko, przecież musiałam wyprostować włosy xD. Przed wejściem do samolotu spotkaliśmy Ryana, EvE, Spencera, Jona i ich dziewczyny. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam na walizce nic nie mówiąc.
- Audrey, można na chwilę?- podszedł do mnie Ryro
- Można.
- Przepraszam za to całe zamieszanie. Przepraszam też za to u mamy, wiesz, nie chciałem Ciebie urazić. Z resztą, wytłumaczysz mi o co Ci chodziło przedwczoraj na tarasie?
- Nie wiem, przepraszam.
Miał taki chłopięcy uśmiech na twarzy jak zawsze. Rozwalał mnie on całkowicie… aż miałam ochotę go wytarmosić za poliki, a na koniec dać wielkiego buziaka, ale to w końcu mój brat, tak nie można.
- Czemu mi się tak przyglądasz? Mam pastę na twarzy, kogut mi stoi, czy jak..?
- Nie, nic… no to co braciszku? Zgoda?- wyciągnęłam do niego rękę
- Ja tego nie powiedziałem.- odwrócił się- No pewnie głuptasie!- przytulił mnie mocno
Podeszliśmy do naszych korków z uśmiechem na ustach, a tych jakby wmurowało.
- No nie, teraz to mnie zaskoczyłeś Ross.- stwierdził Jon
- A co Ty byś zrobił na moim miejscu Walker? Dziecko się nie pchało na świat, to nasza wina. Teraz trzeba je wychować i mam nadzieję, że mogę na was liczyć?
- Na wujka Brendona i na ciocię Audrey zawsze! O każdej porze dnia i nocy.- zaśmiał się Bear
- A na mnie też! I na Kirsten.- dodał Spencer
- Ja tam dalej będę grał na basie.- stwierdził Jon
- Co ma jedno do drugiego?- zapytałam z ironią, z resztą my się tak kochamy z Jonem
- Ej nie rozumiesz? Po prostu Jon nie opuści zespołu.
- Chyba rozumiem?- odpowiedziałam pustej blondynce, który była partnerką Walkera- Masz szczęście, że jesteś z Jonem, bo i naczej byś z nami nie leciała.
Zapadła cisza. EvE trzepnęła mnie z łokcia i krzywo się uśmiechnęła. Ja z kurwikami w oczach mało lasce nie nastukałam, a Brendon miał z tego wszystkiego ubaw. Bardzo zabawne, haha! Dlaczego wszyscy mają normalne dziewczyny, tylko nie Jonathan Walker? Kiedy spojrzałam na Jona, był zmieszany. Nagle poczułam się winna całej tej sytuacji i szepnęłam „przepraszam za uniesienie” i schowałam się za ramieniem mojego księcia z bajki. Lot był wyjątkowo spokojny. W końcu co mogło się stać w prywatnym samolocie? Dali nam śniadanie i tyle.
- Kurczę, mówię wam, nie uśmiechało mi się tak wcześnie wstawać.- usłyszałam z drugiego końca samolotu- Właśnie, dlaczego my tak wcześnie mamy ten lot?- zapytała pusta Stacy
- Bo Audrey nie ma sukienki i musi dzisiaj coś kupić, z resztą mamy próbę o 10.- mówił Spencer
- Ty, ta laska to chyba Ciebie udusi na tej gali.- zaśmiał się po cichu Brendon
- Ja nie wiem skąd on ją wytrzasnął! Mógł iść z Audrey Kitching, albo z Hanna Beth, przecież ta Stacy to jakieś nie porozumienie.
- Następnym razem poproś Jac Vanek, żeby mu dotrzymała towarzystwa.
- Nie, Jac w żadnym wypadku, Ryan byłby zły. Mówię Ci, że Audrey albo Hanna, bo Lauren męża ma.
Inteligntne konwersowanie na temat fotomodelek xD
- Audrey, tak sobie myślę… może załatwimy mu Jefree Star?- nie wytrzymaliśmy ze śmiechu i zaraz cały samolot słyszał nasze śmiechy
- Jefree Star byłby idealny!- wrzasnęłam
- Zamknij się głupku!- i dalej łach
Później ja i Brendon okladaliśmy się poduszkami po łbach, było zabawnie. Dołączył do nas Ryan, rzucając się nam na kolana xD. Później dołączyli wszyscy oprócz EvE i Stacy. EvE to ja rozumiem, ale nie tej laski! Dziwna jest! Rozpętała się wielka wojna na poduszki, aż steward nam uwagę zwrócił, oczywiście dostał z poduszki od Jona < lol >. Po wylądowaniu pilot dał nam wykład na temat bezpiecznego zachowania w samolocie.
- Dobra panie pilocie. Niech się pan nie wypruwa tak, bo my i tak się śpieszymy.- wyszczerzył się Brendon
- Ja rodzę!!- krzyknęła EvE, a ja zaczęłam dusić się i płakać ze śmiechu
- Trzeba przyjąć poród!- krzyczał Spencer
Ryro wyniósł EvE na rękach z samolotu, a wszyscy wylecieli za nim. Na lotnisku mało nie poszczałam się ze śmiechu!!
- Buahaha siostra, jesteś debest! Buahaha ja rodzę! Brzucha nie widać, dopiero trzeci miesiąc, a ta rodzić by chciała ;D
- A co tam! Przynajmniej nas z samolotu zabrała!
- Wybawiłaś nas z opresji kochanie.- Ryro uśmiechnął się do niej i pocałował EvE
- A wszystko to ich wina!- pokazała na nas Kirsten
- Co mi tam, jeszcze trzeba zrobić coś pojechanego.- Bear wzruszył ramionami i wziął moją torbę
O 10 byliśmy na miejscu. Próby trwały do 13, później mieliśmy czas dla siebie, czyli EvE, Ryan, Spencer, Kirsten, Bear i ja poszliśmy poszukać sukienki dla mnie, EvE i Kirsten. Nic ciekawego… serio! Jak coś mi się podobało, to kosztowało ponad dwa tysiące dolców. No tylko się pochlastać! Korkejs, bo tak mówimy na Kirsten, wynalazła jakąś fajną zieloną sukienkę. Ja postawiłam na beż, lub coś a la kość słoniowa, bo Bear miał taki strój. W końcu w Dolce&Gabanna znalazłam coś dla mnie :). Beżowy lekki gorsecik, na dole tiul jak u baletnic do kolan, do tego buty na malutkim obcasie, kolczyki D&C i do całości wieeeelki pieścionek od Swarowskiego. Brendon się nieźle na mnie wykosztował… na szczęście pierścionek był wypożyczony, bo Bear chciał go kupić! Kosztował mniej więcej tyle, co nasz dom :O. Lekko mówiąc, pogięło go. Wszystko wyniosło 15 tysięcy, z czego 10 tysięcy będzie do zwrotu. Evelin miała czarną sukienkę, taką prostą z dekoltem. Wszystkie wyglądałyśmy bosko. Nie mogłam się już doczekać jutra.

Wszystko było już zapiete na ostatni guzik, dosłownie. EvE właśnie wiązała kokardkę na mojej sukience, kiedy do pokoju wszedł Brendon.
- No ślicznie wyglądasz Audrey. Taka z Ciebie sexy laskaaa xD
- Dobra, nie czaruj czarusiu. Pan jest już gotowy?
- Nie zupełnie… pomożesz mi z tą chustą?
- Pewnie :)- uśmiechnęłam się i zaczęłam wiązać chustę na szyji Beara
- Dzięki Ci kochanie ;*- dostałam buziaka
- Czas się zbierać. Korkejs, Spencer! Ruszamy!!
- Jon, weź zabierz swoją super laskę i ruszamy na Time Square!- krzyknęłam przy drzwiach ich pokoju
Ruszyłam „dziwkarskim” (czyt. kręcen ie dupą i krok za krokiem) krokiem przed siebie, a moje włosy falowały wraz z krokiem. Od razu za sobą usłyszałam jak tamte ścierwo mnie komentuje. Udałam, że tego nie słyszę, bo chciałam się dzisiaj wyluzować. Był red carpet and rebelion ;D grzecznie odpowiadałam na pytania, pozowałyśmy wszystkie cztery, później każda osobno, ze swoim facetem, a na koniec P!ATD i ich laski. Co do Stacy, nie będę komentować jej sukienki, bo wolałam popatrzeć na wejście Fergie. Jak gala? Gala jak gala, nudna. Dużo komentowałam z EvE różnych ludzi, ale więcej czasu spędziłam na leżeniu na Brendonie i zasypianiu. Do końca gali została ostatnia nominacja, a Ci żadnej nagrody nie zdobyli. Idź pan w chuj, dosłownie!
- A zwyciężcą w kategorii najlepszy teledysk roku zostaje, albo zostają….
- Shakira „Hips Don’t Lie”.- szepnęłam
- Ok Go!- powiedział Brendon
- PANIC! AT THE DISCO „I WRITE SINS NOT TRAGEDIES”!!!- krzyknęła J.Lo
- Pierdolisz?!- krzyknął Jon i wyskoczył jak torpeda w górę
- Wygraliście debile!!
- Ja w to nie wierzę…- szepnął Bear i ruszył w kierunku sceny
Wszyscy w to nie wierzyliśmy. Mi to mało gały nie wyszły! Jeszcze po drodze jakiś koleś wbił na scenę… tak mi nerwy puściły, że mało się ze śmiechu nie poszczałam xD.
- Dziękujemy naszym fanom! Gdyby nie wy, nie byłoby tu nas. Dziękujemy rodzinom, naszym dziewczynom i wszystkim, którzy na nas głosowali. To był niesamowity rok pełen wrażeń.- Ryro mało się nie popłakał
- Ja również dziękuję fanom! Dziękuję Audrey Ross za wspaniałe grzanki sprzed pół roku. Dziękuję rodzicom i wszystkim na Sali!- zaśmiał się Bden
- A ja dziękuję mamie.- Jon wymiata ;D
- Dziękujemy wszystkim!! Fueled By Ramen, DecayDance, Fall Out Boy, Te Academy Is… dzięki Kirsten, że jesteś tu ze mną, dziękuję mojej rodzinie
- Dzięki Ci Boże za Xboxa i Guitar Hero II. Amen.- zakończył Jon i zeszli ze sceny
Na tym siedzeniu to ja szczałam ze śmiechu! Na szczęście zaraz szliśmy na after party. Co tam się działo… buty tak mnie obtarły, że ściągnęłam je i rzuciłam pod stół, a pilnował ich Andy z FOB’a xD. Na parkiecie rządziłam z Brendonem, moim braciszkiem, Peterem, Patrickiem, Joe, a nawet z Jaredem Leto ;P. I znowu ten nieszczęsny Jared pojawił się w moim nędznym życiu.
- Gratuluję wygranej.- Jared podszedł do Brendona
- Dziękuję bardzo. Jak tam trasa koncertowa?
- Nie jest tak źle, a co tam u was?
- A kończymy trasę w październiku i zabieramy się do drugiej płyty. Kiedy planujcie trzecie „dziecko”?
- Wiesz, nie wiem, jeszcze musimy skończyć promować A Beatiful Lie.
- Sory za to na sylwestra. Po prostu byłem wkurzony i tyle.
- Nic się nie stało. Właśnie, mogę zatańczyć z Audrey?
- Proszę bardzo, o ile zechce. Życzę powodzenia ;P
Znalazł mnie w tłumie, nie wiem jakim cudem.
- Można prosić do tańca?
- Z chęcią, tylko nie wiem co na to mój pan i władca ;]
- Już wyraził zgodę.- wyszczerzył się Jared i tak zaczęliśmy tańczyć
Chwilę po Jaredzie podszedł do mnie Frank Iero. Nie mogłam w to uwierzyć, że on chce tańczyć ze mną ^^. Był to wolny taniec…. Tak fajnie pachniał ;P. Co tam, on ma laske, ja też mam niezłą laskę (no Urie to niezła laska, nie? :B). Jak to bywa na takich meetingach, poznałam wiele ciekawych ludzi, min. Z Gerardem Way’em jestem na Ty i już mnie kojarzy z dziewczyną z San Diego, która weszła do ich garderoby, Jack White znalazł chwilę na polemizowanie na temat gitar, oraz na temat The Raconteurs i The White Stripes, Rihanna pochwaliła moją sukienkę, a na dobry koniec Jared poznał mnie z Amy Lee. Byłam strasznie zadowolona z nowych znajomości :), z resztą, kto by nie był? Do hotelu wróciliśmy o 4 nad ranem, nawaleni w trzy dupy, oprócz biednej Evelin. Niestety, dzieci zobowiązują.

Dzień po gali? Nie pytać.. na taaaakim zgonie wracaliśmy, że ten sam pilot nas pochwalił za grzeczne zachowanie! Jon coś tam bąknął tekstem: daj pan spokój, łeb nam pęka. Z ledwością wysiedliśmy na lotnisku w Las Vegas, wielkim trafem znalazłam samochód, no i to ja zostałam skazana na prowadzenie auta. Spencer i Kirsten pojechali jego samochodem, Jon i Stacy polecieli do Chicago, a reszta wpakowała się w mój samochód. Po drodze nikt nic nie mówił, żeby nie było za głośno. Jak tylko weszłam do domu od razu poszłam na górę i padłam jak postrzelona kaczka.
komentarze [13]

music



g-book

add
look

about me


Dodaj do ulubionych

O mnie

friends

brodyopuszczona-samotnoscbrendonuriepanic-and-courtneycamisado-storymouth-shutcookiexmonster



past

2007
luty (15)
marzec (4)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (5)
sierpien (1)
wrzesień (6)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)
czerwiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (1)
listopad (1)

2012
luty (1)



lay

autor szablonu: Marika # #
brushe pobrane z: Magurno
specjlanie dla: Ross

Zakaz kopiowania!